Inteligencję można poprawić czy nie? 10 mitów na temat mózgu

Spektakularny rozwój neurobiologii i neuroobrazowania, zalew fantastycznych trójwymiarowych zdjęć i skanów, tony literatury popularnej – czy o mózgu wiemy już wszystko? Nic podobnego. Wiele z naszych przekonań na temat tego kluczowego narządu to nic innego jak czyste fantazje
Inteligencję można poprawić czy nie?  10 mitów na temat mózgu

W końcowych scenach przejmującego fil mu Pedro Almodóvara „Porozmawiaj z nią” widzimy piękną Alicię, która dłu gi czas przeleżała w śpiączce, jak lekko utykając kroczy przez teatralne foyer. Towarzyszy jej nauczycielka tańca – po– rehabilitacji Alicia zamierza kontynuować karierę baletnicy. Z kolei w początkowych scenach filmu „Kill Bill” postrzelona na próbie swojego ślubu bohaterka po czterech latach braku przytomności siada nagle na szpitalnym łóżku, pamiętając o wszystkim, co się jej przydarzyło. Choć na początku ma problem z bezwładnymi nogami, wykazuje dość siły, by rozprawić się krwawo z dwoma napastnikami.

Te dwa filmy, jak i wiele podobnych wykorzystujących motyw powrotu do formy po ciężkim zaburzeniu świadomości, utrwalają błędne wyobrażenia na temat śpiączki. Ale to, że po spędzeniu długiego czasu bez przytomności można szybko, łatwo i całkowicie wrócić do formy, jest tylko jednym z mitów na temat działania mózgu, który nie ma nic wspólnego z prawdą. Kultura popularna – i nie tylko ona – powiela również inne. Dziesiątki lat pokutowały takie neurobzdury jak m.in. ta, że wykorzystujemy tylko 10 proc. swojego mózgu, że dzielimy się na prawopółkulowców i lewopółkulowców, że większy mózg znaczy lepszy. Wiele z nich odeszło już do lamusa, jednak w swojej książce „Mózg. 41 największych mitów” Christian Jarrett, brytyjski psycholog, przestrzega: „Dzisiejsze mity są wczorajszymi faktami”.

1. U DOROSŁYCH NIE POWSTAJĄ NOWE KOMÓRKI NERWOWE

Twórcą tego mitu był wielki autorytet neurobiologii, hiszpański uczony Santiago Ramón y Cajal. To za jego sprawą od 1913 r. naukowcy sądzili, że w dorosłym mózgu neurony giną bezpowrotnie. Jeśli zostaną uszkodzone przez toksyny, uraz czy udar, pozostają po nich puste miejsca lub „blizny” z tkanki glejowej. Jednak już w latach 60. dogmat ten zaczął podważać Joseph Altman z MIT. Wstrzykiwał do mózgów szczurów, kotów i świnek morskich radioaktywną tymidynę. Związek ten potrafi wbudować się w DNA komórki powstałej w wyniku podziału.

Altman wykazał, że u dorosłych ssaków powstają nowe neurony, choć błędnie sądził, że dzieje się tak wskutek podziału dojrzałych komórek (dopiero potem odkryto w mózgu komórki macierzyste, które potrafią się dzielić i specjalizować).
Jednak wyniki jego badań przeszły bez echa. Ostatecznego dowodu na neurogenezę, czyli „narodziny neuronów” u dorosłych ludzi, dostarczył pod koniec lat 90.
XX wieku Peter Eriksson ze szwedzkiej Akademii Sahlgrenska, współpracujący z Fredem Gage z kalifornijskiego Instytutu Salka. Otrzymał on od pięciu pacjentów chorych na raka mózgu zgodę na przebadanie ich po śmierci.

 

W celu kontroli rozrostu guza wstrzykiwano im marker BrdU (syntetyczny analog tymidyny), który Eriksson wykrył później w zdrowych neuronach. Był to dowód na to, że komórki te powstały wskutek podziałów w dorosłym mózgu. Dziś wiadomo już, że neurogeneza zachodzi w ludzkim hipokampie – części mózgu ściśle związanej z zapamiętywaniem informacji – oraz w jądrach podkorowych wchodzących w skład tzw. prążkowia. W samym hipokampie powstaje ok. 700 nowych neuronów dziennie. Dzięki odkryciu neurogenezy u dorosłych uczeni mają szansę lepiej poznać kwestie związane z pamięcią, emocjami, reakcjami na stres i depresją.

