Co roku w USA pod auspicjami stowarzyszenia SAE International i firmy Lockheed Martin odbywa się konkurs Aero Design East. Zadanie jest pozornie proste – zbudować jak najlżejszy model samolotu, który uniesie jak największy ładunek. W tym roku w klasie Advanced zwyciężyła polska konstrukcja zwana Evolution – maszyna o wadze 4,5 kg, która podniosła aż 18,5 kg. „Nasz model był najlżejszy – konkurencyjne ważyły co najmniej 7 kg. Co ważne, Evolution nigdy nie uległ zniszczeniu podczas lotu” – podkreśla z dumą Andrzej Zinkiewicz, prezes Koła Naukowego SAE Politechniki Warszawskiej.

Jaki jest sekret polskiej ekipy? „Udało nam się połączyć teorię z praktyką i 20-letnimi doświadczeniami naszego koła” – mówi Zinkiewicz. Przydaje się też twórczy „recykling” – Evolution to udoskonalona wersja modelu Kiwi, który w 2009 r. zajął drugie miejsce na zawodach, a rok temu – pierwsze. Ważną rolę odgrywa też sprawność manualna. „Niektóre elementy konstrukcji muszą być wykonane ręcznie. Gdyby miały to zrobić maszyny, samolot byłby cięższy” – wyjaśnia Zinkiewicz. Choć budowanie modeli może się wydawać zabawą, jej cel jest bardzo konkretny – wypracowanie rozwiązań, które znajdą zastosowanie przy budowie pełnowymiarowych samolotów. „Ja sam jestem pasjonatem silników, także lotniczych. Jeśli uda się np. zmniejszyć zużycie paliwa o 5 proc., to oznacza większy udźwig samolotu, a więc większe zyski” – mówi Zinkiewicz. Nic dziwnego, że studenckie sukcesy często przekładają się na zawodowe – byli członkowie koła pracują m.in. w firmie General Electric czy Instytucie Lotnictwa.

Podgrzewane akumulatory

Niewielka waga była też jednym z atutów innej maszyny: auta skonstruowanego przez studentów Politechniki w Śląskiej w Gliwicach, które wystartowało w zawodach The Greenpower Corporate Challenge na torze Silverstone w Wielkiej Brytanii. To wyścig samochodów elektrycznych. Gliwickie auto zajęło drugie miejsce w wyścigu i dostało nagrodę za najlepiej skonstruowany samochód. Organizatorzy wyścigu narzucają, jakie baterie i jaki silnik (szczotkowy, o mocy około 1/3 KM) mają zostać użyte w aucie. Konstruktorzy bazują na tych elementach. Gliwiccy studenci już raz startowali w wyścigu (w 2010 roku) i zajęli szóste miejsce. W tym roku zupełnie przebudowali samochód. – Zmieniliśmy niemal wszystko – mówi lider projektu Paweł Borek. – Na przykład kształt karoserii. Zasłoniliśmy koła i obniżyliśmy auto tak, że kierowca niemal leżał w nim, 30 cm nad ziemią. Zastosowaliśmy też pewien fortel: przed startem podgrzaliśmy akumulatory do 50oC, żeby były bardziej wydajne.

Jak twierdzi Borek, Polacy byliby pierwsi, ale zabrakło im nieco szczęścia. Borek jest przekonany, że samochód po drobnych poprawkach w przyszłym roku nie da szans konkurencji – tegoroczny zwycięzca będzie tylko bezradnie patrzył, jak znikamy mu z oczu – obiecuje.