W Europie są tylko trzy takie statki powietrzne i zaledwie kilkanaście osób na świecie potrafi je pilotować. Sterowce łączą w sobie romantyzm dawnych szalonych podróży i najnowsze technologie XXI wieku. Są urzekająco piękne, drogie, kapryśne i równocześnie bezbronne wobec złej pogody. W gigantycznej hali na przedmieściach Friedrichshafen jest wystarczająco dużo miejsca, żeby pomieścić trzy sterowce.

Zwykle bazują tu latające nad Alpami i Jeziorem Bodeńskim Zeppeliny NT firmy Zeppelin Luftschifftechnik GmbH, ale hangar służy również do montażu nowych statków powietrznych. Era sterowców powoli powraca - zakłady Zeppelina wznowiły produkcję w 1997 roku po prawie 70-letniej przerwie: 18 września nowo powstały Zeppelin NT odbył pierwszy lot próbny. Budowa jednego trwa ponad rok. Zamówienia przychodzą z różnych stron świata - Niemiec, USA i Japonii.

CZTERY DNI W CHMURACH

Sterowce królowały w przestworzach w latach 30. ubiegłego stulecia. Wielkie majestatyczne cygara wyznaczały nowe standardy podróży. Przelot z Frankfurtu do Nowego Jorku trwał 60 godzin, do Rio de Janeiro - 30 godzin dłużej. Tymczasem zdobywca „Błękitnej metrów kwadratowych i mieściły się na dwóch poziomach! Podróżni mieli również własne kabiny. Jednak ze względu na to, że większość czasu spędzali wspólnie, sypialnie były stosunkowo niewielkie. Wystrojem oraz wielkością przypominały przedziały w wagonie sypialnym.

Hindenburg odbył 63 podróże, z czego 17 przez Atlantyk z Europy do Brazylii i do USA. Czas kilkudniowego rejsu odmierzały codzienne rytuały. Przy kawie w salonie dowódca osobiście informował podróżnych o parametrach lotu, aktualnej pozycji, pogodzie, a także o mijanych statkach, które pasażerowie mogli oglądać z góry przez panoramiczne okna. Utrzymane w pastelowej kolorystyce wnętrza były ozdobione jedwabnymi tapetami z egzotycznymi krajobrazami, a wyposażenie i meble znanych projektantów nawiązywały do najnowszych trendów. Dumą Hindenburga był przestronny salon, z niespotykaną dotąd atrakcją-fortepianem o specjalnej lekkiej konstrukcji. Muzyka grała, stewardzi serwowali drinki, których skład stanowił zastrzeżoną tajemnicę. Wzdłuż salonu ciągnęła się promenada z panoramicznymi oknami do podziwiania widoków i romantycznych zachodów słońca. Na pokładzie działała nawet poczta: można było nadać i odebrać przekazywany drogą radiową telegram. Tą samą drogą nadchodziły codzienne informacje o sytuacji na giełdach.

W gigantycznej bańce wypełnionej 200 tys. m sześć, łatwopalnego wodoru znajdowała się nawet palarnia z mapą gwiaździstego nieba. Tylko w niej pasażerowie mogli użyć ognia. Surowe przepisy bezpieczeństwa nakazywały podróżnym zdeponowanie zapałek i zapalniczek przed wejściem na pokład. Jedyną osobą, która miała zapałki, był obsługujący palarnię steward. Również tylko w palarni przechowywano ulubione cygara gości.

Stosowanie wodoru miało wiele korzyści: był lekki, tani i dało się go pozyskać niemal w każdym miejscu na świecie. Jego wadę stanowiła łatwopalność. Równie lekki, lecz niepalny - a co za tym idzie stuprocentowo bezpieczny - hel znajdował się poza zasięgiem niemieckiego państwa. Jedyny wówczas producent gazu - USA - obłożyły embargiem jego eksport do Niemiec.

Właśnie wodór wypełniający powłokę Hindenburga stał się przyczyną tragedii. 6 maja 1937 roku o godzinie 19.25 w trakcie cumowania na lotnisku Lakehurst w stanie New Jersey sterowiec stanął w płomieniach. W ciągu kilku sekund prawie 250-metrowy kolos zamienił się w kupę poskręcanych metalowych szczątków. Spośród 97 osób podróżujących sterowcem zginęło 35, w tym 13 pasażerów, oraz jedna osoba obsługi naziemnej.

AFRYKAŃSKI SEN

Ostatni tragiczny lot Hindenburga stał się również końcem epoki sterowców. Gwałtowny rozwój techniki w czasie drugiej wojny światowej sprawił, że ten etap historii lotnictwa uważano za zamknięty. Jednak na początku lat 90. ubiegłego wieku znalazł się szaleniec, który postanowił wskrzesić latające cygara. Brytyjczyk Jonathan Hamilton pragnął, żeby sterowce znowu stały się latającymi hotelami, w których siedzący w eleganckiej restauracji podróżni mogliby przez wiele dni podziwiać zapierające dech w piersiach widoki.

Wizjoner i niepoprawny romantyk Hamilton założył przedsiębiorstwo Hamilton Airship Company, którego celem była budowa ogromnego luksusowego sterowca. Miał latać nad Afryką, a jego pasażerowie - oglądać piękno sawanny, Wodospady Wiktorii i pustynne rejony Sahary oraz Serengeti. Hamilton przekonał do swojej wizji przedsiębiorców i jego firma zgromadziła niezbędny kapitał. Budowa sterowca miała pochłonąć ok. 60 mln dolarów.