Podczas gdy tego dnia media tak chętnie wmawiają nam, że jesteśmy bardzo przygnębieni, a sklepy oferują rabaty “na pocieszenie”,  nigdy nie powstały żadne badania potwierdzające słuszność teorii Blue Monday, którą rozpowszechnił nie kto inny, lecz PR-owcy. To oni uruchomili tę komercyjną machinę, która jest napędzana pogonią za banknotem, zastraszaniem ludzi (nie umiem znaleźć lepszych słów na określenie komunikatów w stylu “Dzisiaj będziesz mieć depresję”) i umniejszaniem powagi prawdziwych zaburzeń depresyjnych. 


Jak powstał mit Blue Monday?

W 2005 r. brytyjska stacja telewizyjna Sky Travel wysłała swoim dziennikarzom wiadomość, że zatrudniony przez nich psycholog właśnie kalkuluje datę najbardziej przygnębiającego dnia w roku. Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie – pierwotnym celem całego przedsięwzięcia było obliczenie, kiedy ludzie najchętniej kupują bilety na wakacje. Zatrudniony do zadania psycholog szybko wpadł na to, że na pewno wtedy, kiedy mają gorszy dzień i chcą się pocieszyć – tym sposobem wymyślił Blue Monday. A potem wszystko wymknęło się spod kontroli.

Do kalkulacji użyto skomplikowanej formuły spod ręki brytyjskiego psychologa, dr Cliffa Arnalla, która uwzględnia między innymi takie czynniki jak pogoda, wysokość pensji, stopień zadłużenia, ilość dni od Bożego Narodzenia, czy czas, po jakim człowiek porzucił noworoczne postanowienia. Brzmi skomplikowanie, ale są to nienaukowe i bardzo subiektywne dane, na których podstawie po prostu nie ma szans na miarodajny wynik.

Autor tej dziwacznej formuły do dziś mówi w wywiadach, że nie żałuje swoich działań, bo dzięki temu temat zaburzeń psychicznych zaczął częściej pojawiać się w mediach. Wiele jego kolegów po fachu ma jednak odmienne zdanie na ten temat.

"To nie jest właściwy sposób na podnoszenie świadomości" – powiedział Antonis Kousoulis, dyrektor brytyjskiej Fundacji Zdrowia Psychicznego – "Mówiąc, że ten jeden dzień jest najbardziej przygnębiającym w roku i nie popierając tego żadnymi dowodami, trywializujemy to,  jak poważna może być depresja. Zdrowie psychiczne jest największym wyzwaniem naszego pokolenia i trywializowanie go jest całkowicie nie do przyjęcia."

Krytycy koncepcji Blue Monday twierdzą, że przypisywanie klinicznej depresji  zewnętrznym przyczynom, takim jak liczba dni od Bożego Narodzenia, może niekorzystnie wpłynąć na osoby na nią cierpiące, bo sugeruje, że można poprawić ich stan za pomocą czegoś tak błahego, jak rezerwacja wakacji na słonecznej plaży. Otóż nie.


Prawdziwa depresja to prawdziwy problem

To, co jest realne, to depresja sezonowa, znana również jako sezonowe zaburzenia afektywne. Jest to forma choroby, której ludzie doświadczają zazwyczaj podczas jesiennych i zimowych miesięcy, kiedy jest ich organizmy chłoną mniej światła słonecznego. Najtrudniejszymi miesiącami dla osób z sezonową depresją są zazwyczaj styczeń i luty, ale wraz z nadejściem wiosny stan chorych ulega poprawie.

Stan ten związany jest z brakiem równowagi biochemicznej w mózgu spowodowanym krótszymi dniami i mniejszą ilością światła słonecznego. Wraz ze zmianą pór roku ludzie doświadczają zmian w swoim wewnętrznym zegarze  biologicznym lub rytmie dobowym, co może powodować, że nie są one zsynchronizowane z ich regularnym harmonogramem.

Jak rozpoznać sezonowe zaburzenia afektywne? Jako ich główne objawy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (American Psychiatric Association) podaje chroniczne zmęczenie, przyrost masy ciała, uczucie smutku, utratę zainteresowania codziennymi zajęciami, poczucie bezwartościowości lub poczucie winy, problemy z koncentracją lub podejmowaniem decyzji, a także myśli, a nawet próby samobójcze.

Ten rodzaj depresji może wystąpić u ludzi w każdym wieku, ale zazwyczaj zaczyna się między 18 a 30 rokiem życia i jest bardziej powszechny u kobiet niż u mężczyzn. Zazwyczaj trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy, jednak bez rozpoznania i odpowiedniego leczenia depresja sezonowa bardzo często przekształca się w epizod depresji głównej.


Jak walczyć z sezonowymi zaburzeniami afektywnymi?

Najłatwiejszym sposobem na podjęcie działań przeciwko sezonowym zaburzeniom afektywnym jest regularne poddawanie się ekspozycji na światło. W takim kraju jak Polska chłonięcie naturalnego światła słonecznego podczas jesiennych i zimowych miesięcy może być trudne, ale dostępne są specjalistyczne lampy do światłoterapii, z których wystarczy korzystać zaledwie 20 minut dziennie.

W leczeniu sezonowej depresji skuteczne są również antydepresanty i psychoterapia.

Holistyczna opieka nad zdrowiem również nie zaszkodzi – warto zmobilizować się do regularnej aktywności fizycznej, dobrego odżywiania, zdrowego spania oraz regularnych spotkań z rodziną i przyjaciółmi. W łagodzeniu często występujących przy depresji objawów lękowych skuteczne będą natomiast kołdry obciążeniowe, które uspokajają ciało i pomagają zasnąć.

W światowych statystykach depresja sezonowa lokuje się na czwartym miejscu (obok raka, alergii i AIDS) wśród najczęstszych problemów zdrowotnych. W Polsce nawet do 10% społeczeństwa odczuwa wpływ skracania się dnia na samopoczucie oraz doświadcza mniej lub bardziej nasilonych objawów choroby.