W 59 r. p.n.e. obyczaje w republice rzymskiej sięgnęły dna (a raczej bruku). Pewnego dnia konsul Bibulus został napadnięty w drodze na forum. Urzędnik oprócz ran fizycznych musiał leczyć urażoną dumę – ktoś „na jego głowę wywrócił kosz z brudami”. Co gorsza ucierpiała też powaga republiki: podczas napadu połamano fasces (rózgi) – oznaki władzy konsularnej. Ten sam los spotkał w następnym roku konsula Gabiniusa, który został na ulicy zaatakowany i pobity, jego fasces zniszczono, a towarzysząca mu świta poszła w rozsypkę.

MIEJSKA PARTYZANTKA


Najsłynniejsze nieformalne siły zbrojne pozostawały na usługach trybuna plebejskiego Publiusa Clodiusa Pulchra. W 62 r. p.n.e. zdobył on wątpliwą „sławę” dzięki przestępstwu religijnemu. Przebrany za kobietę wszedł do domu Cezara w czasie świąt Bona Dea, w obchodach których nie mogli brać udziału mężczyźni. Nie wiemy, czy chciał spiskować, czy też romansować z żoną Cezara Pompeją, a może zrobił to po prostu dla żartu... Stanął jednak przed sądem i tylko dzięki łapówkom uniknął kary.

Publius pochodził z patrycjuszowskiej, arystokratycznej rodziny Klaudiuszy, nie mógł więc otrzymać stanowiska, na którym najbardziej mu zależało – trybuna ludowego (funkcja była dostępna jedynie dla plebejuszy). Ci obierani na rok przedstawiciele plebsu byli nietykalni, mogli ingerować w działalność urzędników rzymskich, a także zwoływać zgromadzenia ludowe i wnosić projekty ustaw. W myśl zasady dla chcącego nic trudnego w 59 r. p.n.e. Publius za pośrednictwem adopcji przeszedł do stanu plebejuszy, i z Klaudiusza stał się Klodiuszem. Droga do trybunatu stanęła otworem.

Mimo wielkich możliwości wiążących się z urzędem Klodiusz postanowił zatroszczyć się o środki do jeszcze skuteczniejszego sprawowania władzy. Nowy trybun stanął na czele stronnictwa politycznego popularów, cieszącego się poparciem plebsu. To właśnie na wniosek trybuna wznowiły działalność zawieszone przez Senat w 64 r. p.n.e. stowarzyszenia (collegia), a nowa ustawa zapewniła wolność zrzeszania się. Głównym celem działalności tych związków był werbunek do oddziałów zbrojnych, mających czynnie wesprzeć politykę trybuna. Pod pozorem zapisywania się do kolegiów, organizowano w całym mieście regularny zaciąg do band Klodiusza. Wstępowali do nich zbiegli niewolnicy, gladiatorzy, obcy (zamieszkujący w stolicy nieobywatele), wreszcie przedstawiciele proletariatu. Zagorzały optymata (zwolennik władzy Senatu) Cyceron wprost nazywa te bojówki oddziałami zbrojnymi (łac. manus, operae) lub wojskiem (exercitus). Czasami pogardliwie określa ich członków mianem stad bydła (greges). Terminologia wojskowa jest całkiem na miejscu, bowiem oddziały – jak regularna armia – dzieliły się na centurie i być może na dekurie, na ich czele stali zaś centurionowie i dekurionowie, zwani wodzami (duces).

Klodiusz uzbroił swoich ludzi w miecze, tarcze, sztylety i noże, ale czasami w warunkach miejskich lepszą bronią okazywały się pałki i uliczny bruk. Nie wiemy, jak byli szkoleni, ale zwrot Cycerona „wyborowe oddziały” może świadczyć, że pewne jednostki stanowiły dobrze wyćwiczoną siłę bojową. Tajemnicą pozostaje też liczebność oddziałów. Cyceron, który podaje, że niektóre sprawy na zgromadzeniu były rozstrzygane przez „sześciusetosobowe siły”, zapewne mówił tylko o... części klodiańskich bojówek, bowiem podejmowane przez trybuna akcje wymagały znacznie większych sił.

Oczywiście bojówkarze musieli być opłacani. Skąd Klodiusz brał na ten cel pieniądze? Majątek trybuna raczej nie wystarczyłby na żołd – być może wspomagali go dawni triumwirowie Krassus oraz Cezar. Sam Klodiusz także nie próżnował i pomysłowo zdobywał dodatkowe fundusze: Brogitarusowi z Galacji sprzedał za ogromną sumę tytuł królewski oraz urząd kapłański bogini Wielkiej Matki. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczono na żołd.