2. WIĘKSZY MÓZG JEST LEPSZY

Nasi praprzodkowie mieli większe mózgi niż nasze. Dotyczy to np. neandertalczyków, powszechnie uważanych za mniej inteligentnych niż Homo sapiens. – Mieli większe ciała niż współcześni ludzie, więc potrzebowali większych mózgów do ich „obsługi” – wyjaśnia prof. Robin Dunbar z Oksfordu. W toku ewolucji mózg człowieka zmniejszył swoje rozmiary, za to wzrosła jego wydajność dotycząca złożonych procesów składających się na inteligencję. Dlatego Homo sapiens potrafił lepiej przystosować się do warunków środowiska i stworzyć rozbudowaną cywilizację. Mózg Alberta Einsteina, przebadany po jego śmierci, nie różnił się wielkością od przeciętnego. Możliwe natomiast, że znaczenie miał rozmiar niektórych jego części. U Einsteina większe od średnich okazały się obszary asocjacyjne w korze przedczołowej, niektóre regiony w korze somatosensorycznej i ruchowej oraz wyjątkowo grube spoidło wielkie, łączące półkule. Uczeni sądzą, że inteligencja rozsiana jest po kilkunastu różnych obszarach mózgu.
 

3. TYLKO NEURONY PRZETWARZAJĄ INFORMACJE

Jeszcze pod koniec XX wieku naukowcy uważali, że komórki glejowe – czyli te, które wypełniają przestrzenie między neuronami – są dla mózgu jedynie rodzajem rusztowania (lub właśnie klejem, jak wskazuje nazwa). Dopiero badania z ostatniego dziesięciolecia kazały zrewidować ten pogląd, zwłaszcza w odniesieniu do jednego z rodzajów komórek glejowych, tzw. astrocytów. Okazało się, że ich zadaniem jest nie tylko „obsługa” neuronów (zaopatrywanie ich w tlen i energię, usuwanie nadmiaru neuroprzekaźników z synaps itd.), lecz także aktywne uczestniczenie w przetwarzaniu impulsów nerwowych. Nie odbywa się
to jednak za pomocą zmian stężenia jonów sodu i potasu, jak w przypadku neuronów.

W astrocytach komunikacja opiera się na jonach wapnia. Ponadto komórki glejowe mogą wpływać na proces przekazywania informacji między neuronami poprzez synapsy. Co bardzo ważne, astrocyty wspomagają też tworzenie się nowych synaps, umożliwiając naprawianie szkód po urazach mózgu i odgrywają dużą – choć nadal nie do końca zbadaną – rolę w przebiegu takich chorób jak stwardnienie rozsiane, epilepsja, nowotwory mózgu czy zakażenie wirusem HIV.

 

4. INTELIGENCJĘ MOŻNA WYĆWICZYĆ

W internecie od kilku lat robią furorę firmy zajmujące się tzw. treningiem mózgu. Twierdzą, że poprzez odpowiednio dobrane ćwiczenia i gry komputerowe można „więcej pamiętać, szybciej myśleć i osiągnąć pełnię możliwości w każdym aspekcie swojego życia”. Założenie jest takie, że wykonywanie jednego rodzaju zadań mentalnych (np. rozwiązywania krzyżówek) przekłada się na rozwój innych umiejętności (np. pamięć długotrwałą).

Niestety, są to tylko pobożne życzenia, bowiem wiele niezależnych badań dowiodło, że owszem, ćwiczenie umysłu jest bardzo dla nas korzystne, jednak poprawia sprawność wyłącznie w obrębie ćwiczonych zadań. Innymi słowy, częste rozwiązywanie krzyżówek sprawia, że stajemy się lepsi jedynie w rozwią-
zywaniu krzyżówek. Nie ma więc mowy o tzw. transferze dalekim, czyli poprawie sprawności w niezwiązanym z ćwiczeniami zakresie. Naukowcy podkreślają, że dla sprawności mózgu największe znaczenie mają inne czynniki: zrównoważona dieta, aktywność fizyczna i częste kontakty z innymi ludźmi.

Na mitycznym trenowaniu mózgu dobrze zarabiają firmy takie jak amerykańska Lumosity, która ma ponad 35 mln subskrybentów. Na swojej stronie internetowej przytacza badania naukowe mające uwiarygodnić oferowane przez nią ćwiczenia. Jednak w 2016 r. Federal Trade Commission – rządowa agencja ochrony praw konsumenta – ukarała Lumosity wielomilionową grzywną za nieuczciwe reklamy, w których firma zapewniała, że jej gry pomagają zwalczyć problemy z pamięcią, chorobą Alzheimera, ADHD, PTSD, skutki urazów mózgu czy udarów.

