Najnowsze dane statystyczne oraz obserwacje trendów społecznościowych pokazują, że to właśnie pokolenie, na które najczęściej narzeka się w kontekście uzależnień od telefonów czy social mediów, przywraca biblioteki do łask i zmienia je w najmodniejsze miejsca na miejskiej mapie.
Odrodzenie w liczbach: miliony czytelników i wypożyczeń
Biblioteki zajmują szczególne miejsce w moim sercu, bo większość dzieciństwa spędziłam w jednej, chodząc tam po szkole i pochłaniając kolejne książki. Potem trochę od tego odeszłam, ale w dorosłości wciąż chętnie tam chodzę, wypożyczając kolejne książki, bo przecież nie wszystkie zmieszczą się na moich półkach. Poza tym, obecnie ceny nowych tomów też szybują w górę, a w ten sposób mogę czytać i nie wydawać na to pieniędzy – idealnie, prawda?
Najbardziej cieszy mnie fakt, że renesans bibliotek nie jest tylko powierzchowną modą i skupieniem się na lokacji, tylko niesie za sobą prawdziwe, twarde dane dotyczące zwiększenia się liczby wypożyczeń. Z opublikowanych raportów Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2025 roku z bibliotek publicznych w Polsce korzystało aż 5,4 miliona osób, a łączna liczba wypożyczeń przekroczyła barierę 99 milionów. To kolejny rok z rzędu, w którym oba te wskaźniki wyraźnie poszły w górę.
Oczywiście nie oznacza to prostego powrotu do realiów sprzed kilku dekad, gdy biblioteka była jedynym oknem na świat i wyłącznym źródłem dostępu do literatury. Statystyki wyraźnie sugerują jednak, że po latach spadków zainteresowanie tradycyjną książką najpierw się ustabilizowało, a obecnie przeżywa bardzo dynamiczny wzrost. Równolegle badania cyklicznie prowadzone przez Bibliotekę Narodową jednoznacznie wskazują, że to właśnie najmłodsze grupy wiekowe należą dziś do najaktywniejszych czytelników w całym kraju.

Fenomen BookToka, czyli jak algorytm pokochał papier
Na bookmedia można narzekać, ale nie da się zaprzeczyć, że to właśnie one odegrały ogromną rolę w tym czytelniczym odrodzeniu. W szczególności TikTok i uformowana na nim społeczność BookToka ma tu swoje ogromne zasługi. Tysiące młodych twórców zaczęło publikować kilkunastosekundowe, estetyczne i emocjonalne materiały wideo, w których polecają ulubione powieści, recenzują nowości wydawnicze i dzielą się wrażeniami z lektury.
Efekt okazał się porażający. Wiele książek, które lata temu zniknęły z półek księgarskich, nagle powracało na pierwsze miejsca list bestsellerów długo po swojej oficjalnej premierze. Wydawcy wprost przyznają, że dyktowane przez nastolatków i dwudziestolatków trendy na BookToku mają dziś kluczowy wpływ na rynek i wielkość nakładów. Co prawda ma to swoją gorszą stronę i szybko zmieniające się trendy w bookmediach doprowadzają do masowego wydawania kiepskich pozycji, ale fakt pozostaje faktem, że ta internetowa moda płynnie przeniosła się ze świata wirtualnego do rzeczywistości.
Młodzi ludzie z listy rekomendacji wygenerowanej przez algorytm idą prosto do najbliższej biblioteki, by wypożyczyć upatrzone tytuły, bo często zwyczajnie nie stać ich na zakup lub nie wiedzą, czy dana pozycja im się spodoba.
Poszukiwanie „trzeciej przestrzeni” w przebodźcowanym świecie
Dlaczego jednak pokolenie Z decyduje się na spędzanie długich godzin przy bibliotecznych stolikach, zamiast po prostu zabrać książkę do domu lub iść do modnej kawiarni? Kluczem do zrozumienia tego zjawiska jest socjologiczne pojęcie tak zwanej trzeciej przestrzeni, która określa strefę między domem a szkołą czy pracą. To miejsce, w którym można odpocząć, budować relacje bez presji i po prostu przebywać.
Jeśli się nad tym chwilę zastanowimy, to biblioteka jest do tego idealna. Jasne, kawiarnie czy restauracje albo przestrzenie coworkingowe wydają się oczywistym pomysłem, jednak tam jest głośno i trzeba płacić. W bibliotece natomiast opłat nie ma, można spędzić czas w przyjemnej ciszy, w której nauka czy praca przebiegają bez zakłóceń, a do tego można też odpocząć od ciągłego przebodźcowania, bo nie ma muzyki, głośnych dźwięków i migających ekranów.

Amerykańskie badania przeprowadzone przez Public Library Association pokazują, że odsetek przedstawicieli generacji Z odwiedzających biblioteki wzrósł z 54 procent w 2022 roku do aż 67 procent w 2025 roku i kompletnie się temu nie dziwię. Dla młodych ludzi to bezpieczna przystań, w której mogą popracować w skupieniu lub spotkać się ze znajomymi ze studiów.
Domy kultury na miarę XXI wieku
Jeśli jednak dawno nie odwiedzaliście bibliotek, to musicie wiedzieć, że nie wyglądają one już dokładnie tak, jak jeszcze dekadę temu. Wśród regałów z książkami również nastała nowoczesność, zmieniając je w żywe, dynamiczne centra lokalnej kultury i integracji. Zwłaszcza w miastach organizowane są tam różne akcje, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.
Takie akcje przyciągają miliony uczestników, którzy przychodzą po książkę, a potem wracają na kameralne spotkania autorskie, wieczorki poetyckie, kluby książki czy warsztaty. W bibliotekach organizowane są również projekcie filmowe, kameralne wystawy czy profesjonalne zajęcia edukacyjne. Tak naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Nie wiem, jak w innych miastach, ale u mnie dodatkowo pojawiają się kiermasze książek i zawsze wychodzę stamtąd obładowana pozycjami do przeczytania, na które wydałam grosze.
Patrząc na ostatnie trendy, ten wydaje mi się najlepszy, zwłaszcza że prowadzi do poważnych zmian. Czytanie jest bardzo ważne w naszym życiu i rozwija nas na wielu poziomach. Fakt, że pokolenie Z ratuje biblioteki, tworząc z nich modne miejsca jest ważne, ale najważniejszy jest fakt, iż wiąże się to ze wzrostem czytelnictwa.
