Jedna kopia nie wyrządza żadnych szkód, a ma ją w swoich genomach aż 5 proc. osób pochodzenia europejskiego. Co więcej, badania wykazały, że wadliwy gen pojawił się już 52 tys. lat temu. Możliwe, że jedna jego kopia chroniła naszych przodków przed jakimiś schorzeniami. Na liście podejrzanych są wyniszczające infekcje jelit, takie jak cholera i dur brzuszny, a także gruźlica, która jeszcze w XIX wieku była przyczyną śmierci co czwartego Europejczyka.

 

3. Cukrzyca – odporność na głód i chłód

To jeden z bardziej kontrowersyjnych przykładów. Trudno uwierzyć, że choroba, która dziś przybrała rozmiary epidemii, mogła mieć jakiekolwiek jasne strony. A jednak jest to możliwe i to w przypadku obu jej odmian. Co prawda żadna z nich nie zależy od jednego genu, ale też wiadomo, że skłonności do zachorowania są w pewnym stopniu dziedziczne.

W cukrzycy typu 1 trzustka przestaje produkować insulinę. Ów hormon sprawia, że komórki naszego organizmu są w stanie pobierać glukozę. Ten cukier jest dla nich podstawowym „paliwem”. Gdy brakuje insuliny, poziom glukozy we krwi niebezpiecznie rośnie, stopniowo uszkadzając wiele narządów i prowadząc do przedwczesnej śmierci. Ale jednocześnie – według hipotezy dr. Sharona Moalema – „przecukrzona” krew chroni nasze tkanki przed działaniem niskiej temperatury. Taki mechanizm mógł ułatwić ludziom przetrwanie gwałtownego ochłodzenia klimatu, do którego doszło 12 tys. lat temu w północnej Europie. Dziś przed zimnem chronią nas ubrania i ogrzewane domy. A cukrzyca typu 1 występuje przede wszystkim u osób pochodzenia północnoeuropejskiego. Nawet sam przebieg choroby ma związek z temperaturą. Lekarze częściej diagnozują ją w zimie, wtedy też trudniej jest opanować skoki glukozy u pacjentów.

Inny mechanizm mógł „wypromować” w przeszłości cukrzycę typu 2. Występuje ona często u ludzi otyłych. Komórki ich organizmów przestają reagować na insulinę, wskutek czego rośnie poziom glukozy we krwi. Naukowcy podejrzewają, że za skłonność do cukrzycy typu 2 mogą odpowiadać „zapobiegliwe” geny zmuszające nas do magazynowania energii. U naszych przodków, często cierpiących głód, zwiększały one szanse na przeżycie ciężkich czasów. Dziś, gdy jedzenia mamy czasem aż zbyt wiele, zwracają się przeciwko nam.

4. Hemochromatoza – ochrona przed dżumą

Żelazo jest nam niezbędne do życia. Są jednak ludzie, którzy mają go za dużo. Cierpią oni na hemochromatozę – chorobę uwarunkowaną genetycznie. Ich organizmy gromadzą żelazo w tkankach, a to prowadzi do uszkodzeń wątroby, serca, trzustki czy stawów. Gen odpowiedzialny za hemochromatozę częściej występuje wśród osób pochodzenia europejskiego.

Do czego mógł przydać się naszym przodkom? Tu zdania są podzielone. Część badaczy sądzi, że mechanizm gromadzenia żelaza mógł chronić przed anemią, wywołaną jego niedoborem w pożywieniu. Inni podkreślają, że u chorych na hemochromatozę pierwiastek ten jest niejako „ukrywany” przez organizm. Z zapasów żelaza nie mogą wówczas skorzystać bakterie, które również go potrzebują. Możliwe więc, że hemochromatoza umożliwiała przeżycie epidemii takich chorób jak dżuma. Osoby obciążone wadliwym genem były mniej podatne na zakażenie, a jeśli już do niego doszło, miały większe szanse na wyzdrowienie

 

5. Pląsawica Huntingtona – większa płodność

Trudno o większą zagadkę medyczną niż ta. Pląsawica Huntingtona ujawnia się z reguły dopiero po 35. roku życia i stopniowo niszczy komórki nerwowe w mózgu. Efekt – postępująca utrata kontroli nad ruchami ciała oraz demencja. Pacjenci przeżywają średnio 20 lat od postawienia diagnozy. Pląsawica jest dobrze znana m.in. miłośnikom serialu „Dr House” – cierpiała na nią jedna z bohaterek, zwana Trzynaście.