5. MAMY PIĘĆ NIEZALEŻNYCH ZMYSŁÓW

W rzeczywistości jest ich dużo więcej. Trudno nawet odpowiedzialnie określić, ile, ponieważ wiele zależy od definicji zmysłu. Pewne jest, że odbieramy świat nie tylko poprzez wzrok, słuch, smak, węch i dotyk. Christian Jarrett opisuje proste doświadczenie, które to potwierdza. Bez trudu możemy z zamkniętymi
oczami dotknąć np. lewego łokcia prawym palcem wskazującym. Skąd wiemy, gdzie jest nasz lewy łokieć i koniec palca? Dzięki zmysłowi propriocepcji, czyli świadomości, jak części ciała są ulokowane w przestrzeni. Orientujemy się też, jak zmienia się położenie naszego ciała wobec ziemi, mamy osobne receptory do odczuwania temperatury, bólu, a nawet swędzenia.

Nie jest też prawdą, że nasze zmysły działają niezależnie. Dowodzi tego tzw. efekt McGurka. Mowa, którą słyszymy, jest przez nasz mózg silnie powiązana z obserwacją ruchu warg. Jeśli więc widzimy np. na filmie osobę wypowiadającą sylabę „ga”, ale jednocześnie słyszymy z nagrania „ba”, to w rezultacie nałożenia się tych dwóch bodźców – wzrokowego i słuchowego – usłyszymy „da”. Każdy wie też z doświadczenia, jak utrata węchu (np. po infekcji) wpływa na smak potraw. Podczas jednego z badań dowiedziono, że jeśli konkretny napój, powiedzmy sok pomarańczowy, zostanie zabarwiony na nietypowy kolor – choćby niebieski – trudno będzie rozpoznać jego smak.

 

6. POSTRZEGAMY ŚWIAT REALISTYCZNIE

Choć zmysły dostarczają nam ogromnej ilości danych w każdej sekundzie, do naszej świadomości docierają tylko przebłyski rzeczywistości. Dowiódł tego słynny
eksperyment z niewidzialnym gorylem. Jego uczestnicy oglądali krótki film z zawodnikami podającymi sobie piłkę i mieli za zadanie policzyć, ile razy piłki dotknęli gracze w białych koszulkach. Większość badanych była tak zajęta liczeniem, że nie zauważyła kobiety przebranej za goryla, przechadzającej się po
boisku. Tej tzw. ślepocie pozauwagowej ulegają nawet specjaliści. 24 radiologom pokazano prześwietlenia płuc – mieli wyszukać te, na których znajdują się białe plamy będące objawem raka. Aż 20 spośród nich nie dostrzegło goryla wielkości pudełka zapałek widocznego na pięciu zdjęciach.

Dzieje się tak, ponieważ nie jesteśmy w stanie przetwarzać wszystkich bodźców, których dostarcza nam rzeczywistość. Nasz mózg skupia się tylko na wybranych, ważnych dla niego w danym momencie. Co więcej, te dane uzupełnia i koloryzuje, tak aby pasowały np. do naszych wyobrażeń o świecie. Dlatego do naszej świadomości dociera jedynie interpretacja świata dokonywana przez nasz mózg.

7. PO ŚPIĄCZCE CHORZY WRACAJĄ DO NORMALNEGO ŻYCIA

O tym właśnie próbują przekonać nas twórcy filmów. Pierwszym przekłamaniem jest pokazywanie osób dotkniętych śpiączką wyglądających niczym śpiące królewny – z rumieńcami na policzkach, zrelaksowane, pogrążone w słodkim oderwaniu od rzeczywistości. Tymczasem rzeczywistość jest brutalna: sondy żywieniowe, wenflony i kroplówki, atrofia mięśni, bezwolne wypróżnianie się, odleżyny. Obrazy fabularne są też nadmiernie optymistyczne, jeśli chodzi o wybudzenie ze śpiączki. Owszem, 90 proc. pacjentów ma szansę na wyjście z tego stanu, ale większość z nich pozostaje w mniejszym lub większym stopniu niepełnosprawna.

