Do sprzedaży trafia właśnie Ninja MultiPot XL 11-in-1 Multi-Cooker, który ma naprawdę wielkie ambicje, bo producent chce nim zastąpić masę sprzętów, które normalnie trzymamy w kuchni. I muszę przyznać, że zaczynam chcieć mieć to urządzenie w swojej kuchni.
Dwa mniejsze garnki czy jeden wielki?
Największym problemem większości klasycznych multicookerów był od zawsze fakt, że mowa o jednym, wielkim garze. Chcesz zrobić gulasz? Super, ale dodatki musisz dogotować sobie na tradycyjnej kuchence. Ninja postanowiła rozwiązać ten problem, przenosząc do świata garów swoje autorskie systemy DualZone oraz MegaZone.

W zestawie z urządzeniem dostajemy nie jeden, a aż trzy wymienne garnki, które całkowicie zmieniają zasady gry. Przede wszystkim mamy tutaj technologię DualZone, która pozwala włożyć do środka dwa osobne garnki o pojemności 3,1 litra każdy. Dzięki temu możemy w jednym czasie gotować dwa zupełnie różne dania, na zupełnie różnych temperaturach i w innych programach. W jednym pojemniku powoli dusi się wołowina w sosie, a w drugim tuż obok równolegle pyrka sobie ryż.
Kiedy natomiast musimy zrobić tylko jedno danie, ale za to duże, z pomocą przychodzi MeaZone. Wyciągamy małe garnki i zastępujemy je jednym wielkim garnkiem o pojemności aż 7 litrów. Dzięki temu spokojnie wykarmimy całą rodzinę i jeszcze na kolejny dzień zostanie.

Ninja zadbała też o wygodę podczas codziennego użytkowania, dlatego wszystkie naczynia mają zintegrowane, nienagrzewające się uchwyty. Po ugotowaniu obiadu nie musimy przekładać jedzenia do kolejnych naczyń, po prostu wyciągamy potrawę wprost z urządzenia i stawiamy bezpośrednio na stole. A gdy impreza się skończy, garnki wraz z dwudzielnymi pokrywami bez problemu lądują w zmywarce. Można też piec w nich w piekarniku, bo wytrzymują temperaturę do 220°C.
Jedennaście funkcji na jesienno-zimowe chłody
Premiera tego sprzętu idealnie wstrzeliła się w przełom października i listopada, co nie było przypadkiem To przecież dokładnie ten moment w roku, kiedy zrzucamy lekkie sałatki na rzecz gęstych, rozgrzewających gulaszy, zup i bardziej treściwych dań. I tu przechodzimy do nazwy, bo to jedenaście w jednym wcale nie jest tu dla ozdoby. Skoro Ninja chce zastąpić wiele sprzętów w jednym, to sprawdźmy, które dokładnie wzięto na celownik.
MultiPot XL radzi sobie z szeroką paletą kuchennych zadań. Znajdziemy tu m.in. funkcje wolnego gotowania, podpiekania/obsmażania (sear/sauté do 220°C), pieczenia, sous-vide, wolnego gotowania, gotowania ryżu, makaronu, dań typu hotpot, a także podtrzymywania ciepła. Sprzęt ma moc aż 1600 W, co pozwala na naprawdę solidne zrumienienie mięsa przed jego późniejszym długim duszeniem – a z tym tańsze multicookery miewały spore problemy.



Pomimo potężnej pojemności i zestawu nakładek, sama baza urządzenia jest zaskakująco zwarta. Mierzy zaledwie 21,26 cm wysokości, 33,22 cm długości oraz 45,39 cm szerokości, ważąc około 8,8 kg. Garnki zaprojektowano tak, by wchodziły jeden w drugi, więc nie trzeba tracić półki w szafce na osobną ekspozycję każdego naczynia.
Wielozadaniowy kombajn od Ninja zadebiutował na rynku w dwóch wariantach kolorystycznych – sterylnej bieli oraz odcieniach błękitnej szarości. Oficjalna cena została ustalona na poziomie 249,99 dolarów. Czy to dużo? Jeśli spojrzymy na to jak na pojedynczy garnek elektryczny – kwota może odstraszać. Kiedy jednak podliczymy, ile kosztowałoby kupienie osobno dobrej jakości wolnowaru, zaawansowanego ryżowaru, solidnego naczynia do sous-vide i wielkiej brytfanny z powłoką ceramiczną, wydatek zaczyna wyglądać na wyjątkowo przemyślaną inwestycję w porządek w kuchni i oszczędność prądu. Zamiast zastawiać cały blat kłopotliwym AGD, dostajemy jedno urządzenie, które ogarnia cały niedzielny obiad od A do Z.
Źródło:Ninja
