Nie pytaj tych osób o wspomnienia z wakacji. U nich wyobraźnia działa inaczej

Stwierdzenie „widzę to oczyma wyobraźni” jest dla osób cierpiących na afantazję abstrakcyjne i niezrozumiałe. Od kiedy pamiętają, nie potrafili przywołać w myślach żadnego obrazu
Nie pytaj tych osób o wspomnienia z wakacji. U nich wyobraźnia działa inaczej

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że siedzisz na piaszczystej nadmorskiej plaży i podziwiasz piękny zachód słońca. Spróbuj wydobyć z pamięci wszystkie kształty i kolory: świetlistą kulę czerwieniejącą nad horyzontem, różowe i fioletowe pasma chmur, ciemną taflę wody mieniącą się złotymi refleksami, mewy przysiadające na słupkach falochronu.

Większość z nas może cieszyć się takimi obrazami oglądanymi oczyma wyobraźni, ale osoby cierpiące na afantazję pod zamkniętymi powiekami widzą tylko ciemność.

Nazwa, którą nadano temu zaburzeniu zaledwie kilka miesięcy temu, może być dla polskiego czytelnika nieco myląca – nie chodzi wcale o brak fantazji. Termin pochodzi od greckiego słowa phantasia, oznaczającego wyobraźnię, która według Arystotelesa była „tym, przez co powstaje w nas jakiś obraz”. Stąd zresztą podobieństwo słów „obraz” i „wyobraźnia” zarówno w języku polskim, jak i np. angielskim (image i imagination). Afantazja jest zatem czymś w rodzaju ślepoty oczu wyobraźni, czyli nieumiejętnością przywołania w umyśle obrazów. Dr Bill Faw z amerykańskiego Brewton-Parker College szacuje, że cierpi na nią 2–5 proc. populacji.

Zjawisko to znane było już od dawna. W 1880 r. sir Francis Galton, angielski uczony epoki wiktoriańskiej, opisał wyniki swojego eksperymentu przeprowadzonego z udziałem 272 mężczyzn i chłopców. Badanych poproszono o przywołanie w myślach widoku zastawionego stołu, przy którym jedli tego dnia śniadanie. Okazało się, że niektórzy z nich byli w stanie stworzyć w umyśle obraz niemal tak żywy i szczegółowy jak w rzeczywistości, podczas gdy dla innych wspomnienia w ogóle nie miały charakteru wizualnego. „Przypominam sobie ten stół, ale go nie widzę” – napisał jeden z badanych.

Czy my się znamy?

Prozopagnozja to zaburzenie polegające na upośledzeniu zdolności rozpoznawania twarzy. Może być wrodzone lub pojawić się na skutek urazu mózgu. Niektórzy mylą ludzi słabo sobie znanych, inni nie są w stanie rozpoznać nawet twarzy najbliższych czy własnej. Osoby podejrzewające u siebie prozopagnozję mogą przebadać się wstępnie online za pomocą kwestionariusza (http://bit.ly/1LgvxBQ) i testu zapamiętywania twarzy (http://bit.ly/1OEc6WQ).

Tajemniczy przypadek pacjenta MX

W ciągu następnego stulecia mało kto interesował się tematem. Nieoczekiwanym impulsem do rozpoczęcia badań był niedawny przypadek emerytowanego rzeczoznawcy budowlanego z Edynburga, określanego jako pacjent MX. W 2005 r. 65-letni wówczas MX zgłosił się do lekarza z nietypowym problemem – utracił zdolność oglądania obrazów oczyma wyobraźni. Dolegliwość pojawiła się po zabiegu kardiochirurgicznym, podczas którego najprawdopodobniej nastąpiło uszkodzenie mózgu pacjenta. Przed tym zdarzeniem MX cieszył się wyjątkowo dobrą umiejętnością wizualizacji. Przywoływanie z pamięci szczegółów badanych budynków ułatwiało mu pracę zawodową, a przed snem lubił wspominać zdarzenia minionego dnia, odtwarzając je w postaci „filmu” oglądanego pod powiekami.

