Życie przed życiem. Czego uczymy się przed narodzinami?

Jeszcze zanim się urodzimy, uczymy się brzmienia ojczystego języka i zaczynamy kształcić swoje gusta muzyczne i kulinarne
Kobieta w ciąży – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Kobieta w ciąży – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Większość rzeczy, których kobieta w ciąży doświadcza każdego dnia: powietrze, którym oddycha, jedzenie i picie, które spożywa, emocje, które odczuwa, toksyny, na których działanie jest wystawiona – te wszystkie doświadczenia dzieli w pewien sposób z płodem. Dla płodu są to informacje, takie biologiczne pocztówki ze świata zewnętrznego – przekonywała 7 lat temu podczas konferencji TED Annie Murphy Paul, amerykańska dziennikarka naukowa, felietonistka „Time’a” i autorka książki „Początki. Jak dziewięć miesięcy przed narodzinami wpływa na resztę naszego życia”. Jak tłumaczy – te informacje są kluczowe dla nienarodzonego dziecka – na ich podstawie przygotowuje się ono do życia na zewnątrz, starając się wykształcić takie przystosowania, które zwiększą jego możliwości przeżycia po urodzeniu. „Ludzka elastyczność, dopasowanie mózgu i innych organów do warunków zewnętrznych daje ludziom zdolność przetrwania w tak zróżnicowanych środowiskach jak pokryte śniegiem tundry Syberii i ozłocone trawami sawanny w Afryce” – mówi dziennikarka, która przekonuje, że dziewięć miesięcy spędzone w brzuchu matki, dotychczas ignorowane przez naukę, może być kluczowe dla naszego całego życia. 

„Przez wiele lat postrzegano nowo narodzone dzieci jak czystą, niezapisaną tablicę. Jeśli w trakcie badania noworodków wykrywano u nich jakąś umiejętność, to uznawano ją za »wrodzoną«. Dziś, zamiast z góry tak zakładać, przypuszczamy, że części tych rzeczy dziecko uczy się przed narodzinami, czyli w fazie prenatalnej, którą możemy badać m.in. dzięki rozwojowi nowoczesnych technik nieinwazyjnego podglądania płodów, np. USG 4D. Takie badania pokazują różnorodność reakcji płodów: potrafią one np. świadomie się uśmiechać, bawić się, uczyć poprzez dotyk, powonienie, smak i słuch” – wylicza dr Przemysław Tomalski, psycholog z Katedry Psychologii Klinicznej Dziecka i Rodziny Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. 

Mleko o smaku marchewki

Jak to się dzieje, że niektórzy z nas lubią czosnek? Czy azjatyckie dzieci zamiłowanie do ostrego curry wysysają z mlekiem matki? Nie z  mlekiem, ale z wodami płodowymi, które płód połyka i których smak zmienia się, gdy jemy coś słodkiego czy ostrego. Prekursorskie badania na ten temat prowadził już w 1937 roku profesor Klaas De Snoo, holenderski położnik z Utrechtu. Wstrzykiwał on do płynu owodniowego kobiet w ciąży niebieski barwnik z cukrem lub bez.

Płód, czując słodki smak, połykał większą ilość płynu owodniowego. Reakcje na odwrotny smak zbadał w 1972 roku Albert William Liley: wstrzyknięcie gorzkiej substancji do wód płodowych powodowało, że płód połykał mniej płynu. Nasze kubki smakowe kształtują się już między 13. a 15. tygodniem ciąży, a wody płodowe potrafią smakować czosnkiem, curry, cebulą, a nawet marchwią. „A ponieważ lubimy to, co jest nam znane, możemy polubić to, co nasza mama stale jadała w ciąży” – tłumaczy dr Tomalski. Potwierdzają to przeprowadzone w 2006 roku badania dr Julie Mennelli, psycholożki z Monell Chemical Senses Center w Filadelfii, która zbadała 46 kobiet w ciąży: pierwsza grupa piła sok z marchewki w czasie ciąży, a po urodzeniu dziecka wodę, druga piła wodę, a  po urodzeniu dziecka sok, trzeciej grupie w ogóle nie podawano soku.

