"Inni politycy ukrywają swoje kochanki i nieślubne dzieci. Ja niczego nie ukrywam, jeśli kocham kobietę, to się z nią żenię” – mawia były prezydent RPA Jacob Zuma, który aktualnie posiada cztery małżonki. Gdy w 2009 r. obejmował urząd, miał tylko dwie i jedną narzeczoną. Wszystkie pojawiły się w parlamencie, ale podczas oficjalnych uroczystości trzymały się dyskretnie w cieniu. Atmosfera się zagęściła, gdy po wygłoszeniu przez męża orędzia przyszła pora na rodzinne zdjęcie. U boku ex-prezydenta były tylko dwa miejsca, tymczasem do roli pierwszej damy aspirowały trzy kandydatki. Po prawej stronie stanęła poślubiona ćwierć wieku temu Sisakele, po lewej – druga żona Ntuli. Dla narzeczonej Thobeki zabrakło miejsca. A przecież w tym momencie to ją Zuma darzył najgorętszym uczuciem. By to wyeksponować, użyła więc łokci i wcisnęła się między narzeczonego i jego żonę.

Rok później Thobeka została już oficjalnie trzecią pierwszą damą RPA. Ntuli wzięła odwet na rywalce i ostentacyjnie odmówiła udziału w ceremonii jej zaślubin. Ale Thobeka nie nacieszyła się długo swoim triumfem. W 2012 roku z okazji 70. urodzin Zuma sprawił sobie bowiem prezent w postaci… nowej żony, bizneswoman Glorii „Bongi” Ngema. Tym razem pozostałe małżonki stawiły się na weselu w komplecie.

Największa rodzina świata

W  indyjskiej wiosce Baktwang mieszka 39 żon, 94 dzieci, 14 synowych i bliżej nieznana liczba wnuków Ziony Chana. Ten jurny siedemdziesięciolatek chlubi się tytułem posiadacza największej rodziny na świecie. By ją stworzyć, założył chrześcijańską sektę i powołując się na posiadającego tysiąc żon króla Salomona oznajmił, że „mężczyzna może mieć tyle kobiet, ile zechce”. Pierwszych ślubów udzielał sobie sam, teraz w skupiającej ok. 4000 członków sekcie ma już uprawnionych do tego „kapłanów”. Ziona Chana nawet nie udaje, że w jego rodzinie panuje równość. On sypia w salonie na ogromnym małżeńskim łożu, żony w wieloosobowych salach. Najbardziej ponętnym przydziela miejsca w pobliżu drzwi, by w razie potrzeby go „obsłużyły”. „Jest najważniejszą osobą w tym domu i najpiękniejszym mężczyzną w wiosce” – poinformowała reportera Agencji Reutera jedna z małżonek. Nic innego powiedzieć nie mogła, bo wypędzona z sekty znalazłaby się na społecznym marginesie.  

Obrońca tradycji

Jacob Zuma nie jest plemiennym kacykiem, który zakłada harem, by podkreślić swój wodzowski status. Ma chlubną biografię, w czasach apartheidu spędził 10 lat w kolonii karnej na wyspie Robben, gdzie przetrzymywano też Nelsona Mandelę. Po odzyskaniu wolności kontynuował konspiracyjną działalność, zagrożony ponownym aresztowaniem wyjechał za granicę, lecz jako jeden z pierwszych liderów opozycji wrócił, gdy rasistowski reżim zaczął się chwiać. W 1999 r. został wiceprezydentem najpotężniejszego państwa Czarnej Afryki, dziesięć lat później stanął na jego czele; w ubiegłym roku ogromną większością głosów uzyskał reelekcję.

Na zarzuty, że swoimi sekscesami ośmiesza kraj, odpowiada: „Wręcz przeciwnie, dodaję mu godności, gdyż nie ulegam obcym wzorcom i bronię tradycyjnych afrykańskich wartości”. Liberalny tygodnik „Mail and Guardian” skwitował to ironicznie, że „mężczyzna ugania się za kobietami, by zaspokoić swoje żądze, a nie dlatego, że wymaga tego afrykańska tradycja”.

W wielu społecznościach plemiennych, także wśród Zulusów, do których należy Zuma, wielożeństwo jest jednak ciągle akceptowane. Prezydenta poparła nawet liga kobiet rządzącej partii ANC. „Jeśli żony i dzieci są dobrze traktowane i mają zapewniony byt, mężowi nie można niczego zarzucić” – napisały aktywistki.

Paniom Zuma faktycznie nie brakuje ni-czego; każda ma dom, samochód, służbę i sekretarza. Roczne utrzymanie prezydenckiej rodziny kosztuje budżet państwa dwa miliony dolarów. To wystarcza także na zagraniczne wojaże małżonek, zakupy w europejskich butikach i kształcenie dzieci na renomowanych uczelniach.

 

Cztery żony, jedno piekło

Zuma ma cztery żony, lecz żenił się sześć razy. Nkosazana sama zajmowała się polityką, była ministrem spraw wewnętrznych i zagranicznych. Godziła się z rolą trzeciej żony, ale nie z niezliczonymi romansami męża, którego podejrzewano nawet o gwałty na córkach znajomych. Po 26 latach małżeństwa, w 1998 r., zażądała rozwodu z powodu „niedających się pogodzić różnic poglądów”.