5. GRZECH ONANA

 

Złe było w oczach Pana, to co uczynił i dlatego zesłał na niego śmierć” – te słowa Biblii stały się podstawą potępienia masturbacji przez wszystkie religie monoteistyczne. Tyle że Onan został przez Boga ukarany za zupełnie inny czyn. Zgodnie z wolą ojca ożenił się z wdową po starszym bracie, a tzw. prawo lewiratu uznawało urodzone z takiego związku dzieci za potomstwo zmarłego. Dlatego Onan „ilekroć zbliżał się do żony swego brata, unikał zapłodnienia”. Nie chodziło zatem o masturbację, lecz o stosunek przerywany. Po uznaniu augustiańskiej doktryny o przenoszeniu grzechu pierworodnego drogą płciową, teologowie chrześcijańscy dokonali jednak interpretacji całej Biblii w duchu nowej, rygorystycznej moralności. I rozciągali jednostkowe przypadki na wszystko, co się z nimi kojarzyło.

Św. Tomasz z Akwinu zaliczył masturbację do grzechów przeciwnych naturze, czyli ciężkich. Papieże w listach pasterskich ostrzegali, by nie przyjmować popełniających ten występek do stanu kapłańskiego. Wtórowali im protestanci, w XIX w. pastor Karl von Kopf „odkrył”, że masturbujący się mężczyźni są groźni nie tylko dla siebie, ale i społeczeństwa, gdyż „wszyscy rewolucjoniści byli onanistami”. Poza argumentami religijnymi powoływano się na „naukowe”, zwłaszcza na teorię Hipokratesa, według której ilość nasienia w organizmie mężczyzny jest ograniczona, a jego upływ powoduje zmiękczenie mózgu i zanik rdzenia kręgowego. Co prawda inni lekarze, w tym takie sławy jak Galen i Awicenna, głosili pogląd przeciwny, dowodząc, że onanizm wzmacnia organizm, gdyż usuwa zepsutą spermę, jednak teologowie opowiedzieli się za bliższym ich przekonaniom Hipokratesem. Argumenty św. Tomasza powtórzył jeszcze w 1975 r. papież Paweł VI w dokumencie „Kilka uwag o etyce seksualnej”.

O tym, jak wielkie znaczenie przywiązywano do tej kwestii, świadczy olbrzymia ilość poświęconych jej publikacji. W XVII w. Benedykt z Salamanki dokonał nawet klasyfikacji onanizmu w zależności od towarzyszących mu fantazji. Spowiednicy mieli dobierać pokutę stosownie do ciężaru grzechu. Masturbacja bez podtekstów była występkiem najlżejszym, z myśleniem o kobiecie – dwa razy groźniejszym; jeśli ta kobietą była dziewica – hańbiącym; erotyczne marzenia o seksie z krewną to już kazirodztwo, a z zakonnicą – świętokradztwo.

Po długich dysputach ustalono, że polucja nieświadoma nie jest grzechem, jeśli jednak dochodziło do niej w półśnie, już wymagała spowiedzi i rozgrzeszenia. Jeszcze w latach 30. XX w. Watykan zabraniał ejakulacji w celu pobrania spermy do badań medycznych, np. ustalania przyczyn bezpłodności. Dopiero w 1896 r. jezuita Edward Genicot wprowadził rozróżnienie między masturbacją i stosunkiem przerywanym. Obie formy zachowań seksualnych uznał za sprzeczne z naturą, ale zasugerował, by nie piętnować zbyt mocno za ich stosowanie ubogich małżeństw, które nie chcą mieć kolejnych dzieci. Kościół z czasem uznał za dopuszczalne naturalne metody regulacji urodzin, ale wszelkie inne formy antykoncepcji nadal uważa za grzech równy popełnionemu przez Onana. W kwestii masturbacji islam zajmuje podobne stanowisko; w hadisach, czyli wypowiedziach Mahometa, znajduje się stwierdzenie, że ten, kto się onanizuje, „nigdy nie zobaczy raju”. Antykoncepcja jest natomiast przedmiotem sporów, niektóre szkoły teologiczne ją akceptują, inne nie.