Ściany z ESM odkupują grzechy klimatyczne. Naukowcy USA pokazali materiał ujemny emisyjnie

Aktualnie każdy postawiony budynek jest problemem z punktu widzenia globalnego ocieplenia. Beton, fundament naszej cywilizacji, od dawna ma status brudnego sekretu architektury. Jest wszędzie, ale koszt jego obecności okazuje się wyjątkowo wysoki dla planety. Oto jednak teraz pojawiła się koncepcja, która odwraca tę logikę o 180 stopni.
...

Naukowcy z Worcester Polytechnic Institute pokazali światu materiał, który nie tylko nie obciąża atmosfery dwutlenkiem węgla, ale na dodatek aktywnie pomaga ją oczyszczać. Brzmi to wprawdzie tak, jak spełnienie marzeń ekologów i wizjonerów zrównoważonego rozwoju, ale rewolucji nie ma co oczekiwać z dnia na dzień. Droga do powszechnego zastosowania jest długa, choć sama idea zasługuje na uwagę, bo pokazuje, że można myśleć o budownictwie zupełnie inaczej. Z drugiej strony musimy pamiętać, że ostatnio naukowcy zbadali tradycyjny beton dokładniej i wykazali, że już teraz “budynki walczą z dwutlenkiem węgla“.

Enzym z naszej krwi może stać się kluczem do zielonego budownictwa

Podstawą nowego materiału, który doczekał się miana Enzymatycznego Materiału Strukturalnego (ESM), jest enzym powszechnie występujący w naturze. Mowa o anhydrazie węglanowej, czyli tej samej, która w naszych czerwonych krwinkach umożliwia wydalanie dwutlenku węgla. Badacze postanowili wykorzystać ten biologiczny mechanizm w zupełnie nowym kontekście, bo ich pomysł polega na wykorzystaniu enzymu do przekształcania CO2 w stały składnik materiału budowlanego.

Czytaj też: Wysadzić Antarktydę atomówkami, żeby uratować Ziemię przed efektem cieplarnianym. Czy to ma sens?

Proces jest inspirowany sposobem, w jaki natura tworzy muszle czy rafy koralowe. Enzym przyspiesza reakcję wody z dwutlenkiem węgla, prowadząc do wytrącania się kryształów kalcytu. Te mikroskopijne struktury działają jak naturalny spoiwo, łącząc cząstki piasku i węgla w twardą, skałopodobną masę. Elegancja tego rozwiązania polega na naśladowaniu sprawdzonych przez miliony lat procesów, zamiast polegania na energochłonnej chemii przemysłowej.

Wytrzymałość i szybkość, które przebijają tradycyjny beton

Gdy rozmawiamy o materiałach konstrukcyjnych, teoria musi ustąpić miejsca twardym danym technicznym. Tutaj ESM również prezentuje się obiecująco. Podczas gdy konwencjonalny beton potrzebuje blisko miesiąca, aby osiągnąć pełną wytrzymałość, nowy materiał można formować w gotowe elementy w ciągu zaledwie kilku godzin. Ten szczegół nie tylko przyspieszyłoby procesy budowlane, ale też zredukował koszty logistyki i składowania.

Czytaj też: Woda pewnikiem, a nie luksusem. Przełom z MIT może zmienić pustynie w miejsca do życia

Jeśli chodzi o odporność, średnia wytrzymałość tego materiału na ściskanie wynosi 25,8 MPa, co przekracza minimalne normy stawiane betonowi konstrukcyjnemu. Kluczowym osiągnięciem jest również stabilność w kontakcie z wilgocią. Wcześniejsze bio-materiały często traciły swoje właściwości w takich warunkach, co dyskwalifikowało je w praktyce. ESM radzi sobie z tym problemem wzorowo, co z kolei otwiera drogę do realnych zastosowań w zewnętrznej infrastrukturze. Produkcja odbywa się w relatywnie niskich temperaturach, bo bez potrzeby rozpalania wielkich pieców do ponad 1450 stopni Celsjusza, jak ma to miejsce przy wytwarzaniu cementu.

Wyjątkowy bilans emisji i długa droga do placu budowy

W kwestii bilansu emisji pojawia się najbardziej wymowny argument. Standardowa produkcja metra sześciennego betonu uwalnia do atmosfery około 330 kilogramów CO2, a ten sam wolumen materiału ESM ma potencjał, aby związać i przechować 6,1 kilograma dwutlenku węgla. Różnica jest więc fundamentalna, bo zamiast być źródłem emisji, budulec staje się jej pochłaniaczem, a to bardzo ważne, bo branża budowlana odpowiada za jedną trzecią globalnych emisji gazów cieplarnianych. Nawet częściowe wdrożenie technologii o ujemnym bilansie węglowym mogłoby przynieść odczuwalne skutki. Dodatkowym atutem jest możliwość recyklingu i naprawy tego materiału, co wpisuje się w gospodarkę o obiegu zamkniętym i redukuje góry odpadów budowlanych.

Wyniki opublikowane w czasopiśmie Matter są jednak dopiero pierwszym rozdziałem tej historii. Zespół, wspierany finansowo przez National Science Foundation, pracuje teraz nad skalowaniem procesu i dalszym poprawianiem właściwości mechanicznych. Cel jest ambitny, bo zakłada nawet zastosowania w wysokich konstrukcjach i nie jest to tylko czcze gdybanie, bo technologia jest już chroniona zgłoszonym patentem. Trzeba jednak zachować pewien realizm. ESM nie zastąpi jutro betonu w budownictwie, ale dążenie do realizacji tej wizji jest na wagę złota.

Czytaj też: Ruszyła produkcja akumulatorów przyszłości. Chiny chwalą się nawet 2-krotnie wyższym zasięgiem

Wyzwania związane z masową produkcją nowego materiału, długoterminową trwałością w różnych warunkach klimatycznych oraz konkurencyjnością kosztową pozostają do pokonania. Niemniej jednak sam kierunek poszukiwań jest niezwykle cenny. Pokazuje bowiem, że przyszłość budownictwa nie musi być kopią przeszłości, a innowacja może iść w parze z regeneracją środowiska. W czasach, gdy liczy się każda tona wyemitowanego dwutlenku węgla, takie pomysły przestają być akademicką ciekawostką, a stają się potencjalną koniecznością i kierunkowskazem dla całej branży.