W połowie lipca 1794 roku John Neville, poborca podatkowy z Pensylwanii, weteran wojny o niepodległość USA, rozpoczął dzień od walki z bandą, która zamierzała go zlinczować. Najpierw kilkudziesięciu, potem kilkuset ludzi zaatakowało i spaliło dom Neville’a, który ledwo uszedł z życiem. Poszło o przechowywaną przez urzędnika listę osób zalegających z płatnością akcyzy na whiskey. Według buntowników prawo uderzało we właścicieli małych prywatnych destylarni. Atak na posesję Neville’a był pierwszym starciem w „buncie o whiskey” - otwartej rebelii przeciwko rządowi federalnemu, który trzy lata wcześniej wprowadził obowiązującą w całym kraju akcyzę. Nie chodziło tu jednak wyłącznie o tani bimber, ale... o kształt młodego państwa.

BIALI INDIANIE

Na zachodnim pograniczu USA - terenach po zachodniej stronie Appalachów - ataki na urzędników nikogo nie szokowały. Był to pierwszy Dziki Zachód młodego kraju: kraina bezprawia, przemocy i walki z naturą. Do wiosek osadników jurysdykcja władzy federalnej sięgała z trudem. Dla „mieszczuchów” była to kraina błotnistych dróg i pól z trudem wydartych gęstym lasom. Te niewycięte były pełne zwierzyny łownej, ale też wrogich Indian. Biali osadnicy żyli w brudzie i - według wędrownych kaznodziejów - w grzechu, za jedyną rozrywkę mając picie samogonu. Taką cenzurkę wystawił pograniczu młody Jerzy Waszyngton, który podróżował po tych ziemiach w połowie XVIII wieku. Przyszły prezydent kochał tę ziemię, ale nienawidził osadników: „białych Indian”.

Sami osadnicy nie pozostawali dłużni. Przekonał się o tym William Graham, niedoszły karczmarz, którego władze stanu Pensylwania mianowały odpowiedzialnym za zbieranie lokalnego podatku od destylatów. W kwietniu 1786 roku Graham wyruszył wykonywać swe obowiązki. Pewnej nocy zbudziło go pukanie do drzwi. Umalowany na czarno człowiek, podający się za samego Belzebuba, twierdził, że przybył po grzeszną duszę urzędnika. Graham wymknął się, jednak diabeł nie odpuścił.

Czytaj więcej: POLSCY BIMBROWNICY SIALI PRZERAŻENIE

Grupa umorusanych węglem osobników dogoniła urzędnika, obezwładniła go i kazała podeptać dokumenty uprawniające do ściągania podatków oraz przekląć siebie i władzę, która go mianowała. Przerażony poborca nie stawiał oporu, gdy rozochocony tłum ostrzygł mu jedną stronę głowy, pozostałe włosy zaplótł w warkoczyki i przeparadował z nim po okolicy, zatrzymując się w każdej destylarni „na poczęstunek". Gdy nieszczęsny Graham otrzeźwiał, tłum dawno już zniknął. Niechęć do urzędników była na zachodzie tak silna, że nikt nie wydał uczestników wybryku.

Zachodnia pogarda dla wschodniej wielkomiejskiej władzy sprawiała, że wielu wieszczyło rozpad Stanów Zjednoczonych na dwa państwa: miejski i przemysłowy Wschód oraz wiejski i rolniczy Zachód. „Rozpad unii federalnej na dwoje zdaje się być nieunikniony i z dnia na dzień staje się tematem coraz częstszych dyskusji" - pisał już w 1781 roku walczący w wojnie o niepodległość markiz Franęois-Jean de Chastellux. Mieszkańcy terytoriów przeciętych przez Appalachy wielokrotnie domagali się, by na zachód od gór utworzyć nowe stany, które jako część USA mogłyby lepiej zadbać o własne, nierzadko obce reszcie kraju, problemy. Dla mieszkańców miast nieprzejezdne drogi, ataki dzikich zwierząt czy Indian były sensacyjnymi opowieściami, dla ich rodaków z zachodu - codziennością. Jak łatwo się domyślić, władze istniejących stanów, nie chcąc tracić terytoriów, odrzucały tego typu propozycje jako mrzonki zdziwaczałych farmerów.

GDY NIE WIADOMO, O CO CHODZI...

Frustracja i niezrozumienie po obu stronach Appalachów rosły, jednak iskrą, która mogła rozpocząć podział kraju, okazało się wprowadzenie w 1791 roku federalnej akcyzy na alkohole destylowane, w tym właśnie whiskey. Był to też test siły nowego rządu, który dopiero od 1789 roku mógł ustanawiać podatki. Wcześniej władza federalna musiała prosić to gubernatorów poszczególnych stanów. Powód wprowadzenia nowej federalnej akcyzy był prosty: nagromadzone w czasie wojny długi, zarówno u zagranicznych, jak i rodzimych kredytodawców. Krajowy dług USA w 1791 roku wynosił około 75 milionów dolarów, czyli ponad 2 miliardy dzisiejszych dolarów. Dla porównania: całość przychodów amerykańskiego budżetu w latach 1789-1849 wynosiła 160 mln dzisiejszych dolarów.

Rozwiązanie problemu zadłużenia było głównym celem sekretarza skarbu USA Alexandra Hamiltona. Jego obliczenia wykazały, że w 1790 roku może zabraknąć ponad 800 tys. ówczesnych dolarów na spłatę krajowego długu. Tę dziurę w budżecie Hamilton zaproponował załatać akcyzą na alkohol, która według jego obliczeń przyniosłaby rocznie prawie milion dolarów zysku. Sama akcyza na whiskey miała co roku wnosić do budżetu prawie 300 tys. dolarów. Projekt miał swoich przeciwników: niektórym nie podobała się rosnąca siła rządu federalnego, inni porównywali akcyzę do podatków narzuconych koloniom przez Wielką Brytanię - tych samych, które doprowadziły do wojny o niepodległość. W końcu jednak zimna logika wygrała i Kongres akcyzę wprowadził.