W sumie ciężko nie, bo według Adidasa sprzedano już ponad 100 milionów par tych butów, więc natknięcie się na kogoś, kto je nosi, nie jest wcale takie trudne. Przy takiej skali popularności firmy często nie ruszają projektu. Skoro się sprzedaje i to od lat, to po co w tym grzebać? Cóż, Adidas chyba nie miał takich oporów, a efektem jest najnowsza wersja Stan Smith SQ.
Jeden detal, który zmienia wszystko
Jeśli myśleliście, że producent po prostu dodał nowy kolor, wymieniając kultową zieleń na coś innego, to się mylicie. Nie pojawiły się futurystyczne materiały, ogromne podeszwy ani agresywne kolory. Zachowano charakterystyczną białą skórzaną cholewkę, minimalistyczne wykończenie oraz zielone akcenty, które od lat definiują ten model. Zmiana zaszła bowiem z przodu buta.


Klasyczny Stan Smith zawsze opierał się na miękkiej, zaokrąglonej sylwetce inspirowanej tenisowym obuwiem lat 60. Tymczasem w nowej wersji projektanci zastąpili tradycyjny nosek bardziej kwadratową konstrukcją. To rozwiązanie kojarzone raczej z eleganckimi półbutami czy mokasynami niż klasycznymi tenisówkami. Brzmi to jak drobnostka, ale efekt wizualny jest zaskakująco duży. Stan Smith SQ wyglądają bardziej modowo, bardziej wyraziście i zdecydowanie mniej sportowo niż klasyczna wersja. Sama nie do końca wiem, co właściwie o tym myśleć. Na pewno ma to więcej charakteru i nie wygląda już tak typowo, ale te proste noski niekoniecznie do mnie przemawiają.
Mimo moich preferencji, najwyraźniej sporo osób je lubi, bo od pewnego czasu kwadratowe noski coraz śmielej pojawiają się w świecie mody. Widać je zarówno w kolekcjach luksusowych domów mody, jak i w projektach marek premium czy niezależnych projektantów. Jeszcze kilka lat temu taki kształt kojarzył się wielu osobom z modą przełomu lat 90. i 2000, a w Polsce z butami wujków spotykanych na weselu. Dziś wraca jako element bardziej eleganckiego, uporządkowanego stylu.

Adidas najwyraźniej uznał, że podobny zabieg może odświeżyć także jedne z najbardziej kultowych sneakersów w historii. To na pewno ciekawy kierunek, bo dostajemy sportowe obuwie, które próbuje znaleźć wspólny język z klasycznym obuwiem. Efekt jest interesujący zwłaszcza teraz, gdy granice między modą formalną a casualową coraz bardziej się zacierają. We mnie budzi to mieszane uczucia, bo nigdy nie byłam fanką kwadratowych nosków, jednak nawet ja widzę, że to w sumie ma sporo sensu.
Dzisiejsza moda nie lubi granic. Garnitur nie jest już codziennym mundurkiem, a eleganckie stylizacje przełamuje się sportowymi i casualowymi dodatkami, takimi właśnie jak buty. Skoro sneakersy coraz częściej pojawiają się w sytuacjach, w których jeszcze dekadę temu uznano by je za nieodpowiednie, to zabawa ich formą i próba wprowadzenia w nich odrobiny elegancji jest tym, czego rynek najwyraźniej chce.
Ryzyko, które najwyraźniej się opłaciło
Zmiana w tak kultowym modelu była ryzykowna i puryści, dla których Stan Smith był niemalże świętością, otwarcie wyrażali swoje niezadowolenie. Jednak najwyraźniej było ich zdecydowanie mniej, bo wycenione na 130 dolarów Adidasy wyprzedały się na pniu tuż po premierze. To całkiem imponujący wynik jak na but, który teoretycznie powinien zainteresować głównie fanów mody i kolekcjonerów.

Co ciekawe, mówi się również, że Stan Smith ma odegrać ważną rolę w planach Adidasa na 2027 rok. Jeśli tak się stanie, kwadratowy nosek może okazać się czymś więcej niż jednorazowym eksperymentem. Ja raczej tego nie kupię, ale na pewno będę z zainteresowaniem obserwować plany firmy i outfity w sieci. Nawet jeśli sama nie robię takich eksperymentów, bardzo lubię patrzeć, jak kreatywni ludzie działają z nimi w swojej garderobie.
