Technologie ubieralne jeszcze na dobre nie zadomowiły się w naszym życiu, a już przechodzą rewolucję. Kilka lat temu elektroniczne gadżety noszone na ciele czy ubraniu były tylko zabawkami. Dziś coraz częściej możemy kupić sprzęt, który oferuje czułość i dokładność zbliżoną do tych osiąganych w laboratoriach naukowców. Przykładem jest opaska Muse, która mierzy bioelektryczną aktywność mózgu za pomocą prostego badania elektroencefalograficznego (EEG). To ciekawy gadżet, dzięki któremu można sprawdzić swoją koncentrację, a nawet starać się ją poprawić. Sama przekonałam się, że działa całkiem dobrze. Na początku, gdy zakładałam opaskę, połączona z nią aplikacja sprawdzała, czy potrafię skoncentrować się przez trzy minuty. Muszę się przyznać, że pokazała, iż mój poziom spokoju to zero procent. Zero! Na szczęście aplikacja dała też wskazówki, jak się poprawić. Dziś moje wyniki są już o niebo lepsze.

Ale najciekawsze jest to, że im częściej używałam Muse, tym lepiej dopasowane były zalecenia. Takie zjawisko, które nazywam głęboką personalizacją, wynika z tego, że urządzenia i aplikacje analizują coraz więcej danych i coraz lepiej nas rozumieją. Opaska Muse kosztuje około tysiąca złotych i w tej cenie jest też atrakcyjna dla badaczy ludzkiego zachowania. Dzięki osobnej aplikacji mobilnej możemy otrzymywać z niej „surowe” dane i sprawdzać np., jak ludzie reagują na
obecność robotów. Owszem, czasami potrzebujemy bardziej dokładnego pomiaru i wówczas używamy profesjonalnego aparatu do EEG wyposażonego w 24 elektrody. Jednak można to zrobić tylko w laboratorium. Tymczasem Muse, choć ma tylko siedem sensorów, jest znacznie wygodniejsza. Zamiast kabli, czepka z elektrodami i skóry posmarowanej żelem mamy prostą opaskę, z którą można chodzić i wykonywać codzienne czynności. Myślę, że takich urządzeń będzie przybywać, np. jeśli czujniki EEG zostaną wbudowane w zyskujące popularność gogle do rzeczywistości wirtualnej.

Będziemy mieli wówczas dostęp do ogromnej ilości danych na temat ludzkiego zachowania. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie technologie ubieralne mają sens, nawet jeśli ich twórcy powołują się na badania naukowe. Tak jest chociażby w przypadku opaski Pavlok, która ma nas oduczać złych nawyków… rażąc prą-
dem. Ją też wypróbowałam na własnej skórze, choć szczerze mówiąc nie widziałam badań potwierdzających, że taki trening jest skuteczny na dłuższą metę. Poza tym wiadomo, że organizm z czasem przyzwyczaja się do takich bodźców i trzeba zwiększać siłę impulsu. Jak mocny musiałby być w moim przypadku? Tego wolałam już nie sprawdzać...

Przeczytaj także: Poznaj Sophię - fembota. Czy jej wyłączenie będzie równoznaczne z morderstwem? [FELIETON]