36-letni Indonezyjczyk, nazwany przez media potworem z Manchesteru, usłyszał wyrok w poniedziałek 6 stycznia. Postępowanie dotyczyło 159 przestępstw seksualnych, w tym 136 gwałtów.

Nie był to jednak pierwszy proces w tej sprawie. Mężczyzna został zatrzymany w 2017 roku, a ze względu na ogrom materiału dowodowego oraz ogromną liczbę ofiar (co najmniej 190 osób) całość podzielono na kilka oddzielnych postępowań. Poprzednie wyroki zapadły latem 2018 roku oraz wiosną 2019. Wtedy Sinaga również usłyszał wyrok dożywocia.

Mężczyzna będzie miał możliwość ubiegania się o wcześniejsze warunkowe zwolnienie po odbyciu 30 lat kary pozbawienia wolności. Jednak sędzia Suzanne Goddard, wydająca wyrok w ostatnim procesie, stwierdziła, że w jej ocenie Sinaga nigdy nie przestanie stanowić zagrożenia.

– Nie ma w sobie ani krztyny wyrzutów sumienia – powiedziała.

 

300 tysięcy zdjęć i nagrania

Reynhard Sinaga swój przestępczy proceder uprawiał od 2007 roku, kiedy to przeprowadził się do Wielkiej Brytanii, żeby tu studiować. Brytyjscy śledczy ustalili, że jego ofiarami w większości byli heteroseksualni mężczyźni. Sinaga zaczepiał ich w okolicach pubów i klubów nocnych w Manchesterze, następnie proponował im drinki lub darmowy nocleg.

Gdy udało mu się zwabić mężczyznę do mieszkania, podawał mu pigułkę gwałtu. Ofiara traciła przytomność, a napastnik wykorzystywał ją seksualnie. Wszystko nagrywał i robił zdjęcia. W jego mieszkaniu zabezpieczono materiał dowodowy rozmiarem odpowiadający 250 płytom DVD. W tym kilkaset tysięcy zdjęć i wiele nagrań wideo.

Sinaga wpadł, gdy jeden z mężczyzn odzyskał przytomność w trakcie napaści. Zaatakował gwałciciela, a potem wezwał policję.

 

Mieszkanie Reynharda Sinagi w Manchesterze (fot. Manchester Police)

 

Chłopiec z konserwatywnej rodziny

Jak podaje BBC Reynhard Sinaga pochodzi z konserwatywnej chrześcijańskiej rodziny, ma troje rodzeństwa. Jego ojciec, Saibun Sinaga, jest znanym w Indonezji biznesmenem i to dzięki jego majątkowi Reynhard mógł studiować w Europie.

– Jego rodzina opisuje go jako dobrego, bardzo bystrego, religijnego chłopca, który regularnie chodził do kościoła – powiedział Gulfan Afero, urzędnik konsularny ambasady Indonezji w Londynie.

Po doniesieniach o przestępstwach Sinagi, jego rodzina praktycznie się od niego odcięła. Jedynie matka była obecna na pierwszym postępowaniu przedsądowym, nigdy później żaden członek rodziny nie pojawił się w sądzie.

– Akceptujemy werdykt. Kara jest adekwatna do jego czynów. Nie chcę więcej omawiać tej sprawy – powiedział ojciec Sinagi w rozmowie z BBC.

 

Cios dla LGBT w Indonezji

Indonezyjskie środowiska LGBT są zaniepokojone tym, jak sprawa Sinagi wpłynęła na i tak kruchą tolerancję seksualną w kraju. W sieci pojawia się wiele nienawistnych komentarzy pod kierunkiem mniejszości homoseksualnych, a niektórzy boją się, że konflikt przeniesie się z internetu na ulice.

Indonezyjczycy są oburzeni, że o ich ojczyźnie zrobiło się głośno w kontekście przestępstw seksualnych popełnionych przez Sinagę. Niektórzy nawołują, aby skazać mężczyznę na karę śmierci. Inni podważają jego poczytalność.

Co do tego brytyjski wymiar sprawiedliwości nie ma wątpliwości – Sinaga jest świadomy swoich czynów. 

– Odwiedziłem go trzy razy w więzieniu, a on wyglądał na zadowolonego, zdrowego i spokojnego. Rozumie, z czym ma do czynienia i nie okazuje wyrzutów sumienia, bo twierdzi, że jest niewinny – mówi Gulfan Afero.