W opinii bioetyka dr. Kevina Smitha ze szkockiego Uniwersytetu Abertay, technologia edycji genów osiągnęła poziom na tyle zaawansowany, że operacje na ludzkim embrionie są obarczone jedynie niewielkim ryzykiem. Swoje przemyślenia opisał w magazynie ”Bioethics” w artykule ”Czy nadszedł już czas by zmieniać ludzki genom? Perspektywa utylitarna”.

Wychodzi on z założenia, że skoro już od lat 70. XX wieku ludzie, motywowani komercyjnym wykorzystaniem zwierząt manipulują ich genomem, to nadszedł czas zmieniać nas samych. Tutaj celem nie byłoby wybieranie koloru włosów czy oczu, a wycinanie z genów chorób dziedziczonych po rodzicach. – Z utylitarnego punktu widzenia genetyczna modyfikacja jest etycznie uzasadnioną i jedyną dającą się wyobrazić metodą radzenia sobie z ukrytymi w komórkach problemami – tłumaczy dr Smith.  

Edytując geny lekarze mogliby, przekonuje bioetyk, chronić mających się dopiero urodzić ludzi przed chorobami układu naczyniowego, rakiem czy demencją. – Jeżeli da się w ten sposób uniknąć, albo opóźnić, wystąpienie bardzo typowych schorzeń, to przeciętna długość życia ludzi znacznie by się wydłużyła – zapewnia szkocki naukowiec.

W analizie znalazło się zastrzeżenie, że większość ludzi jest obecnie przeciwna podobnym zabiegom. Niemniej, przekonuje Smith, w przeciągu najbliższych dwóch lat będzie ”technicznie możliwe i etycznie uzasadnione” modyfikowanie ludzkiego genomu. W naukowym środowisku ta opinia spotkała się z krytyką.

- Nie dysponujemy dziś odpowiednią technologią pozwalającą bezsprzecznie uznać genetyczne edytowanie ludzkich embrionów za bezpieczne. Musimy po tej ścieżce stąpać bardzo delikatnie – powiedziała brytyjskiemu Science Media Centre  Joyce Harper z Instytutu Zdrowia Kobiet na University College London.

Jest w tym olbrzymi potencjał, tłumaczy Harper, ale tylko po pogłębionej debacie publicznej. – Trzeba mieć pewność, że wszystko to sobie dobrze przemyśleliśmy – podkreśla. Sarah Norcross, szefowa fundacji Progress Educational Trust zajmującej się zwiększaniem publicznej wiedzy na temat genetyki nazywa analizę Kevina Smitha ”błędną”. Jej zdaniem zbyt silny jest lęk przed ”designerskimi dziećmi”.

- Ludzie nie zmienią tak szybko swojej opinii, jak sugeruje to dr Smith i potrzeba jeszcze sporo pracy, by zrozumieć zagrożenia związane z edycją genów. Najlepszą tu lekcją jest historia chińskiego naukowca, który popełniając szereg błędów doprowadził do urodzenia się pierwszych w historii zmodyfikowanych dzieci. Jeżeli mamy korzystać z tej technologii w przyszłości, to musimy się trzymać o wiele wyższych standardów naukowych i etycznych – tłumaczy Norcross.

Wspomniany naukowiec, He Jiankui, w listopadzie ubiegłego roku ogłosił przyjście na świat bliźniaków z genami tak zmienionymi, że dzieci stały się odporne na zarażenie wirusem HIV. Po przeprowadzeniu dochodzenia uznano, że pogwałcił on szereg zasad etycznych i złamał prawo. Został potem zawieszony.