Giennadij Borisow odnotował pojawienie się superszybkiego obiekt 30 sierpnia z pomocą urządzeń obserwacyjnych Krymskiego Obserwatorium Astrofizycznego. Kilka dni później polscy astronomowie Michał Drahus i Piotr Guzik jako jedni z pierwszych zrobili komecie Borysowa kolorowe zdjęcia jej komy i warkocza. 

To był dopiero początek ciekawych obserwacji przybysza z odległych stron. Najbliżej naszej gwiazdy 2l/Borisov znalazł się 7 grudnia. 22 dni później, w odległości 290 mln kilometrów, minął w najbliższym punkcie Ziemię.

To okno do obserwacji dobrze oświetlonego przez Słońce obiektu wykorzystali też inni naukowcy. Im bliżej Słońca kometa się znajdywała, tym więcej ciepło gwiazdy smagało lodowego przybysza, a w konsekwencji wydzielało się z niej więcej gazu.

W tych topniejących szczątkach zawarta jest informacja nawet sprzed miliardów lat. Badacze z dwóch różnych zespołów porównali skład chemiczny tego obłoku z danymi o kometach uformowanych wokół naszego słońca.

Pierwszym kierowali Martin Cordiner i Stefanie Milam z należącego do NASA Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda w Greenbelt, w Stanie Maryland. Drugim Dennis Bodewits z Auburn University w Alabamie.

Astronomowie z NASA 15 i 16 grudnia wykorzystali do swojej pracy 66 radioteleskopów tworzących obserwatorium się na płaskowyżu Chajnantor w Chilijskich Andach. (Atacama Large Millimeter/submillimeter Array, ALMA).

Zespół z południa USA obserwacje w paśmie ultrafioletowym wykonał przy pomocy teleskopu Hubble’a oraz orbitalnego obserwatorium satelitarnego Swift przeznaczonego do badań rozbłysków promieniowania gamma.

Choć prowadzone przez dwie niezależne grupy badaczy, ich praca dostarczyła zbieżnych ze sobą informacji. Opisano je w najnowszym wydaniu czasopisma ”Nature Astronomy”.

- Pierwszy raz zajrzeliśmy do środka komety spoza Układu Słonecznego. Jest dramatycznie inna od tych, które już poznaliśmy – mówi Marin Cordiner z NASA. Okazuje się, że 2l/Borisov zawiera zaskakująco dużo tlenku węgla. Nawet od 9 do 26 razy więcej niż średnia dla ”naszych”. Może to sugerować, że 2l/Borisov powstała w wyjątkowo mroźnym miejscu.

Zdjęcie: Milam/NRAO/AUI/NSF/S.Dagnello 

W międzygwiezdnym przybyszu odkryto także cyjanowodór, ale tego akurat się spodziewano i wartości zanotowane są zbieżne z tymi u znanych komet. Tlenek węgla zwykle też występuje, ale nigdy wcześniej nie wykryto go aż w tak dużej koncentracji.

- Kometa powstała z materiału bogatego w zmrożony tlenek węgla, a taką materię znaleźć można tylko w miejscach o najniższych temperaturach w kosmosie, dobrze poniżej -250 stopni Celsjusza – tłumaczy w informacji dla prasy Stefanie Milam.

Ilość tlenku węgla w składzie komety wskazuje też na określony rejon układu gwiezdnego w którym mogła się narodzić. Według Cordinera, byłby to zimny skraj układu planetarnego. W Układzie Słonecznym byłaby to wypełniona zmrożoną materią przestrzeń za Neptunem zwana Pasem Kuipera.

Komety są świetnymi skarbnicami dawnych informacji, bo formują się z resztek materii protoplanetarnego pyłu i gazu, których nie wykorzystały do swoich narodzin planety. Są na tyle daleko od gwiazd, i na tyle zimne, że pozostają właściwie w niezmienionym stanie.

Jak to się stało, że 2l/Borisov do nas przyleciał? Zapewne wypchnęła ją z jej rodzinnych stron siła grawitacyjna własnej gwiazdy lub jakiegoś planetarnego giganta, do którego zbytnio się zbliżyła. W konsekwencji od milionów, może miliardów lat podróżowała samotnie, aż pod koniec sierpnia 2019 roku znalazła się koło naszego domu.

Od lat astronomowie podejrzewali, że przestrzeń międzygwiezdną mogą wypełniać ”wyrzucone z domu” drobne ciała pozasłoneczne, czyli komety i asteroidy, które opuściły swoje rodzime układy gwiezdne.

Odkrycie asteroidy ‘Oumuamua przed dwoma laty potwierdziło teorię, że jesteśmy w stanie – posługując się odpowiednimi modelami matematycznymi – dostrzec takich gości, gdyby zdecydowali się wpaść do Układu Słonecznego. W przypadku 2l/Borisov udało się dostrzec kometę na tyle wcześnie, żeby ją bliżej poznać zanim ruszyła w dalszą drogę.