W 55 r. p.n.e. – jak co roku – odbywały się wybory pretorów, urzędników sprawujących władzę sądowniczą. Wyborom przewodniczył konsul Pompejusz. Gdy po głosowaniu centurii prerogativa (przydzielano do niej losowo wyborców spośród obywateli rzymskich należących do pierwszej klasy majątkowej; często „ustawiali” oni wynik wyborów) stało się jasne, że wygra Marek Katon, przeciwnik Pompejusza, konsul nagle usłyszał grzmot. Tak przynajmniej twierdził. Doskonale się składało, gdyż podczas burzy nie wolno było przeprowadzać zgromadzeń. Ponieważ Pompejusz jednocześnie sprawował funkcję augura, zajmującego się odczytywaniem znaków boskich, oświadczył, że bogowie nie życzą sobie tego dnia żadnych czynności oficjalnych i zakończył imprezę.

100 PYTAŃ DO


W starożytnym Rzymie obywatele nie mieli wątpliwości, czy i w jakim stopniu religia ma być obecna w życiu politycznym: te dwie dziedziny były ze sobą ściśle powiązane. Każdy urzędnik posiadający władzę (imperium), czyli konsul, pretor i cenzor, miał obowiązek przed rozpoczęciem oficjalnych działań zapytać bogów, czy będą sprzyjali jego zamiarom. Nie pytał o przyszłość, tylko o powodzenie konkretnego działania. Skierowane do bogów pytania i udzielane przez nich odpowiedzi określano terminem auspicia. Zgodnie z tradycją już król Numa zanosił modły do Jowisza, na które ten odpowiadał piorunami, a Tuliusza Hostiliusza, który w nieodpowiedni sposób zapytał boga, ów bóg poraził piorunem. Tak więc przed wypowiedzeniem wojny bądź zawarciem pokojowego traktatu, wyborem urzędnika, ustanowieniem prawa, wysłaniem posłów lub wybudowaniem świątyni bogowie musieli okazać swoją wolę. Oczywiście pytać bogów mógł też każdy obywatel w prywatnej sprawie (auspicia privata), dotyczącej na przykład zawarcia małżeństwa czy interesów. Jednak to zapytania urzędnika, skierowane przede wszystkim do pierwszego z bogów – Jowisza (auspicia publica), dotyczyły całej wspólnoty i uważane były za podstawę bezpieczeństwa państwa. Urzędnik nie powinien więc zlekceważyć złowróżbnych znaków i ściągać nieszczęścia na swoich współobywateli, lecz odłożyć oficjalną czynność i ponownie następnego dnia zapytać bogów. Następstwa zlekceważenia boskiej woli mogły być tragiczne. W 217 r., w czasie drugiej wojny punickiej, konsul Gajusz Flaminiusz, wyruszając przeciwko Hannibalowi, opuścił Rzym ukradkiem, bez przeprowadzenia auspicjów. Kampania skończyła się śmiercią konsula i rzezią wojsk rzymskich nad Jeziorem Trazymeńskim.

W jaki sposób urzędnik pytał bogów o zdanie? Pierwszy sposób to obserwacja nieba. Siadał przed chatką bądź namiotem (tabernaculum) na wzgórzu w towarzystwie fletnistów. Składał ze specjalnego glinianego naczynia, zwanego capis, płynną ofiarę Jowiszowi, wyjaśniając cel dokonywanych auspicjów i prosząc boga o wyrażenie zgody na podjęcie czynności urzędowych. Następnie specjalną różdżką, zwaną lituus, zakreślał na niebie obszar (templum) do obserwacji. Laska musiała być zrobiona z gałęzi drzewa bez żadnych sęków i z jednej strony naturalnie zakrzywiona. Następnie urzędnik wyznaczał linię biegnącą z północy na południe (cardo) i ze wschodu na zachód (decumanus) oraz wygłaszał formułę: „To, co leży po mojej lewej stronie, jest wschodem, po mojej prawej – zachodem. To, co przede mną, to południe, a to, co za mną, to północ”.

