Są członkami naszych rodzin, mieszkają i śpią razem z nami. Niestety, najlepsi przyjaciele człowieka potrafią też przenosić niebezpieczne choroby korzystnie wpływają na stan pacjentów cierpiących na schorzenia kardiologiczne, a także zdrowie psychiczne wszystkich członków rodziny. Trzeba jednak pamiętać, że korzyściom tym towarzyszy ryzyko groźnych infekcji.

 

PATOGENY W NASZYCH ŁÓŻKACH

Prawie połowa Polaków ma w swoim domu jakieś zwierzę. Spośród nich 83 proc. mieszka z psem, a 44 proc. z kotem – wynika z raportu TNS Polska „Zwierzęta w polskich domach”. Psy i koty dzielą z nami nie tylko pomieszczenia, ale też nierzadko łóżka. Badania wykazały, że co trzeci z 60 mln amerykańskich psów śpi ze swoim właścicielem. Jeszcze bardziej hołubione są koty – w krajach zachodnich przywilej robienia sobie legowiska w pościeli ma od 45 do 60 proc. z nich. Zdaniem naukowców zrzeszonych w organizacji One Health jest to niepokojący trend. Z roku na rok wzrasta bowiem liczba zachorowań na choroby odzwierzęce. Być może winę za to ponosimy sami, nie przestrzegając higieny. Na liście grzechów jest nie tylko spanie w jednym łóżku z psem czy kotem, ale też całowanie domowych ulubieńców i pozwalanie im na lizanie twarzy lub rąk.

Przede wszystkim jednak do infekcji może dojść, gdy człowiek zostaje ugryziony przez zwierzę. W Stanach Zjednoczonych i Europie osoby przyjęte na ostry dyżur z powodu zranienia przez kota czy psa stanowią jeden procent wszystkich pacjentów szpitali
 

DŻUMA W ŁÓŻKU

Wlatach 70. XX w. w USA kilka osób zachorowało na dżumę. Je den z pechowych pacjentów, który pozwolił swojemu kotu spać na łóżku, zauważył rano, że jest pogryziony przez pchły. Najwyraźniej były zainfekowane bakteriami wywołującymi tę chorobę. W 2008 r. odnotowano kilka kolejnych przypadków dżumy. Także i tu winne były zwierzęta, a konkretnie psy, które przyniosły pchły do domu. Dżuma u psów, w przeciwieństwie do kotów, nie daje objawów, które mogłyby ostrzegać człowieka, że ma do czynienia z chorym zwierzęciem.

 

W większości przypadków przeważają rany zadawane przez psy (80 proc.), ale to kocie ugryzienia częściej stają się przyczyną problemów ze zdrowiem. Zęby kota są ostrzejsze i ranią głębiej. Szacuje się że 20–80 proc. ran po kocim ugryzieniu zostaje zainfekowanych, natomiast w przypadku psów jest to zaledwie 3–18 proc. Zakażenia wywołują najczęściej bakterie Pasteurella multocida i Pasteurella canis. Mogą one wywołać nawet zapalenie opon mózgowych. Niestety, tej groźnej choroby można nabawić się nawet wtedy, gdy domowy zwierzak tylko nas poliże. Prof. Bruno Chomel z University of California opisał na łamach „Emerging Infectious Diseases” wiele takich przypadków dotyczących małych dzieci. Niemal zawsze choroba pojawiała się, gdy maluch był lizany czy obwąchiwany przez psa lub kota. W jednej z rodzin kot ukradł niespełna miesięcznemu niemowlęciu smoczek i bawił się nim. Dorośli nie odkazili smoczka – w efekcie dziecko zachorowało na zapalenie opon mózgowych.

 

GROŹNE CZUŁOŚCI

Innego problemu nabawił się pewien Brytyjczyk. Gdy wrócił ze szpitala po operacji wszczepienia protezy stawu biodrowego, spał ze swoim psem pod jedną kołdrą tak jak przez poprzednie 10 lat. Szybko trafił z powrotem do Addenbrooke’s Hospital, gdyż rana i operowany staw zostały zainfekowane bakterią Pasteurella multocida. We Francji odnotowano przypadek zapalenia opon mózgowych po tym jak pies lizał ucho właściciela, a w Japonii równie fatalny skutek miało całowanie królika. Kobieta, którą codziennie rano lizał kot, domagając się w ten sposób śniadania, zaczęła cierpieć na zapalenie zatok i przewlekły ból głowy. Winę ponosiła Pasteurella multocida, przeniesiona przez natarczywego zwierzaka.

