Duża, o ile nie przeważająca część społeczeństwa nie ma żadnych mechanizmów pozwalających jej oddzielić sprawdzoną informację od manipulacji, co sprawia, że każdą informację można zdyskredytować jako manipulację. Apokalipsa nie nadeszła, ale mam wrażenie, że w 2019 cały świat czuje się jak ja, gdy miałem lat 10.

Ale jak ma się do tego wszystkiego ten drugi rok 2019, ten z filmu "Blade Runner", rok, w którym grany przez Harrisona Forda detektyw Deckard zaczął rozwiązywać zagadkę, pod którą kryły się podstawowe pytania o człowieczeństwo, tożsamość i świadomość. Najważniejsze z tych pytań brzmiało - czy w świecie "Blade Runnera", ktokolwiek jest człowiekiem? I co to znaczy, tak naprawdę, nim być? Bohaterowie filmu rozwiązywali "test człowieczeństwa", który miał wykazać, czy dana istota jest człowiekiem, czy robotem (replikantem); jednym z wyznaczników owego "testu na empatię" był stosunek do zwierząt. Jednak co tak naprawdę ten test miał wykazać, w świecie, w którym wyginęły prawie wszystkie zwierzęta, a ludzie trzymali w domach ich sztuczne odpowiedniki? Poruszająca końcówka filmu, w której Rutger Hauer, aktor do dzisiaj niedoceniony, wygłaszał niezapomniany monolog o wspomnieniach, które przeminą niczym łzy w deszczu, wskazywała, że od człowieka bardziej "ludzki" jest jego androidzi odpowiednik.

Rutger Hauer w filmie "Blade Runner" z 1982 r.

W tym świecie bez przerwy panuje deszczowa noc

Z powodu podstawowego, społecznego zaburzenia, wdrukowanej na stałe niepewności, czy człowiek, którego mijamy na ulicy, również jest człowiekiem. Sama ta, głęboka ontologiczna niepewność zabiera bohaterom filmu ich człowieczeństwo, skazując ich na bezbrzeżną samotność i dezintegrując jakąkolwiek zbiorowość, w jakiej funkcjonowali. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest panująca w świecie filmu Scotta zbiorowa paranoja. wszyscy mieszkańcy Los Angeles z filmowego 2019 roku są śledzeni i obserwowani przez wszechobecną policję i korporacje. W tym świecie bez przerwy panuje deszczowa noc, być może z powodu ekologicznej katastrofy, która każe ludziom wyprowadzać się z planety na powierzchnie orbitujących dookoła planety kosmicznych kolonii.

Czy to brzmi znajomo? W pewnym sensie. Owa paranoja, niepewność i wyobcowanie rozpleniły się głównie w świecie mediów społecznościowych, który wielu z nas, oczywiście, mocno myli z tym prawdziwym. Dystopie i antyutopie, takie jak "Blade Runner", "Matrix", czy też, patrząc na ostatnie popkulturowe propozycje, serial "Altered Carbon" czy też nadchodzącą grę "Cyberpunk 2077" wynikają zarówno z wielkiej wiary w możliwości technologiczne  człowieka, jak i wielkiej wątpliwości w etyczny wymiar jego działań. Owszem, według tych narracji jesteśmy zdolni stworzyć sztuczną inteligencję, która nas przewyższy, zgrać świadomość na nośnik, przejąć prawie pełną kontrolę nad naszymi ciałami i otaczającym nas ekosystemem. Z drugiej strony, nie potrafimy wyeliminować nierówności, przemocy, zanieczyszczenia, wyzysku - potrafimy je tylko pogłębiać. Próbując rozwinąć i ulepszyć nasz gatunek, za każdym razem podpisujemy pakt z diabłem, tylko pogłębiając to, co w nas najgorsze.

W obu tych poglądach jest ziarno prawdy, ale jest też wrodzona, ludzka skłonność do przesady.