Legrand G. Capers podczas wojny sece­syjnej służył jako frontowy medyk w armii kon­federatów. W bitwie pod Raymond był świad­kiem, jak kula trafia żołnierza w nogę, a potem rykoszetem przechodzi przez jego mosznę. Ten sam zabłąkany pocisk ugodził później w brzuch stojącą niedaleko kobietę, transportując do jej łona nasienie z jądra żołnierza. Po 9 miesiącach kobieta urodziła dziecko. Nieprawdopodobne?

7 listopada 1874 r. tę historię opubliko­wało czasopismo medyczne „American Medical Weekly". Amerykanie długo nie byli pewni, czy to żart, oszustwo, czy może medyczny cud.

REGULAMINOWO DOKŁADNY"

Legrand Guerry Capers Jr (1834-1877) pochodził z Charleston w Południowej Karolinie. Wychował się w inteligenckiej rodzinie, studia medyczne ukończył na Jefferson Medical College w Filadelfii. Po wybuchu wojny domowej w 1861 r. współtworzył w Alabamie Oddział Medyczny Konfederatów. Na froncie secesyjnym awansował od pomocnika chirurga do naczelnego chirurga batalionu artylerii ma­jora Cutshawa. Edwin Samuel Gaillard, inny lekarz, który służył razem z Capersem, w swym memuarze określił go jako „znanego specjali­stę o dużej spostrzegawczości i regulaminowej skuteczności" („Gaillard’s Medical Journal"). Obie cechy przydały się doktorowi, gdy stanął - jak twierdził - w obliczu zbiegu medycznych okoliczności, jakie nie śniły się Hipokratesowi.

Co dokładnie wydarzyło się 12 maja 1863 r. pod Raymond w stanie Missisipi? Capers miał pełne ręce roboty podczas bitwy, w któ­rej przeważające siły Unii pokonały wojska Konfederacji. Na jego oczach jeden z żołnierzy został raniony pociskiem karabinowym typu Minie - tak nieszczęśliwie, że kula drasnęła nogę, a następnie przeszła przez jego lewe jądro. „W tym samym momencie przeszywa­jący wrzask dotarł do mojego ucha z domu | położonego nieopodal" - wspominał Capers i w „American Medical Weekly". Legrand nie ; skończył nawet opatrywać pechowca, gdy ze wspomnianego domostwa przybiegła do niego matka poszkodowanej. Jej 17-letnia latorośl przyglądała się walkom ze schodów i tam dosięgła ją kula. „Postrzał istotnie był poważny. Minie spenetrował jamę brzuszną, zostawiając za sobą rozdartą ranę. Z niewielką nadzieją na wyzdrowienie pacjentki, podałem anodynę (środek przeciwbólowy), a następnie wycofałem się razem z naszą armią przed na­cierającymi oddziałami wroga" - pisał lekarz.

Gdyby jego gawęda zakończyła się w tym miejscu, byłaby po prostu jedną z wielu fronto­wych opowiastek z cyklu: gdzie świszczą kule i bagnety błyszczą, tam niejedno nieszczęście czyha na niewinne istnienie. Stało się jednak inaczej. A sensacyjny ciąg dalszy nie za bardzo pasował do wizerunku szanowanego praktyka medycyny, jakim stał się Capers.

U kresu wojny konfederat został pro­fesorem anatomii w New Orleans School of Medicine, w 1869 r. się ożenił, a także, w tym samym Nowym Orleanie, zainaugurował prak­tykę lekarską. W 1873 r. zapisał się w dziejach miasta Vicksburg (tam został pochowany), walcząc z szalejącą epidemią cholery. U pro­gu czterdziestki był więc znanym fachowcem z ugruntowaną pozycją zawodową. I właśnie wtedy napisał artykuł do specjalistycznego ty­godnika medycznego - wydawanego w Louis- ville „American Medical Weekly".

PANIE DOKTORZE, COŚ NIE TAK Z JEGO GENITALIAMI

„Uwaga ginekolodzy! Notatki z dziennika polowego i szpitalnego chirurga" - głosił tytuł sensacyjnego materiału. „Jak często zdarza się i jak naturalne się nam to wydaje, że mężczyźni opowiadają wzniosłe historie o wojnie - o swej dramatycznej służbie, o tym, jak cudem ucho­dzili z życiem, o liczbie ofiar, które świadczą o ich męstwie... Każdy chirurg wykonał też na froncie wiele wspaniałych operacji, których nie znały annały medycyny" - rozpoczynał autor, po czym szybko przeszedł do rzeczy: „Fakty, które przedstawiam, wielu wydadzą się niemożliwe lub nieprawdopodobne. Ale zanim powiesz: niemożliwe, ja pytam: dlaczego? I podaję dowody".

Capers relacjonował, że przez dwa kolej­ne miesiące odwiedzał pechowo postrzeloną dziewczynę i - ku jego zdumieniu i radości - jej stan systematycznie się poprawiał. „Po kilku tygodniach doszła do siebie, w trakcie lecze­nia obyło się bez niepokojących objawów, poza w porę zażegnanym niebezpieczeństwem zapa­lenia otrzewnej" - pisał medyk. Jednak gdy pól roku później Capers ponownie zawitał ze swoją armią do Raymond, odkrył, że poza znakomi­tą formą 17-latka wyróżniała się nienaturalnie powiększonym brzuchem, zupełnie jakby była w siódmym lub ósmym miesiącu ciąży. Wydało mu się to na tyle osobliwe, że postanowił dalej monitorować jej stan.