 

Po pięciu miesiącach od narodzin Mennella zbadała preferencje smakowe dzieci, podając im dwa rodzaje kaszki: zwykłej i o smaku marchewkowym. Zauważono, że niemowlęta, których matki piły sok, nie krzywiły się podczas picia kaszki o smaku marchewkowym – tak jakby rozpoznawały smak, który przenikał do mleka matki i wód płodowych. 

Niemowlęta, których matki nie piły soku, wolały zwykłą kaszkę. Mennella spekuluje, że smak wód płodowych, którego uczy się płód, jest „mostem”, dzięki któremu dziecko zaraz po urodzeniu rozpoznaje smak mleka własnej matki, najlepiej do jego potrzeb dostosowanego pokarmu. Przeprowadzone w 1996 roku badania pediatry Heili Varendi z Uniwersytetu w Tartu w Estonii pokazały, że noworodki chętniej ssały pierś po urodzeniu, jeśli posmarowano ją wodami płodowymi. Co ciekawe, nowo narodzone dzieci potrafią nie tylko odróżnić pokarm kobiecy od zmodyfikowanego krowiego mleka, ale też przedkładają mleko własnej mamy nad podane im mleko innej kobiety.

Dyskretny zapach anyżku 

Podobnie jak smaki, już w brzuchu możemy się nauczyć rozpoznawać zapachy. Niemowlęta rozpoznają zaraz po porodzie zapach ciała własnej matki, ale nie tylko. Świadczy o tym eksperyment przeprowadzony w 2000 roku przez zespół prof. Schaala, opisany w książce „Jak uczy się mózg” Manfreda Spitzera. Badaniu poddano 24 przyszłe matki z Elsass, okolicy, w której bardzo często używa się anyżku jako przyprawy. Jednej z grup podczas dwóch ostatnich tygodni ciąży pozwolono spożywać nieograniczoną ilość słodyczy i syropu anyżkowego, druga przyprawy nie jadła w ogóle. Noworodkom średnio trzy godziny po narodzinach w przypadkowej kolejności podstawiano pod nos na dziesięć sekund watę z bezzapachowym olejem parafinowym lub z olejkiem anyżkowym. Dzieci były filmowane, a potem naukowcy obejrzeli nagrania, przyglądając się uważnie minom niemowląt. Sprawdzali, czy podnosiły górną wargę, opuszczały kąciki ust, ściągały brwi, marszczyły nos, ssały, lizały, żuły i jak ruszaly głową. Wykazano, że te noworodki, które wąchały anyżek jeszcze w łonie matki, ujawniały więcej pozytywnych reakcji na anyżek i zwracały w jego kierunku głowy. Noworodki z grupy kontrolnej krzywiły się na jego zapach. 

Ojczysty, czyli matczyny 

Dzieci, słuchając w łonie matki charakterystycznej intonacji jej głosu, uczą się ojczystego języka. „Nie są w  stanie rozróżniać słów, ale rozróżniają dźwięki mowy, uczą się fonetyki, unikatowej dla danego języka” – mówi dr Tomalski. Badania pokazują, że płód potrafi zapamiętać nawet dłuższe wypowiedzi: piosenki, które często słyszał w czasie ciąży, a także bajki, które były mu wielokrotnie czytane. Udowodnił to w 1986 r. Anthony DeCaspera z University of North Carolina w Greensboro. Badacz poprosił ciężarne, by przez ostatnie sześć tygodni ciąży czytały dwa razy dziennie na głos bajkę dr. Seussa „Cat in the Hat”. Kilka godzin po narodzinach dzieciom puszczano taśmy z głosem mamy, czytającej „Cat in the Hat”, i inną opowieść. „Preferencje sprawdzano przy użyciu smoczka z czujnikiem prędkości ssania i nacisku. Dzieci rozpoznają nowe bodźce i odróżniają je od bodźców wcześniej poznanych: gdy doświadczają nowego bodźca, ssą szybciej niż wtedy, gdy bodziec już znają. Większość noworodków ssała wolniej, słysząc bajkę wcześniej czytaną i zapamiętaną” – wyjaśnia dr Tomalski. 

