Dłużników alimentacyjnych prałbym po pyskach. Felieton Łukasza Orbitowskiego

Dlaczego alimenty nie mogą być ściągane z tą samą skutecznością, co zaległości w kredytach komercyjnych czy też podatkach? Odpowiednie mechanizmy istnieją i można je stosować. Wygląda na to, że interes banku bądź skarbu państwa jest ważniejszy niż dzieci i matek pozostawionych na lodzie.

W Polsce około miliona dzieci ma zasądzone alimenty. Liczba nieskutecznych egzekucji komorniczych w roku 2016 wynosiła ponad 660 tysięcy. Ściągalność komornicza w tym samym roku wyniosła 16,5%.. 95% niepłacących to faceci. Ich zadłużenie w 2017 wyniosło w sumie ponad 11 milionów złotych.

A teraz opowiem Wam o mojej koleżance

Nazwijmy ją Marysią, na cześć najsłynniejszej matki w dziejach. Marysia ma dziesięcioletnią córkę. Rozwiodła się pięć lat temu. Sąd przyznał jej dziecku alimenty w wysokości tysiąca złotych. Kwotę tę uznaję za uczciwą, lecz nie wygórowaną.

Wkrótce po procesie tatuś przestał płacić i zawinął się do Anglii. Tam mieszka do dziś. Marysia podreptała do sądu, gdzie podała dane byłego męża. Z nieznanych mi przyczyn urzędniczki domagały się zwłaszcza zdjęcia tego faceta. Na koniec Marysia musiała dokładnie wyliczyć wysokość zaległości z uwzględnieniem każdego miesiąca. Zrobiła to cztery razy w dwóch różnych sądach, a to ze względu na intensywną wędrówkę papierów po wydziałach.

Po tych przyjemnościach nastała półroczna cisza. W końcu przyszło pismo, a w nim informacja, że papiery poszły do Anglii. Marysia zadzwoniła do sądu z pytaniem jak przebiega sprawa. Dowiedziała się, że w ogóle nie przebiega. Pani przy telefonie doradziła cierpliwość i poprosiła o oświadczenie na piśmie, czy Marysia dalej nie dostaje żadnych alimentów. Rozjuszona Marysia zapytała czy w wypadku złożenia tego oświadczenia będzie jeszcze bardziej nie dostawała alimentów.

Minęło kolejne pół roku. Marysia znów podreptała do sądu. Jak wiemy, samotne matki mają mnóstwo czasu na kontakt z wymiarem sprawiedliwości. Kolejna pani powiedziała, że jeśli ojciec rezyduje poza granicami kraju oni właściwie nie mogą nic zrobić. Są od wysyłania papierków, niczego więcej. No, mogą przetłumaczyć pismo na angielski. Poprosiła jednak Marysię, aby uzasadniła, jak bardzo potrzebuje tego tysiaka co miesiąc. Kto wie, może umiera z głodu?

Zaległości dobiły pięćdziesięciu koła

Po jakimś czasie Marysia spuściła z tonu i zgłosiła, że ma w nosie zaległości. Te dobiły pięćdziesięciu koła. Chciałaby tylko regularnych wpłat co miesiąc w wysokości połowy zasądzonej kwoty, pięciuset złotych zamiast tysiaka. Usłyszała wówczas, że jeśli ojciec pracuje na czarno, to szanse są żadne. Niemniej trzeba mieć nadzieję.

 

Ponieważ państwo polskie troszczy się o swoich obywateli, a zwłaszcza o dzieci, Marysi zaproponowano fundusz alimentacyjny. Aby rodzinka załapała się na hajs z tej fantastycznej instytucji dochód na głowę musi wynosić nie więcej niż 750 pln na głowę. Nieszczęśliwie, Maryś zgarnia nieco ponad dwa koła w upokarzającej pracy, więc musi radzić sobie sama. Możliwe jednak, że wyleci z tej roboty. Kto wie, może wówczas fundusz nad nią się ulituje?

Przy okazji, bynajmniej nie w sądzie, Maryś dowiedziała się o zasadach rozliczeń z funduszem alimentacyjnym. Wyobraźmy sobie, że jednak dostaje pieniądze stamtąd, a po jakimś czasie tatuś dziewczynki (jakimś cudem zmuszony przez policję, Interpol albo Zakon Iluminatów) jednak zaczyna płacić. Wówczas Marysia musiałaby natychmiast zwrócić forsę od niego z powrotem do funduszu. Marysia, nie ojciec dłużnik. Cała ta zabawa przypomina osuszanie Wisły durszlakiem. Przy dobrych wiatrach wychodzi się na zero.