Taką samą praktykę podziału zwierzęcych wnętrzności stosowali etruscy haruspikowie: wschód związany był ze światłem i życiem, zachód z ciemnością i śmiercią, siedziby bogów znajdowały się na północy, południe zaś było związane z zaświatami. Potem urzędnik wygłaszał modlitwę do Jowisza i innych bogów, wyjaśniał, jakich znaków spodziewa się w zakreślonym obszarze, i w ciszy rozpoczynał obserwację nieba. Wypatrywał ptaków zesłanych przez Jowisza (auspicia ex avibus). Tylko niektóre gatunki zdradzały wolę bogów: orły, sępy, dzięcioły, wrony. Decyzja zależała od kierunku ich lotu. Jeżeli ptak nadlatywał z lewej strony bądź przodem do zasięgającego auspicjów, był to znak pomyślny. Gdy pojawiał się z innej strony, zwiastował zły omen. Wolę bogów przekazywał także krzyk niektórych ptaków, m.in. sów, kruków i wron. Rzymianie w przeciwieństwie do Greków uważali, że sowa stanowi zły znak. Były jednak wyjątki. Pohukiwanie z lewej strony zwiastowało pomyślność; z tej samej strony powinna skrzeczeć wrona, kruk natomiast z przeciwnej.

Bogowie nie ograniczali się jedynie do przekazywania swej woli za pomocą ptaków. Urzędnik wypatrywał więc również innych znaków niebieskich: błyskawicy i pioruna, którymi władał Jowisz. Takie auspicja nazywano ex caelo, czyli „z nieba”. Generalnie zjawiska atmosferyczne uważano za pomyślną wróżbę, gdy ukazywały się z lewej strony bądź przed osobą pytającą bogów.

WIESZCZY DRÓB

 


Dowodzący w polu legionami konsul nie miał jednak czasu na tak skomplikowane dywinacje. Wykorzystywał więc szybszą i łatwiejszą metodę: z klatek wypuszczano trzymane w tym celu kurczaki, sypano im ziarno i patrzono, czy dziobią. Gdy ptaki jadły tak łapczywie, że jedzenie kapało z ich dziobów na ziemię, przedsięwzięcie miało szansę powodzenia. Jeżeli kurczęta nie wychodziły z klatek i nie jadły, był to znak nieprzychylnej woli bogów. Czasem jednak można było tę wolę nieco „urobić”. W 293 r. konsul Papiriusz parł do odłożonej poprzedniego dnia bitwy z Samnitami, również żołnierze ogarnięci byli żądzą walki. W nocy Papiriusz wstał po cichu i kazał dozorcy kurcząt dokonać wróżb. „Ten ogólny zapał udzielił się i tym, którzy byli przy wróżebnych auspicjach – pisze Liwiusz – bo choć kurczęta nie chciały dziobać, dozorca ich odważył się skłamać i doniósł, że wróżby są pomyślne. Konsul pełen radości ogłosił, że wróżby są wyborne i że z pomocą bogów pójdą w bój, po czym kazał wystawić znak do bitwy”. Już w czasie walki dozorcy kurcząt pokłócili się jednak i pewien młodzieniec „żyjący w czasach, gdy nie było jeszcze nauki lekceważącej bogów – jak zauważa Liwiusz u końca I w. p.n.e. – doniósł konsulowi, że znaki są dwuznaczne, ale dowódca się nie przejął i rzekł: »Ty młodzieńcze, rośnij w cnocie i przezorności! Zresztą jednak ten, co jest przy wróżbach, jeśli coś fałszywego zwiastuje, na siebie ściąga karę bogów. Mnie doniesiono, że kurczęta znakomicie się spisały, co dla narodu rzymskiego i wojska jest wyborną wróżbą«”. Sprawę wróżb konsul rozwiązał, stawiając dozorców kurcząt w pierwszym szeregu. Rzymianie zwyciężyli.