– Niektórych mikrobów nie można usunąć z organizmu zwierzęcia, gdyż są częścią ich normalnej mikroflory – mówi prof. Stull. – Na szczęście leczenie chorób odzwierzęcych u ludzi najczęściej nie jest trudne. Zdrowe osoby zazwyczaj skutecznie bronią się przez zakażeniem. Co innego jeśli człowiek ma osłabiony układ odpornościowy. Dotyczy to zwłaszcza małych dzieci, kobiet ciężarnych i osób starszych, a także chorych na raka. „Lekarze i właściciele zwierząt powinni być świadomi tego ryzyka i zapobiegać infekcjom, ale mało kto przestrzega zasad  bezpieczeństwa” – pisze prof. Stull w artykule opublikowanym w „Canadian Medical Association Journal”. Bywa nawet tak, że rodzina kupuje zwierzaka osobie, u której właśnie zdiagnozowano nowotwór, by poprawiał jej samopoczucie. Tymczasem onkolodzy rzadko kiedy pytają o kontakty ze zwierzętami i nie wyjaśniają pacjentowi, jakie ryzyko niosą ze sobą choroby odzwierzęce.

Potencjalnym źródłem groźnych mikrobów są wszystkie zwierzęta domowe. Psy, koty, świnki morskie, a nawet hodowane w domach gady i płazy mogą być nosicielami salmonelli. W USA salmonelloza przytrafia się najczęściej właścicielom żółwi. Żeby się nią zarazić, nie trzeba nawet dotykać zwierzęcia – wystarczy czyścić terrarium, w którym mieszka, nie zakładając rękawiczek. W ocenie prof. Stulla żółwie te odpowiadają za 11 proc. wszystkich infekcji salmonellą wśród pacjentów do 21. roku życia. Domowe zwierzęta mogą też przenosić oporne na wiele antybiotyków bakterie z gatunków Clostridium difficile i Campylobacter
jejuni. U człowieka powodują one biegunkę, wymioty i gorączkę, ale u osób z niedoborem odporności może dojść nawet do sepsy.

 

CHOROBA KOCIEGO PAZURA

Zabawa z kociakiem kończy się podrapaniem częściej niż w przypadku dorosłego kota. To z pozoru niegroźne uszkodzenie skóry może sprawić nam niemiłą niespodziankę. Blisko 40 proc. kotów w wieku poniżej roku to nosiciele bakterii Bartonella henselae. U zwierzaka mikrob ten nie wywołuje żadnych objawów, u człowieka może być inaczej. Na początku miejsce zadrapania puchnie i boli. Potem pojawiają się ból głowy, gorączka, utrata apetytu. W rzadkich przypadkach choroba atakuje mózg, serce i inne narządy. Młode koty i szczeniaki również częściej niż dorosłe zwierzęta zakażają bakterią Campylobacter jejuni. Koty są także jednym ze źródeł pierwotniaka Toxoplasma gondii. Co prawda ludzie najczęściej zarażają się toksoplazmozą, jedząc niedogotowane mięso, ale patogen może też
znajdować się w kocich odchodach.

Podobnie jak w przypadku bakterii, układ odpornościowy zdrowej osoby z reguły szybko radzi sobie z infekcją. Niekiedy jednak pasożyt powoduje uszkodzenie mózgu i innych narządów. Największe zagrożenie toksoplazmoza stanowi dla kobiet w ciąży i osób z niedoborami odporności. Groźne dla dzieci bawiących się w piaskownikach i na placach zabaw, do których swobodny dostęp mają bezpańskie koty i psy, są glisty z rodzaju Toxocara. Problem pojawia się, jeśli dziecko połknie jaja nicienia, które znajdują się w odchodach. Larwy pasożyta mogą atakować narządy wewnętrzne, wywołując gorączkę, kaszel i ból brzucha. Domowe zwierzęta nie przenoszą Toxocara, jeśli są regularnie odrobaczane.