3. GRZECH PIERWORODNY

 

Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” – mówi biblijna Księga Rodzaju. Teksty Starego Testamentu, które są fundamentem wielkich religii monoteistycznych, drobiazgowo określają, co w życiu seksualnym jest dozwolone i zakazane, ale nie znajdzie się w nich pochwały celibatu, dziewictwa, białego małżeństwa. Wręcz przeciwnie, za jeden z podstawowych obowiązków mężczyzny i kobiety uznają spłodzenie potomstwa. Dotyczy to też duchownych, dlatego w przeszłości żydowscy kapłani, a dziś rabini, zakładają rodziny i mają prawo do korzystania z przyjemności, jaką daje małżeński seks. Co sprawiło, że wypływające przecież z tych samych źródeł chrześcijaństwo przyjęło inną postawę i uznało wszystko, co wiąże się z erotyką, za złe?

Odpowiedzi nie udzielą Ewangelie, gdyż Jezus wypowiadał się na ten temat powściągliwie i był nawet bardziej liberalny niż żydzi. Bawił się na weselu w Kanie, przemieniając wodę w wino, okazał wyrozumiałość kobiecie oskarżonej o prostytucję („Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamień”). Jako uzasadnienie dla radykalnej zmiany przywołuje się najczęściej słowa z Ewangelii św. Mateusza: „a są także bezżenni, którzy ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje”.

Według obowiązującej w Kościele katolickim interpretacji Jezus miał w ten sposób wyrazić pogląd o wyższości celibatu nad stanem małżeńskim. Profesor Ute Ranke-Heinemann, pierwsza kobieta, która otrzymała prawo wykładania teologii katolickiej, odczytała je jednak inaczej. Zwróciła uwagę na kontekst, w jakim padają – wcześniej Jezus wypowiada się przeciw porzucaniu żon w celu poślubienia innych kobiet, na co pozwalało prawo żydowskie. „Jego słowa nie dotyczyły więc celibatu, lecz potępienia rozwodów. Może chodziło mu o to, że dla uniknięcia tego zła lepiej pozostać bezżennym. Kościół dokonał jednak najprostszej interpretacji” – konkludowała prof. Ranke-Heinemann. Za tę i podobne wypowiedzi Kościół w 1987 roku pozbawił ją prawa nauczania teologii.

Pierwsi chrześcijanie w podejściu do seksu nie różnili się jeszcze zbytnio od żydów; tak jak oni sprzeciwiali się aborcji, zabijaniu kalekich noworodków, rozwodom, ale we współżyciu małżeńskim nie widzieli niczego złego. Zmiany, których skutki trwają do dziś, zapoczątkowali pustelnicy, a formę teologiczną nadał im św. Augustyn. Mówiąc najogólniej, sformułował nową teorię grzechu, uznając za jego główne źródło pokusy cielesne. Wywołują je siły nieczyste, które walczą z Bogiem o duszę człowieka. W trosce o zbawienie i własne dobro należy je zatem wszelkimi sposobami poskromić. Jeszcze bardziej znacząca okazała się dokonana przez Augustyna nowa interpretacja grzechu pierworodnego. Z biblijnej opowieści o zerwaniu owocu z drzewa wiadomości dobra i zła wyciągnął wniosek, że wina za próbę poznania tajemnic Boga przenosi się z pokolenia na pokolenie przez stosunek płciowy. Co oznaczało, że seks jest z założenia grzeszny. Także małżeński. W zasadzie należałoby się go całkowicie wyrzec, ale ludzkość raczej by tego nie przetrwała. Dopuścił więc jeden wyjątek – współżycie w celu prokreacji.