Japońska agencja Nippon poinformowała, że w tamtejszych sklepach zaczyna brakować polskiej wódki. Wszystko dlatego, że Japończycy używają jej do odkażania. Oczywiście nie chodzi o tradycyjną 40-procentową wódkę, a o wysokoprocentowy Spirytus Ratyfikowany.

 

Żel antybakteryjny – zrób to sam

Alkohol służący do odkażania musi być bowiem minimum 60-procentowy – podkreśla Miryam Wahrman, biolożka z William Paterson University, autorka podręcznika „The Hand Book: Surviving in a Germ-Filled World”.

To, czego rzeczywiście potrzebujesz, aby zrobić domowy płyn antybakteryjny, to alkohol – izopropanol lub etanol. Najważniejsze, żeby występował w stężeniu minimum 60 proc. To właśnie alkohol jest kluczowym składnikiem aptecznych i drogeryjnych żeli. W warunkach domowych wystarczy po prostu natrzeć dłonie alkoholem i zaczekać aż wyschną. I już – twoje dłonie są skutecznie zdezynfekowane.

Niestety nasza skóra raczej kiepsko znosi kontakt z alkoholem – staje się wysuszona i podrażniona. Dlatego po takiej dezynfekcji należy ją nawilżyć. Substancję nawilżającą – np. wyciąg z aloesu – możesz dodać też bezpośrednio do domowego płynu. Ale wtedy musisz upewnić się, że nie rozcieńczyłeś zbytnio alkoholu i jego stężenie w roztworze nie spadło poniżej 60 proc.

– Jeśli stężenie spadnie, znacząco spadnie też skuteczność płynu – podkreśla Wahrman.

Jednym z popularniejszych, a równie prostych przepisów jest ten, w którym dwie trzecie szklanki 91-procentowego alkoholu izopropylowego mieszamy z jedną trzecią szklanki wyciągu z aloesu i 10 kroplami dowolnego olejku zapachowego.

 

 

Chusteczki odkażające – ręcznik + alkohol

Aby zrobić domowe chusteczki dezynfekujące wystarczy papierowy ręcznik nasączony roztworem zawierającym co najmniej 60 proc. alkoholu. Taką wilgotną chusteczką przecieramy powierzchnię, którą chcemy odkazić.

Od czasu do czasu warto odkazić m.in. telefon komórkowy, na którym gromadzi się wiele bakterii, klawiaturę komputera czy biurko, przy którym pracujemy.

 

Żel antybakteryjny – czy działa?

Miryam Wahrman podkreśla, że żele antybakteryjne zabijają większość zarazków, ale nie usuwają ich ze skóry. Dlatego wciąż najlepszym i najskuteczniejszym sposobem walki z zarazkami jest mycie rąk, o którym w ostatnich dniach mówi się wciąż i wszędzie.

Ważne, aby robić to dokładnie i przez odpowiednio długi czas. Co to znaczy? Przy użyciu wody i mydła oraz przez minimum 20-30 sekund. Tymczasem zaledwie 5 proc. z nas robi to prawidłowo.

Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak dobrze myć ręce, sprawdź tutaj.

 

 

Maseczki ochronne: „nie kupujcie i nie noście”

Również samodzielnie możecie wykonać maseczki ochronne. Wystarczy bowiem kawałek materiału i tasiemka. Maseczki ochronne to produkt, którego ceny w ostatnich dniach poszybowały tak bardzo, że sklepy internetowe, a nawet Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowiły zająć się sprawą.

Zwykłe maseczki ochronne – fizelinowe, które jeszcze do niedawna można było kupić w każdej aptece za kilka złotych – w rzeczywistości nie są w stanie uchronić nas przez zakażeniem wirusem. Taka maseczka służy osobie chorej, aby ta w trakcie kaszlu czy kichania nie rozsiewała zarazków. Zresztą jej rzeczywista trwałość i skuteczność jest bardzo krótka. Tego typu maseczkę ochronną powinno się wymieniać maksymalnie co 15 minut.

O nie kupowanie i nie noszenie maseczek ochronnych zaapelował ostatnio naczelny lekarz ministerstwa zdrowia w Stanach Zjednoczonych. „Serio ludzie – PRZESTAŃCIE KUPOWAĆ MASKI! One NIE chronią przed zakażeniem koronawirusem ogółu społeczeństwa, ale jeśli nie dostanie ich personel służby zdrowia, to sprowadzi na nasze społeczeństwo ogromne ryzyko” - napisał Jerome M. Adams na Twitterze.