Czy Finowie nie boją się elektrowni jądrowych?

Różnie. Najczęściej jest tak, że elektrowni atomowej boją się ci, którzy mieszkają od niej daleko. Sąsiedzi kochają ją.

Dlaczego?


Elektrownia jądrowa przynosi duże zyski, więc płaci sowite podatki lokalne. I oferuje pracę. Elektrownie prowadzą też intensywne akcje informacyjne, zatem mieszkańcy wiedzą, że nie mają powodów do obaw.

A nie mają? Przecież państwa elektrownia w miejscowości Loviisa ma radziecki reaktor! Pamięta pan eksplozję w Czarnobylu!


To prawda, reaktor jest radziecki, ale systemy bezpieczeństwa są najlepszych firm zachodnich. Radzieckie reaktory były zresztą bardzo dobre. Do eksplozji w Czarnobylu doszło nie z powodu wady technicznej, ale złego kierowania elektrownią. U nas procedury są jawne i jasne, wyniki kontroli ogólnie dostępne i to jest różnica między radziecką energetyką jądrową a elektrowniami w krajach demokratycznych. Prócz tego elektrownia w Loviisie jest tak skonstruowana, że nie ma fizycznej możliwości, żeby doszło do eksplozji.

A co z ryzykiem wycieku radioaktywnego? Elektrownia w Loviisie ma ogrzewać Helsinki. Czy woda, która trafi do kaloryferów, nie będzie radioaktywna?


To fizycznie wykluczone, bo woda z reaktora nie popłynie do kaloryferów. W samej elektrowni są dwa obiegi wody, z czego tylko pierwszy przechodzi przez reaktor. Gdy będziemy wytwarzać ciepło, dojdzie jeszcze trzeci obieg, czyli woda, która popłynie rurami do Helsinek. To nie koniec, bo ten trzeci obieg tak naprawdę składa się z mniejszych obiegów, połączonych wymiennikami ciepła. Bariery pomiędzy reaktorem i kaloryferem są więc liczne, żadne promieniowanie nie ma szans się przedostać.

Chcecie państwo wysyłać ciepło z Loviisy do Helsinek. Ile to jest kilometrów?

Około 80.

To daleko jak na transport ciepła.

To będzie najdłuższa linia transportu ciepła na świecie.

Jak zamierzacie ją odizolować?

Wydrążymy tunele i w nich pobiegną rury. W Finlandii prawie wszędzie mamy skały, co akurat w tym wypadku jest szczęśliwą okolicznością, bo w skale tunele drąży się bardzo dobrze. Poprowadzimy stalowe rury w 15-centymetrowej izolacji. Powietrze w tunelach stanowić będzie dodatkową izolację. Straty ciepła będą niewielkie, kilkuprocentowe. To mało w porównaniu z zyskami, jakie wygeneruje elektrociepłownia.

To znaczy?

W zwykłej elektrowni atomowej marnuje się mnóstwo ciepła. Woda przepływająca przez reaktor rozgrzewa się i przekazuje ciepło do drugiego obiegu, z którego woda – w formie pary – napędza prądotwórcze turbiny. Jeżeli wykorzystamy dalej to ciepło, uzyskamy wzrost wydajności elektrowni o kilkadziesiąt procent! Elektrownia jądrowa i tak jest wydajna, jako elektrociepłownia będzie jeszcze wydajniejsza. Nie mówiąc już o tym, że w przeciwieństwie do ciepłowni węglowych nie zatruje środowiska.

Jak to? A odpady promieniotwórcze? Zużyte paliwo jądrowe?

Dla zużytego paliwa reaktora budujemy w Finlandii specjalne składowisko na głębokości 500 metrów, wykute w skale. Trudno sobie wyobrazić, by promieniowanie się stamtąd wydostało.

Przedstawia pan energetykę jądrową tak, jakby była lepsza dla środowiska niż wszystkie ekologiczne sposoby uzyskiwania energii razem wzięte.


Nie przesadzajmy. Są sposoby bardziej ekologiczne, ale mają bardzo istotne ograniczenia. Bez wątpienia najlepsza jest energetyka wodna, daje energię tanią i czystą, ale nowych elektrowni wodnych buduje się bardzo mało, bo gdzie mogły powstać, tam już powstały. Są kraje, takie jak Norwegia, górzyste, gdzie całą niemal potrzebną energię czerpie się z nurtów rzek. Ale większość państw nie ma takich warunków naturalnych.

A energia wiatrowa?


Ta jest niestety bardzo droga. Prąd z elektrowni wiatrowej jest 2,5 razy kosztowniejszy niż z atomowej. Państwo (czyli jego obywatele) musi dopłacać do tego rodzaju turbin. Musimy więc budować elektrownie jądrowe – żeby nas było stać na wznoszenie wiatraków.

Jądrowa elektrociepłownia

Pomiędzy reaktorem jądrowym a mieszkaniami, które miałby on ogrzewać, istnieje wiele barier – nie ma możliwości, by do domów dotarła woda radioaktywna. W samej elektrowni są dwa obiegi wody (woda napędzająca turbinę nie jest już napromieniowana). Pomiędzy elektrociepłownią a miastem są też wymienniki ciepła, czyli miejsca, w których jeden obieg wody się kończy a zaczyna inny.