SZTUKA PERSWAZJI

 

Największym przeciwnikiem politycznym Klodiusza był nie kto inny, tylko słynny mówca Marek Tullius Cyceron. Klodiusz jako trybun przeforsował ustawę stanowiącą, że nie można skazać obywatela rzymskiego na śmierć bez procesu. Prawo to było wymierzone bezpośrednio przeciw Cyceronowi, który 4 lata wcześniej doprowadził do wykrycia spisku Katyliny i skazania na śmierć jego członków. Kiedy na zgromadzeniu rozważano wniosek o wygnanie mówcy, bojówki napadały na ekwitów broniących Marka Tuliusza i „przekonywały” do głosowania za ustawą. Cyceron musiał opuścić Rzym, a jego dom na Palatynie spalono. Kiedy w 57 r. p.n.e. w okresie „odwilży” myślano o odwołaniu go z wygnania, bandy Klodiusza napadły na robotników pracujących przy odbudowie domu, a następnie spaliły siedzibę Kwintusa, brata Cycerona. Na tym się nie skończyło – pechowy członek rodziny został napadnięty przy Via Sacra.

Klodiusz nie bał się zadzierać z najpotężniejszymi obywatelami Rzymu: gdy Pompejusz Wielki nie poparł polityki trybuna, ten rozkazał rozpocząć oblężenie willi byłego triumwira. Taktyka okazała się tak skuteczna, że Pompejusz został zupełnie odsunięty (choć na krótko) od spraw publicznych. Z kolei kiedy pretor miejski Fulvius chciał ująć armeńskiego księcia Tigranesa, wypuszczonego na wniosek Klodiusza (za co wziął pieniądze!), klodiańskie oddziały napadły na pretora i jego ludzi. Wielu z nich zginęło, a wysoki urzędnik ledwo ocalił życie. Członkowie bojówek jednak nie tylko bili, ale także brali udział w akcjach wymagających nieco większej finezji. Cyceron pisze, że ludzie Klodiusza podczas zgromadzeń dźgali rylcami albo tak manipulowali tabliczkami do głosowania, że każdy dostał tylko tę z napisem uti rogas („tak jak prosisz”, czyli za ustawą).

Stronnicy Senatu uznali, że jedyną obroną przed bezprawiem będzie walka tą samą bronią (a trzeba podkreślić w tym miejscu, że w Rzymie nie było policji). Optymaci zaczęli tworzyć własne oddziały zbrojne. Najpierw zwerbowali je czołowi członkowie stronnictwa: Sestius i Fabricius, potem zaciągu dokonał Titus Annius Milo. Na ulicach Rzymu zaczęły odbywać się regularne bitwy. Przy świątyni Kastora, bazie wypadowej ludzi Klodiusza, doszło do krwawych starć. Cyceron obrazowo wspominał, „jak Tybr wypełnił się ludzkimi trupami, zapchały się ścieki, a krew z forum zmywano gąbkami”. W tej potyczce rozbite zostały oddziały Sestiusa i Fabriciusa, jednak potem we wrześniu 57 r. p.n.e. klęskę ponieśli ludzie Klodiusza. Koniec tego roku to pasmo codziennych walk ulicznych. W listopadzie żołnierze trybuna, trzymając w rękach zapalone pochodnie i obnażone miecze, natarli na dom Milona na Palatynie. Sam Klodiusz zamieszkał na czas oblężenia po sąsiedzku u Publiusa Sulli. Spotkała go jednak przykra niespodzianka. Optymaci zdołali zgromadzić oddziały, które znienacka zaatakowały od tyłu, zadając bojówkom Klodiusza ogromne straty. Nigdy już jego bandy nie odzyskały dawnej siły, a w następnym roku trybun unikał starć z ludźmi Milona. W listopadzie 57 r. p.n.e. to Milo obsadził Pola Marsowe, na których odbywały się zgromadzenia wyborcze. Klodiusz, jak pisał Cyceron, „nie odważył się przyjść na Pola ze swoimi doborowymi oddziałami zbiegłych niewolników”. W 56 r. p.n.e. Senat powziął ustawę znoszącą kolegia, tym samym odcinając trybuna od możliwości rekrutacji i uzupełniania sił.

W 53 r. p.n.e. Klodiusz starał się o urząd pretora i zamierzał odtworzyć potęgę oddziałów, werbując niewolników. Udało mu się zablokować zgromadzenie wybierające konsulów na rok 52 i Rzym rozpoczął rok bez najwyższych urzędników. 20 stycznia 52 r. p.n.e. przy Via Apia, niedaleko miejscowości Bovillae doszło do spotkania Milona i Klodiusza. Milo wraz ze swoimi bojówkami, złożonymi z gladiatorów, jechał do Albanum, Klodiusz wracał do Rzymu. Gdy oba orszaki mijały się, doszło do bójki, a rannego przywódcę popularów przeniesiono do pobliskiej gospody. Milo, który jechał na przodzie i nie śledził potyczki, zawrócił i ponownie zaatakował przeciwnika, a Klodiusza kazał wyciągnąć z gospody i zabić.

Na wieść o śmierci wichrzyciela Rzym zawrzał, doszło do zamieszek wywołanych tym razem nie przez bojówki, ale spontaniczne wystąpienia plebsu i niewolników. Ludzie Milona udaremnili spalenie jego domu. Senat postanowił położyć kres walkom ulicznym i władzę w państwie przekazał Pompejuszowi, interreksowi Lepidusowi (bowiem nie było konsulów) oraz trybunom ludowym. Nastroje powoli opadały, ale Rzym z zamieszek ulicznych wkraczał w okres długich wojen domowych.