W ubiegły czwartek powstało niezwykłe, pierwsze na świecie nagranie z wnętrza huraganu – najsilniejszego w tym sezonie. „Sam” jest huraganem czwartej kategorii i przechodzi właśnie przez wody Oceanu Atlantyckiego. Nagranie ukazuje fale o wysokości 15 metrów spiętrzone przez wiatr o prędkości 190 kilometrów na godzinę, miotające niewielkim dronem.

Ta maszyna to „Saildrone”, opracowany przez firmę o tej samej nazwie. To bezzałogowa jednostka pływająca o długości siedmiu metrów. Wyposażona jest w specjalne „skrzydło”, które ma oprzeć się falom i wiatrowi. Jak widać z nagrań, ze starcia z najbardziej niszczycielskimi siłami na świecie wychodzi bez szwanku.


 

Huragan Sam nie zagrozi wybrzeżom. Wędruje po Atlantyku z dala od nich. Dziś znajduje się mniej więcej pośrodku między wschodnimi brzegami Ameryki Północnej a Wyspami Kanaryjskimi. Z czasem będzie słabnąć i jako głęboki niż atmosferyczny dotrze w okolice Islandii w czwartek.

„Saildrone” będzie na żywo zbierać dane z wnętrza huraganów

Do tej pory badania huraganów polegały na obserwacjach satelitarnych, które pozwalają obserwować je tylko z zewnątrz. Kilka razy przez huragan przelatywały specjalne samoloty wyposażone w instrumenty pomiarowe Lockheed WP-3D Orion, które zostały dostosowane do tego, by przetrwać gwałtowne turbulencje.

Ale zebranie danych podczas jednego przelotu to nie to samo, co zbieranie danych z wnętrza huraganu na żywo przez dłuższy czas. „Saildrone” rejestruje miedzy innymi prędkość i kierunek wiatru, ciśnienie atmosferyczne, temperaturę, zasolenie wody i wilgotność powietrza.

– Oczekujemy, że poprawi to modele, które mogą przewidzieć gwałtowne nasilenie się huraganu. Takie nasilenie może nastąpić w ciągu kilku godzin i jest poważnym zagrożeniem dla mieszkańców wybrzeży – mówi Greg Foltz z amerykańskiej agencji zajmującej się badaniami oceanów i atmosfery, National Oceanic and Atmosphere Administration (NOAA).

Huragany działają jak silniki zamieniające ciepło oceanu na siłę wiatru

Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku szanse na szybki wzrost intensywności huraganu wynosiły 1 procent, czyli w ciągu kilku godzin nasilał się zaledwie jeden huragan na sto. Obecnie dzieje się tak już w przypadku 5 procent huraganów, czyli jednego na dwadzieścia. Niedawno rekord wzrostu prędkości wiatru pobił huragan Ida. W ciągu sześciu godzin wiatr wzmógł się w nim ze 136 do 240 km na godzinę.

Jest to wina globalnego ocieplenia – przegrzewania się naszej planety. Z fizycznego punktu widzenia, huragany działają jak silniki cieplne. Zamieniają energię cieplną wody na energię kinetyczną unoszącego się i wirującego powietrza. Jeśli wody oceanu są cieplejsze, energii napędzającej huragan jest więcej.

Z wielu modeli i analiz wynika, że przez globalne ocieplenie huragany mają większą siłę i niosą więcej opadów. Przesuwają się przy tym wolniej. To oznacza większe powodzie i zniszczenia na danym obszarze. To samo dotyczy też przynoszących katastrofalne powodzie niżów w Europie. Ulewnych deszczów będzie zatem więcej, a gdy nadejdą – będą utrzymywać się dłużej.
 
Źródło: NOAA.