Ze swoim problemem MX trafił do prof. Adama Zemana, neurologa z Peninsula Medical School w angielskim mieście Exeter. Lekarz nie umiał mu wprawdzie pomóc, ale zainteresował się nietypowym przypadkiem. Razem z Sergiem Della Salą, neuropsychologiem z Uniwersytetu Edynburskiego, poddali MX serii testów psychometrycznych, wymagających odtwarzania z pamięci informacji wizualnych. Ku zdumieniu badaczy okazało się, że wyniki pacjenta były zbliżone do uzyskanych przez grupę kontrolną, złożoną z rzeczoznawców budowlanych i architektów w jego wieku. MX równie dobrze jak oni radził sobie z rozpoznawaniem na fotografiach twarzy sławnych ludzi, porównywaniem w pamięci długości ciała zwierząt z długością ich ogonów, a nawet z pytaniami typu: „Czy Tony Blair ma jasne oczy?” lub „Czy ciemniejsza jest zieleń trawy, czy igieł sosny?”. Potrafił też wykonywać rysunki z pamięci oraz szczegółowo opisywać znajome miejsca w okolicach Edynburga. Wszystko wskazywało zatem, że mózg pacjenta zachował dostęp do zapamiętanych obrazów, znikła jedynie zdolność ich świadomego przywoływania. „Pamiętam różne detale, ale nie umiem ich zobaczyć… Nie potrafię tego wyjaśnić” – próbował wytłumaczyć badaczom.

Karol, cierpiący na afantazję trzydziestopięciolatek z Warszawy, doskonale rozumie, co MX miał na myśli. „Gdy zamykam oczy, obrazy znikają, ale w głowie pozostają mi pewne fakty. Pamiętam na przykład, że komoda, która stoi w moim mieszkaniu, jest biała i ma pięć szuflad z czarnymi gałkami. Mógłbym ją nawet schematycznie narysować. Ale w umyśle nie mam jej obrazu, jedynie coś w rodzaju rysopisu”.

Zeman i Della Sala podejrzewają, że w mózgu MX uszkodzeniu uległ jedynie obszar odpowiedzialny za świadome „wyświetlanie” zapamiętanych obrazów. Inne regiony zachowały swoje funkcje, umożliwiając przepływ informacji wizualnej alternatywną drogą, z pominięciem niedziałających ośrodków. Za tą hipotezą przemawiają wyniki uzyskane za pomocą funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (fMRI) – techniki pozwalającej na bieżąco śledzić zmiany aktywności poszczególnych rejonów mózgu. Kiedy MX miał za zadanie rozpoznawać sławnych ludzi na zdjęciach, aktywowały się u niego te same obszary, co w grupie kontrolnej. Kiedy jednak przedstawiano mu nazwisko sławnej osoby i proszono, aby przywołał w pamięci obraz jej twarzy, regiony mózgu, które wykorzystywali wówczas członkowie grupy kontrolnej, pozostawały u MX nieaktywne.

Pobudzeniu ulegały natomiast inne obszary – mózg pacjenta szukał alternatywnej drogi rozwiązania problemu.

Myślałem, że to metafora!