W międzyczasie Marysi doradzono jeszcze, żeby sama szpiegowała byłego męża, korzystając z portali społecznościach, a także ściganie rodziców faceta. Tych akurat łatwo znaleźć. Są na cmentarzu. Cała ta, opisana powyżej odyseja trwała kilka lat i nie skończyła się postojem w szczęśliwym porcie. Maryś jakoś wiąże koniec z końcem i chyba już rozumie, że prędzej zobaczy własne ucho bez lusterka niż te pieprzone alimenty.

Faceci to bydlęta

Tymczasem ja zastanawiam się w jakim kraju przyszło mi żyć. Nie chodzi tutaj o to, że ojcowie zazwyczaj nie płacą. Dłużników alimentacyjnych prałbym po pyskach choćby dlatego, że sam przez dziesięć lat płaciłem na dziecko i teraz czuję się jak frajer. Faceci to bydlęta i unikają odpowiedzialności, niezależnie od szerokości geograficznej.

Mam kredyt mieszkaniowy, a swojego czasu zawaliłem sprawy w skarbówce. Nie usiłowałem oszukać naszego wspaniałego państwa, po prostu zgubiłem trochę formularzy przy przeprowadzce, jakiś urzędnik odkrył błąd i wysłał nakaz zapłaty. Cóż, obolały i wściekły wyskoczyłem z finansów, tak samo jak spłacam ten kredyt, za sprawą którego mam dach nad głową. To normalne historie: podatki, kredyty.

Zastanawiam się jednak co byłoby, gdybym spróbował nie zapłacić jednego albo drugiego. Natychmiast miałbym zajęte konto i komornika pod drzwiami. Wynajmowałem kiedyś mieszkanie objęte egzekucją komorniczą i mniej więcej wiem jak to wygląda. Wydaje mi się też, że gdybym prysnął z Polski, wierzyciele w osobach banku i państwa polskiego znaleźliby mnie nawet w Pernambuco. Przesadzam troszeczkę, bo aż trzęsę się ze złości. Dlaczego alimenty nie mogą być ściągane z tą samą skutecznością, co zaległości w kredytach komercyjnych czy też podatkach? Odpowiednie mechanizmy istnieją i można je stosować. Wygląda na to, że interes banku bądź skarbu państwa jest ważniejszy niż dzieci i matek pozostawionych na lodzie.

 

To błąd ludzki, ale też systemowy.

Jest jeszcze ten festiwal upokorzeń, który musiała przejść Marysia. Od początku ustawiono ją w pozycji petenta, kogoś, kto musi się prosić. Mało tego, Marysię usiłowano nakłonić do wyjaśniania, dlaczego jej te pieniądze są potrzebne. Może gdyby była wystarczająco biedna coś dałoby się zrobić? Z tego co wiem, każdy  potrzebuje więcej forsy niż ma, łącznie z Grażyną Kulczyk i Zuckerbergiem. Tymczasem alimenty po prostu się należą i to nie jej, lecz dziecku. Mało tego, zostały zagwarantowane powagą polskiego sądu, czyli dokładnie tej samej instytucji, której przedstawiciele rozkładali potem ręce i mówili, że pomimo wszystko należy zachować nadzieję.

Marysia istnieje naprawdę, a jej niewesoły los oddałem tak wiernie jak mogłem. Raczej umniejszałem, niż wyolbrzymiałem. W Polsce, jak sądzę, istnieje kilkaset tysięcy takich Maryś.

Jej historia uświadomiła mi jedno. Powszechna bezkarność alimenciarzy (czy wspominałem już, że lałbym każdego takiego w mordę?) jest warunkowana bezwładem, bezradnością i bezczelną głupotą polskiego sądownictwa. To błąd ludzki, ale też systemowy. Przypominam sobie jak, całkiem niedawno, publicyści i komentatorzy polityczni zastanawiali się w telewizji dlaczego Polacy przystali na przejęcie sądów przez obecną władzę. Taka granda, a słupki sondażowe nie drgnęły.

A dlaczego Marysia ma tych sądów bronić?

Łukasz Orbitowski

Przeczytaj także —->>>> Mężczyźni wolą młode kobiety. Rzeczywistości nie można zakląć. Felieton Łukasza Orbitowskiego