W przypadku śpiączki spowodowanej zatruciem, infekcją czy niedotlenieniem mózgu zaledwie co dziesiąty chory wraca do normalnego życia. Szanse na wybudzenie spadają z każdym miesiącem, a po roku od zapadnięcia w śpiączkę są już niemal zerowe. Niestety, efektowne wizje pokazywane w filmach bardzo często stoją za decyzjami rodzin o podtrzymywaniu bliskich przy życiu nawet wtedy, gdy praktycznie nic już dla nich nie można zrobić.

8. NA ALZHEIMERA CHORUJĄ TYLKO STARZY LUDZIE

Pierwsza pacjentka, u której tę chorobę zdiagnozował w 1901 roku sam Alois Alzheimer, miała zaledwie 51 lat, trudno więc nazwać ją staruszką. Prawdą jest, że im dłużej żyjemy, tym większe jest ryzyko zachorowania – statystycznie w ósmej dekadzie życia na alzheimera cierpieć może aż jedna na sześć osób.

 

Jednak blaszki amyloidowe, będące jednym z pierwszych objawów choroby wykrywane są nawet u 30-latków (jej przyczyna ma wówczas charakter genetyczny, tak jak u pacjentki z 1901 r.). Tak wczesna diagnoza stała się możliwa dopiero kilka lat temu – wcześniej lekarze nie mieli do tego odpowiednich narzędzi.

9. DEPRESJĘ POWODUJE NIERÓWNOWAGA CHEMICZNA MÓZGU

Przekonanie, że depresję powoduje niski poziom serotoniny, stało się powszechne za sprawą ogromnej popularności jednej grupy leków. Chodzi o tzw. selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI), do których zaliczamy m.in. fluoksetynę znaną jako prozac. Faktycznie zwiększają one poziom tego neuroprzekaźnika w synapsach mózgu. Jednak SSRI nie u każdego pacjenta się sprawdzają. U części chorych skuteczne okazują się leki wpływające na poziom innych neuroprzekaźników – noepinefryny i dopaminy.

A stosunkowo nowy preparat przeciwdepresyjny o nazwie tianeptyna działa dokładnie odwrotnie niż SSRI – obniża poziom serotoniny, zamiast go podwyższać. – Mówienie o depresji w kontekście nierównowagi chemicznej mózgu to myślenie w kategoriach poprzedniego stulecia. Ta choroba jest znacznie bardziej złożonym zjawiskiem – mówi prof. Joseph Coyle z Harvardu. Przyczyną depresji mogą być np. zaburzenia w strukturze mózgu. U pacjentów cierpiących na nią zaobserwowano mniej tkanki nerwowej w tzw. ciałach migdałowatych (związanych z reakcjami emocjonalnymi) oraz w hipokampie (biorącym udział w zapamiętywaniu informacji). Co ciekawe, okazało się, że leki z grupy SSRI pobudzają tworzenie się nowych neuronów w hipokampie. Możliwe więc, że ich skuteczność w leczeniu depresji polega na zupełnie innym mechanizmie niż „przywracanie równowagi chemicznej”
 

10. MÓZG JEST DOSKONAŁY

Na pewno spotkałeś się z takim poglądem: mózg jest doskonałą strukturą o nieporównywalnych z niczym możliwościach, istnym cudem inżynierii biologicznej. Nie brak jednak głosów studzących ten nabożny zachwyt. David Linden w książce „The Accidental Mind” („Przypadkowy umysł”) i Gary Marcus w publikacji „Prowizorki w mózgu. O niedoskonałościach ludzkiego umysłu” próbują przywrócić trzeźwe spojrzenie na organ, którym tak lubimy się szczycić. Przede wszystkim podważają przekonanie, że mózg jest doskonale zaprojektowany.

 

Narząd ten powstał w toku ewolucji i nie brakuje w nim niedoskonałości, niedoróbek i prowizorek. Stąd m.in. bierze się zawodność naszej pamięci, podatność na sugestie, tendencyjność itd. Dalekie od ideału jest także sterowanie mową, która bywa nieprecyzyjna, chaotyczna, a jej gramatyka – nielogiczna. Nieprawdą jest też, jakoby myśl była „najszybsza na świecie”. Neurony przekazują impulsy nerwowe z maksymalną prędkością 650 km/godz. Dla porównania, w zwykłym drucie miedzianym fala elektromagnetyczna rozchodzi się z prędkością setek
milionów kilometrów na godzinę.
 

Więcej:mózg