Kiedy w 2010 r. Zeman, Della Sala i ich współpracownicy opublikowali swoje wyniki, zainteresował się nimi popularyzator nauki Carl Zimmer. Jego artykuł w czasopiśmie „Discover”, opisujący przypadek MX, trafił do szerszej publiczności niż czysto naukowe doniesienie Zemana i Della Sali. Wkrótce do Zimmera zaczęli odzywać się czytelnicy, którzy rozpoznali u siebie symptomy podobne do opisanych. W odróżnieniu od MX twierdzili, że mieli ten problem od zawsze. Zimmer skontaktował ich z prof. Zemanem, który rozesłał ochotnikom ankiety z pytaniami dotyczącymi ich dolegliwości. Uzyskane wyniki Zeman, Della Sala i Michaela Dewar przedstawili w artykule opublikowanym w czerwcu 2015 r. w czasopiśmie „Cortex”. To właśnie tam po raz pierwszy zaproponowali użycie terminu „afantazja”. Jaki obraz wyłania się z ze-branych ankiet? Dziewiętnastu spośród 21 badanych było mężczyznami. Nie ma jednak pewności, czy występowanie afantazji jest faktycznie związane z płcią, czy też panowie częściej czytają magazyn „Discover”. Niemal połowa respondentów deklarowała całkowitą nieumiejętność przywoływania w myślach obrazu, a u pozostałych była ona słaba. Wszyscy zgodnie twierdzili, że zaburzenie to występowało u nich od zawsze, ale zwykle dopiero w wieku kilkunastu lub dwudziestu kilku lat orientowali się, że ich mózgi nie funkcjonują tak samo jak mózgi innych ludzi.„Nie pamiętam momentu, kiedy to sobie uświadomiłem, więc widocznie nie była to trauma” – śmieje się Karol. „Myślę, że miałem wtedy kil-kanaście lat, a impulsem pewnie była jakaś zwykła rozmowa. Zawsze dziwiło mnie, że niektórzy ludzie szczegółowo wyobrażali sobie wygląd bohaterów czytanej książki. Dla mnie to była abstrakcja. Czasem spotykałem się też ze stwierdzeniem, że komuś przed oczyma stawała twarz bliskiej osoby. Długo traktowałem to jako metaforę – no bo jak można w myślach przywołać tak skomplikowany obraz jak czyjaś twarz? Za którymś razem w końcu zrozumiałem, że inni ludzie naprawdę widzą obrazy w swojej głowie”.

Mimo słabej bądź zerowej umiejętności świadomego przywoływania wspomnień obrazowych 10 spośród 21 respondentów Zemana miewało mimowolne „przebłyski”, podczas których w ich umysłach pojawiał się jakiś obraz. Siedemnaście osób deklarowało ponadto, że ich sny mają charakter wizualny. Sugeruje to, że w części przypadków mózg zachował zdolność do odtwarzania wrażeń wzrokowych, nie działały jednak mechanizmy odpowiedzialne za świadomą aktywację tej funkcji.

Niesłyszalne melodie Około połowa badanych nie potrafiła odtworzyć w myślach również innych doznań zmysłowych: dźwięków (w tym ludzkich głosów), zapachów czy wrażenia dotykania określonej faktury. Do osób borykających się z tym problemem należy prof. Włodzisław Duch z Katedry Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Z publikacji, w których opisuje własny przypadek, dowiadujemy się, że nie potrafi odtworzyć w myślach żadnego dźwięku ani melodii, a mimo to zdołał nauczyć się grać na instrumencie muzycznym. Kiedy gra z nut, odtwarza mechanicznie kolejne ruchy i nie jest w stanie przewidzieć, jaki dźwięk powstanie po naciśnięciu danego klawisza. Dużo bardziej niezwykłe jest jednak to, że potrafi też improwizować. Jak sam twierdzi, nie ma nad tym świadomej kontroli, a kolejne dźwięki, układające się w miłą dla ucha melodię, zaskakują jego samego. Afantazji mogą towarzyszyć też inne problemy. Dla Karola najbardziej kłopotliwa była zawsze lekka prozopagnozja, czyli trudność w rozpoznawaniu ludzkich twarzy (zob. ramka). „W dzieciństwie sąsiedzi pewnie mieli mnie za gbura, bo im się nie kłaniałem” – wspomina. „A ja po prostu ich nie poznawałem. Miewałem też problemy ze śledzeniem akcji w filmach, zwłaszcza wojennych, gdzie wszyscy noszą identyczne mundury i bohaterów można rozpoznać jedynie po twarzach. Do dzisiaj zdarza mi się też mylić ze sobą pracowników innych działów w mojej firmie, szczególnie jeśli są w podobnym wieku i podobnej budowy ciała”.