 

Inne badania DeCaspery pokazały, że jesteśmy też ksenofobami: zdecydowanie wolimy, gdy mama mówi do nas w ojczystym języku niż w obcym. Ale już dzieci dwujęzyczne przyswajają w ciąży brzmienie obu języków, które słyszą. W opublikowanych w 2011 r. badaniach Janet Werker z University of British Columbia z Vancouver porównano dwie grupy noworodków: urodzonych przez anglojęzyczne mamy i przez kobiety dwujęzyczne, które w ciąży posługiwały się i angielskim, i używanym na Filipinach językiem tagalog. Noworodkom puszczano 10-minutową taśmę, na której mówiono na przemian po angielsku i filipińsku. Zmiany aktywności mózgu badano za pomocą spektroskopii bliskiej podczerwieni – dzieci z rodzin jednojęzycznych reagowały, słysząc angielski, zaś dzieci matek dwujęzycznych wykazywały zwiększoną aktywność mózgu w przypadku obu języków.

Melodia życia

Płody zaczynają słyszeć już w 14. tygodniu ciąży, po 24. tygodniu reagują ruchem, gdy słyszą gwałtowne dźwięki, np. trzaskanie drzwiami. Później uczą się też rozpoznawać znajome melodie. Z badania opublikowanego przez zespół dr. P. G. Heppera w  1988 roku w czasopiśmie „Lancet” wynika, że zapamiętują np. czołówkę serialu, oglądanego często przez ich mamy. W  eksperymencie wzięły udział dwu-, czterodniowe noworodki, których matki w czasie ciąży oglądały popularną australijską operę mydlaną „Sąsiedzi”. Gdy dzieciom puszczono muzykę z serialu, przestawały się na chwilę poruszać, a rytm ich serca zwalniał, co wskazywało, że interesuje je melodia. Te same noworodki nie reagowały, słuchając innej, nieznanej melodii.

Grupa kontrolna (noworodki, których mamy nie oglądały „Sąsiadów”) nie wykazywała zainteresowania muzyką z  serialu. W kolejnym badaniu zespół Heppera sprawdzał, w jakim wieku płód uczy się zapamiętywać bodźce słuchowe: dopiero w 37. tygodniu znajomy bodziec wywoływał zmianę częstotliwość ruchów dziecka. Płody, nieznające wcześniej bodźca, nie reagowały na niego, niezależnie od tego, w jakim tygodniu przeprowadzono test. „Płody zapamiętują często nucone lub puszczane im w ciąży melodie, dlatego po urodzeniu uspokajają się, słysząc je. Stąd wziął się mit, zwany efektem Mozarta, że muzyka klasyczna uspokaja i rozwija zdolności intelektualne dziecka. Nie ma badań dowodzących, że akurat muzyka klasyczna rozwija. Dowolny rodzaj muzyki, puszczanej dzieciom przed urodzeniem, może być później przez nie rozpoznawany i może kształtować ich preferencje muzyczne” – zauważa dr Tomalski.

Wyuczony smutek 

Również stany emocjonalne matki mogą mieć długotrwały wpływ na nienarodzone dziecko. Trwająca długi czas depresja kobiety w ciąży może spowodować, że i dziecko jest na nią narażone. Pokazały to wykonane w 2003 roku badania zespołu Debry Bendell z UCLA School of Medicine w Los Angeles. Zespół przebadał dwie grupy kobiet: wykazujących objawy depresji (zły nastrój, zmęczenie, apatia) w drugim trymestrze ciąży i niewykazujących takich symptomów. Matki z grupy „depresyjnej” miały wyższy poziom hormonu stresu – kortyzolu – oraz niższe poziomy dopaminy i  serotoniny – hormonu szczęścia. Ich zbadane po urodzeniu dzieci dziedziczyły skłonność matek  do depresji – rodziły się z podobnie podwyższonym poziomem kortyzolu i niskimi poziomami dopaminy i serotoniny. Dzieci te były też mniej aktywne ruchowo i  gorzej orientowały się w przestrzeni niż ich rówieśnicy.