Na pięć tygodni przed rozpoczęciem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Yanqing, 75 kilometrów na północ od Pekinu, pracują setki armatek śnieżnych. Muszą zdążyć pokryć śniegiem wszystkie przewidziane do startów zbocza. Inny śnieg bowiem na nie nie spadnie – a przynajmniej nie powinni na tym polegać organizatorzy.
 
Problemem nie są wysokie temperatury, lecz klimat. Okolice Pekinu leżą co prawda w strefie „wilgotnego klimatu kontynentalnego”, lecz wilgotne monsunowe wiatry wieją tam tylko latem. Trzy czwarte rocznych opadów przypada na trzy miesiące letnie. 
 
Z powodu wyżu syberyjskiego zimy na północy Chin są suche, a opady śniegu skąpe i rzadkie. Średnio dni z pokrywą śnieżną jest w rejonie Pekinu tylko sześć w roku. Raport Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego jednoznacznie stwierdzał, że taka lokalizacja zimowych igrzysk olimpijskich oznacza, że dyscypliny narciarskie i snowboardowe „będą polegać całkowicie na sztucznym śniegu”.

Chiny organizują zimowe igrzyska na sztucznym śniegu

Dlaczego więc Chiny zdecydowały się na organizowanie zimowych igrzysk? Zapewne z powodu prestiżu. Pekin będzie jedynym miastem, który gościł igrzyska letnie w 2015 roku i zimowe w 2022 roku. Będą to też pierwsze zimowe igrzyska, podczas których śnieg będzie całkiem sztuczny.
 
Na północ od Pekinu działa więc ponad trzysta żółtych armatek. Każda z nich przez nadchodzące tygodnie zużyje setki tysiące litrów wody. W sumie na naśnieżenie olimpijskich stoków pójdą ich miliony. Chińskie władze zbytnio się tym nie przejmują.
 
Artykuł opublikowany w „Nature” w 2020 r. przestrzegał, że północ Chin jest jednym z regionów świata najbardziej narażonych na wyczerpanie zasobów wód gruntowych. Śnieg z olimpijskich stoków wiosną trafi z powrotem do rzek i podziemnych zbiorników. Energia zaś, potrzebna do jego wytworzenia, pochodzi – jak twierdzą chińskie władze – ze źródeł odnawialnych.
 
Nie zmienia to opinii naukowców, że urządzanie igrzysk zimowych wyłącznie na sztucznym śniegu jest zupełnie nieodpowiedzialne. – Równie dobrze moglibyśmy zorganizować olimpiadę na Księżycu albo na Marsie – mówi agencji AFP prof. Carmen de Jong, geografka z Uniwersytetu w Strasburgu.

W produkcji sztucznego śniegu pomagają bakterie

Sztuczne naśnieżanie jest niezwykle energożerne. Polega na rozpylaniu niewielkich kropelek wody za pomocą sprężonego powietrza. Energię pobierają zarówno pompy tłoczące wodę, jak i sprężarki tłoczące powietrze. Na metr kwadratowy sztucznego śniegu potrzeba od 0,6 do 2 kilowatogodzin energii. Na naśnieżenie przeciętnego stoku mającego kilka hektarów potrzeba energii liczonej już w megawatogodzinach – czyli milionach watogodzin. Tyle (około miliona MWh) zużywa tysiąc przeciętnych gospodarstw domowych w Polsce w ciągu całego roku!
 
Paradoksalnie suchy klimat okolic Pekinu zimą pomoże w wytwarzaniu sztucznego śniegu. Im bowiem wyższa wilgotność, tym niższa musi być temperatura, by z kropelek wody powstał śnieg. W suchym powietrzu, przy wilgotności wynoszącej około 30 procent, by powstały płatki śniegu, temperatura może wynosić nawet nieco powyżej zera.
 
Gęstość takiego sztucznego śniegu to około 500 kilogramów na metr kwadratowy (i takie jest też zużycie wody niezbędnej do jego wytworzenia). Jego powstawanie, co najciekawsze, ułatwiają zaś bakterie. W latach 70. ubiegłego wieku wykazano, że bakterie Pseudomonas syringae żyjące na liściach roślin ułatwiają powstawanie kryształków lodu w wyższych temperaturach niż te panujące wysoko w chmurach (ciśnienie jest tam niskie, a więc woda powinna zamarzać dopiero w minus 40 stopniach). 
 
Po co bakteriom takie niezwykłe zdolności? Jedna z hipotez mówi, że tworzenie kryształków lodu pozwala uniesionym przez wiatr bakteriom powrócić na ziemię, gdzie mają więcej składników odżywczych (wszystkie chmury opadowe, w tym deszczowe, złożone są z kryształków lodu). Według innej zamarzanie wody na powierzchni roślin zwykle uszkadza ich tkanki, a przez to bakteriom łatwiej dostać się do składników odżywczych.

Sztuczne naśnieżanie na olimpiadzie już w 1980 r.

Sztuczne zaśnieżanie nie jest nowością w historii zimowych igrzysk. Po raz pierwszy zastosowano je podczas igrzysk w Lake Placid w Stanach Zjednoczonych (w stanie Nowy Jork) w 1980 roku. Od tego czasu stanowiło wspomaganie natury, gdy istniało ryzyko, że śnieg nie dopisze – co z powodu globalnego ocieplenia dzieje się coraz częściej nawet w górach.
 
Zimowe igrzyska w Pjongczangu w Korei Południowej w 2018 roku przeprowadzono, jak szacowano, także w 98 procentach na sztucznej pokrywie śniegowej. Zimowe igrzyska w Pekinie będą o tyle wyjątkowe, że – jeśli natura nie sprawi niespodzianki – śnieg będzie całkowicie sztuczny. Zobaczą go tylko olimpijczycy na stokach.
 
 
Źródło: France24, Nature, Science, Science Advances