Wiara w postęp technologiczny ludzkości jest również, w wielu dziedzinach, mocno życzeniowa, i nie jest to brak w powszechnym użyciu latających samochodów z Blade Runnera. Wciąż, jako ludzkość, jesteśmy uzależnieni od paliw kopalnych, i kompletnie nie potrafimy (albo nie chcemy) zbudować infrastruktury energetycznej opartej na alternatywnych źródłach energii. Owo uzależnienie wpędza nas w bardzo poważne ekologiczne i klimatyczne problemy; ludzie, którzy nie chcą widzieć tych problemów, zaczynają być traktowani równie poważnie jak ci, którzy uważają, że światem w ukryciu rządzi 12 sporych jaszczurów.

W tym realnym (przyjmijmy, że realnym) roku 2019 sztuczna inteligencja to nie produkowane na masową skalę androidy, tylko wciąż (z grubsza) bardzo zaawansowany dział informatyki, często teoretycznej. Ludzie, którzy się nią zajmują lub fascynują, tak jak fascynujący myśliciel Harari, co i rusz produkują złowrogie prognozy o tym, że AI przejmie władzę nad planetą i uczyni z nas swoich biologicznych niewolników. Na razie są to tylko prognozy, kolejne warianty globalnego bicia na nieustanny alarm, a sztuczna inteligencja to algorytmy rozwiązujące problemy matematyczne albo dziwne, zawieszone gdzieś w głębinach internetu programy do konwersacji. Rozmowa z takim botem brzmi zawsze jak dialog człowieka po ciężkim wylewie z człowiekiem pod wpływem LSD, więc na pełni komunikatywną, Sztuczą Inteligencję, która będzie w stanie przeprowadzać ludzkie procesy myślowe (nie mówiąc o wyrzucaniu z siebie poetyckich frazz takich jak te o "łzach w deszczu") musimy zapewne jeszcze chwilę poczekać.

A w środku są najedzeni, tacy jak my

A co do tej drugiej wiary, czyli wiary w złą naturę człowieka - mamy 2019 rok, i do apokalipsy jeszcze nie doszło. Owszem, ludzie częściej bywają głupi i podli, niż nie. Są chciwi, pazerni i nie umieli wymyślić lepszej struktury społecznej, niż ta oparta na konsumpcji, której poziom musi nieustannie zwyżkować, bo inaczej grozi to zawaleniem się całego systemu. Ci zarządzający tym systemem nie potrafią podzielić się tym, co mają, z innymi, pomimo tego, że mają środki, które realnie mogłyby uczynić świat lepszym miejscem. Po drugiej stronie są ci najbiedniejsi, zdesperowani, którzy niszczą swoje otoczenie próbując zapewnić sobie egzystencjalne minimum. A w środku są najedzeni, tacy jak my, którzy albo mają, po prostu, wszystko w dupie, albo pozorują działania poszerzaniem sieci paniki w mediach społecznościowych. Owszem, to nieciekawy obrazek. Ten brak wzajemnego zaufania i paranoja rzeczywiście zbliżają nas do deszczowej czerni "Blade Runnera".

Ale z drugiej strony, jeszcze raz, apokalipsa nie nadeszła. Niektórzy z nas wciąż mają w sobie spokój, empatię i przyzwoitość. Potrafią pomóc zarówno innym ludziom, jak i przedstawicielom pozostałych, mniej obrotnych gatunków. Potrafią myśleć w kategoriach wspólnego dobra, i nie indywidualnego obżarstwa. Wierzą w to, że łączy nas jakaś wspólna sprawa, głębsza niż religia, rasa i język. Być może apokalipsa nie nadeszła właśnie dzięki tym ludziom. Czy ich ilość okaże się wystarczająca, zobaczymy.