Karol łączy swoją prozopagnozję z afantazją, ale prof. Zeman nie uważa tego za oczywiste. „Jest pewien związek” – wyjaśnia. „Ludzie cierpiący na prozopagnozję mają gorszą zdolność przywoływania w umyśle obrazów, a wiele spośród zgłaszających się do nas osób z afantazją wykazuje też objawy prozopagnozji. Są jednak wyjątki: afantazja bez prozopagnozji i vice versa. Potrzebne są dalsze badania, aby to w pełni zrozumieć”.

Weź udział w badaniach

Prof. Adam Zeman nadal zbiera dane od ochotników z całego świata. Jeśli masz nie-przeciętną (szczególnie dobrą lub wyjątkowo słabą) zdolność do tworzenia obrazów w umyśle, a do tego dobrze komunikujesz się w języku angielskim i chcesz przyczynić się do rozwoju nauki, napisz na adres [email protected]. W odpowiedzi otrzymasz do wypełnienia dwa kwestionariusze.

Trzeba sobie jakoś radzić

Karol miewa trudności z rozpoznawaniem nie tylko twarzy, ale i miejsc. „Wiele razy gubiłem się w nieznanej okolicy, bo droga powrotna nie wydawała mi się znajoma. A przecież szedłem nią ledwie pół godziny wcześniej”. Nasilenie problemów Karola malało z wiekiem. Z biegiem lat jego mózg wykształcał różne mechanizmy kompensacyjne, aby zastąpić brakujące funkcje. Karol ma dobrą pamięć do szczegółów – informacje o długości nosa, kształcie brwi czy obecności pieprzyków pomagają mu rozpoznawać twarze. Wyobraźnia przestrzenna, umiejętność posługiwania się mapą i nawyk kreślenia w pamięci pokonywanej trasy sprawiają z kolei, że gubi się dużo rzadziej niż dawniej. „Tak jak innych zdumiewa mój brak pamięci wzrokowej, mnie dziwi, że większość ludzi nie radzi sobie z komunikatem: spotkajmy się przy północno-wschodnim wyjściu z metra” – podsumowuje Karol.

O istnieniu różnych mechanizmów kompensacyjnych wspominali również respondenci Zemana. Dwie trzecie z nich zadeklarowało, że związane z afantazją problemy przezwyciężają dzięki szczególnie rozwiniętym zdolnościom werbalnym, matematycznym czy logicznym.

Pytany o dalsze plany badawcze prof. Zeman odpowiada, że razem ze współpracownikami będzie teraz skupiać się na porównywaniu osób o szczególnie dobrej i szczególnie słabej umiejętności przywoływania obrazów w pamięci. Dzięki zainteresowaniu mediów tematem ochotników nie brakuje. „W ciągu ostatnich dwóch miesięcy skontaktowało się z nami około 5 tys. ludzi” – cieszy się Zeman. W wyjaśnieniu zagadki afantazji i jej powiązań z innymi zaburzeniami pomagać będą nowoczesne metody obrazowania pracy mózgu. W ten sposób badacze nie będą musieli polegać jedynie na deklaracjach ankietowanych.

Karol również zgłosił się do udziału w projekcie. W temacie maila wysłanego do prof. Zemana wpisał „Teraz wiem, że to się nazywa afantazja!”. Jak mówi, już sama świadomość, że ktoś opisał i nazwał jego przypadłość, dużo dla niego znaczy. Docenia też możliwe korzyści z prowadzonych badań. „Może okaże się, że niektórym dzieciom afantazja utrudnia naukę i należy ją diagnozować odpowiednio wcześnie, jak dysleksję?” – zastanawia się. Prof. Zeman nie wyklucza i takiego scenariusza, ale – jak na naukowca przystało – powtarza, że konieczne są dalsze badania w tym kierunku.