Z najnowszych badań naukowych wynika, że zmiany klimatu, którymi ostatnio straszą nas ekolodzy i politycy, mają też swoje dobre strony. Nasza cywilizacja, zatruwając atmosferę dwutlenkiem węgla (CO2), metanem (CH4) i innymi gazami cieplarnianymi, w pewnym sensie działała w obronie własnej. Gdyby tego nie zrobiła, właśnie zaczynałaby się kolejna epoka lodowcowa – i to być może nawet taka, po której nigdy już nie byłoby odwilży.

NIE CZAS ŻAŁOWAĆ LASÓW

 
Globalne ocieplenie kojarzy nam się z początkiem epoki przemysłowej, kiedy ludzkość zaczęła na wielką skalę korzystać z węgla, ropy i gazu ziemnego. Wcześniejszy okres miałby być ekologicznie „czysty”. „To nieprawda. Cały proces rozpoczął się na długo przed tym, nim zaczęły dymić kominy fabryk” – twierdzi prof. William Ruddiman, klimatolog z University of Virginia. Przekonały go o tym badania lodowców Antarktydy. Wycięte z nich długie rdzenie lodowe zawierają pęcherzyki powietrza, które zostały uwięzione przez zamarzającą wodę na przestrzeni ostatnich 850 tys. lat. Analizując ich skład, uczeni mogą ustalić, jak zmieniała się atmosfera. Prof. Ruddiman przyjrzał się poziomom metanu i dwutlenku węgla.  To naturalne składniki powietrza, ale powstają także w wyniku „nieprzemysłowej” działalności człowieka. CO2 trafia do atmosfery wskutek wycinki lub wypalania lasów, a CH4 – jako produkt uboczny upraw niektórych roślin i hodowli zwierząt.

Raz na mniej więcej 100 tys. lat dwutlenku węgla jest w ziemskim powietrzu szczególnie dużo. Zbiega się to z końcem każdej epoki lodowcowej (choć naukowcy nie wiedzą jeszcze, dlaczego). Ostatni raz takie zjawisko wystąpiło 11 tys. lat temu – wówczas poziom CO2 wynosił ok. 280 ppb (cząsteczek na miliard cząsteczek powietrza). Potem zaczął spadać, ale coś przerwało ten naturalny proces. 8 tys. lat temu dwutlenku węgla znów zaczęło przybywać. Na początku XIX w., tuż przed rewolucją przemysłową, CO2 wrócił do „odwilżowego” poziomu 280 ppb (choć powinno go być o 40 ppb mniej).

Co było tego powodem? Prof. Ruddiman odpowiada krótko – rolnictwo. Właśnie około 8 tys. lat temu na naszym kontynencie pojawili się pierwsi rolnicy i zaczęli na wielką skalę wypalać lasy, by pozyskać tereny pod uprawę. Pożary uwolniły gigantyczne ilości CO2 – nie tylko ze spalonej masy roślinnej, ale również z gleby, gdzie zatrzymywały go do tej pory systemy korzeniowe drzew. Dzięki nowemu sposobowi produkcji żywności ludzie zaczęli prowadzić osiadły tryb życia i gromadzić dobra. To dało początek naszej cywilizacji – i jak się okazuje – także globalnemu ociepleniu.

RYŻOWY ATAK GAZOWY


Jeśli chodzi o metan, to badania rdzeni lodowych wskazują, że jego poziom osiąga maksimum raz na ok. 23 tys. lat. Zjawisko to udało się powiązać z cyklem zmian osi obrotu naszej planety. Na skutek specyficznego kąta padania promieni słonecznych lato na półkuli północnej robi się wtedy wyjątkowo upalne. Letnie monsuny (okresowe wiatry wiejące w południowej Azji) są wówczas silniejsze i niosą więcej opadów. Tropikalne ulewy powodują bujny rozkwit roślinności i gwałtowne powodzie, które zalewają ogromne połacie lądu. Bakterie gnilne mnożące się w stojącej wodzie produkują wielkie ilości metanu, który trafia do atmosfery. Podobne zjawisko zachodzi na obszarze Arktyki – mokradła dłużej pozostają niezamarznięte, a to prowadzi do nadmiernego rozrostu i gnicia roślin.

Ostatni „szczyt metanowy” w dziejach Ziemi miał miejsce dokładnie wtedy, gdy maksimum osiągnął poziom CO2 – 11 tys. lat temu. Stężenie CH4 wynosiło wówczas 700 ppb. Dziś, zgodnie z naturalnym rytmem, powinno niemal sięgnąć dna, czyli 450 ppb.

Tak się jednak nie stało. Około roku 1800 poziom metanu wrócił do wartości 700 ppb, a dziś osiąga już 1700 ppb. „Tego trendu nie da się wytłumaczyć naturalnymi przyczynami, bo taka sytuacja nie miała miejsca w ciągu ostatnich kilkuset tysięcy lat. To absolutnie niezwykłe zjawisko” – mówi prof. Ruddiman. W przypadku metanu punkt przełomowy wystąpił 5 tys. lat temu. Wtedy właśnie mieszkańcy Azji zaczęli siać ryż na znacznie większych niż do tej pory obszarach – umożliwiły to nowe systemy irygacyjne. Gdy pod wodą znalazły się wielkie pola ryżowe, wzrosła w nich produkcja metanu i globalne ocieplenie dostało nowy „napęd”.

MUSUJĄCE OCEANY