Zapracowani rodzice bardzo często spotykają się z surową oceną, które zarzuca im pogoń za pieniądzem i braku czasu dla dzieci, a wciąż rosnące ceny rodzinnych rozrywek, z których mogą korzystać w ciągu ograniczonego czasu wolnego, nie są dla nich zbyt dobrym pocieszeniem. Ale mogą nim być badania, które mówią, że dzieci wcale nie mają swoim rodzicom za złe, że dużo pracują i nie wydają fortuny na wycieczki do kina czy parków rozrywki – najbardziej jakościowym czasem dla nich okazuje się być zwykłe, codzienne życie rodzinne.


Jednym ze wspomnianych badań było to przeprowadzone w 2015 roku przez socjolożkę z Uniwersytetu Toronto, Melissa Milkie, które wykazało, że ilość czasu, jaki dzieci w wieku od 3 do 11 lat spędzają z rodzicami, nie ma żadnego wpływu na ich samopoczucie emocjonalne, zachowania czy sukcesy naukowe. Chociaż badania Milkie nie kwestionowały korzyści płynących ze wspólnego spędzania czasu, okazało się, że jego ilość ma tak naprawdę niewielkie znaczenie. Jedyna zależność czasu spędzanego dzieckiem a jego rozwojem, jaką wykazały przeprowadzone przez socjolożkę testy, dotyczy nastolatków w okresie dojrzewania, w których przypadku spędzanie więcej czasu z matką wiąże się z niższym poziomem zachowań o charakterze przestępczym. Podobne wnioski przyniosło zeszłoroczne badanie w Wielkiej Brytanii, które koncentrowało się ojcach – wykazało, że dzieci, których ojcowie cieszą się rodzicielstwem, co jest ważniejszym czynnikiem, niż ilość spędzanego wspólnie czasu, wykazują mniej problemów behawioralnych w szkole. 

 

Ale czym właściwie jest to “codzienne życie rodzinne”, które wystarczy dzieciom do prawidłowego rozwoju emocjonalnego? Autorzy badań z 2007 roku, którym przewodził Tamar Kremer-Sadlik, profesor antropologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, twierdzą, że to nic szczególnego. 

 

Chodzi o najzwyklejszą codzienność – to spokój w rodzinnym domu, wspólne wykonywanie prac domowych, robienie zakupów i załatwianie spraw na mieście zapewniają rodzinom najbardziej jakościowy czas i sprzyjają budowaniu silnej relacji między dziećmi i rodzicami, a spontaniczne interakcje społeczne w trakcie tych chwil przynoszą dodatkową korzyść – uczą najmłodszych współistnienia z innymi. Dzieci, które wzięły udział we wspomnianym badaniu, wskazały właśnie takie spędzanie czasu jako cenniejsze, niż planowane atrakcje, w których nie ma miejsca na spontaniczność.

 

Wygląda na to, że ten “jakościowy czas” z dziećmi, który media tak sprytnie ubrały w wielomilionowy biznes rodzinnej rozrywki, wcale nie musi tak wyglądać – wystarczy zdjąć z niego filtr presji kulturowej i zamienić go na taki, przez który spojrzymy na problem oczami dziecka. Bo nie chodzi o to, ile pieniędzy będziemy wydawać – z najmłodszymi zostanie na zawsze jedynie to, jak czuli się u boku swoich rodziców i tylko to ma w tym przypadku znaczenie.