Nad interpretacją wyroków boskich czuwało stare kolegium augurów, utworzone jeszcze w okresie królewskim, zgodnie z tradycją przez samego założyciela miasta Romulusa. Pierwotnie w Rzymie było tylko dwóch augurów, potem ich liczba wzrosła do 9, a w czasach Cezara do 16. To właśnie augurowie, mając do dyzpozycji odpowiednie księgi, byli depozytariuszami wiedzy, jak odczytywać wszelkie auspicja. To oni interpretowali wolę Jowisza Najwyższego oraz pozostałych mieszkańców niebios. Asystowali urzędnikom, gdy ci pytali bogów o zdanie, wyjaśniali niejasności związane z wróżbami, uczestniczyli przy inauguracji światyni. Z własnej inicjatywy każdy augur mógł też dokonywać auspikacji (wieszczyć).

ZNAKI NA POLITYCZNE ZAMÓWIENIE


Augurowie zajmowali się także odcztywaniem znaków, które bogowie zsyłali ludziom całkiem nieproszeni (takie znaki nazywano auspicia oblativa). Wróżby te nie były skierowane do jednego urzędnika, ale do wszystkich obywateli. Oto wilk zjadł trawę lub owca skonsumowała rybę, upadł posąg boga bądź na zgromadzeniu epileptyk szalał w ataku choroby. Znienacka ktoś usłyszał grzmot, rozszalała się burza, spadł grad, a przecież najważniejsze prawo auguralne głosiło, że w czasie burzy nie mogą odbywać się zgromadzenia. Takie niezwykłe zjawiska atmosferyczne mógł oczywiście dostrzec każdy obywatel i zgłosić urzędnikowi. Ten jednak nie miał obowiązku przerwania przeprowadzanej czynności państwowej. Jeżeli jednak to augur – profesjonalny znawca znaków – ogłosił nieprzychylną wolę bogów i powiedział, że bogowie są zagniewani (taka praktyka nazywa się obnuntiatio), urzędnik miał obowiązek odstąpić od wykonywanej czynności. Nietrudno więc sobie wyobrazić, że – jak zawsze się dzieje na styku religii i polityki – rzeczy święte stały się narzędziem walki, a pioruny słyszał często tylko jeden augur, ten który chciał sparaliżować działania wrogiego obozu politycznego.

I tak w czasie wyborów konsularnych 215 r. p.n.e. doszło do nadużycia, gdyż konsulem został plebejusz Marcellus. „Ale przy rozpoczęciu konsulatu zagrzmiało – jak podaje Liwiusz – a augurowie zapytani o wyjaśnienie odrzekli, że wybór nastąpił z uchybieniem. Senatorowie zaś, ponieważ wtedy konsulami zostali po raz pierwszy dwaj plebejusze, publicznie opowiadali, że to właśnie bogom się nie podoba. Na miejsce Marcellusa, skoro zrezygnował z godności, konsulem zastępczym został Kwintus Fabiusz Maksymus jako konsul po raz trzeci”. Augurem był wówczas nie kto inny jak ów Fabiusz Maksymus. Piorun zagrzmiał zapewne w jego uszach i to on przekonał pozostałych augurów do wniesienia obnuncjacji i unieważnienia wyborów.

Cezar w 59 r. p.n.e. za kolegę w konsulacie miał swojego wielkiego oponenta Bibulusa, którego źródła przedstawiają dość żałośnie. Gdy Bibulus sprzeciwił się ustawie rolnej, rozdzielającej ziemię w Kampanii, Cezar przepędził go z forum. Kiedy następnego dnia Bibulus złożył w senacie skargę, nikt się za nim nie ujął. Do końca urzędowania siedział w domu, wyrażając sprzeciw wobec Cezara przez edykty grożące, że będzie obserwował niebo (a tym samym sparaliżuje zgromadzenia). Ale co najwyżej chyłkiem przemykał po mieście, stając się bohaterem prześmiewczych wierszyków. Jeden cytuje Swetoniusz: „Nie za Bibula ostatnio coś się stało, lecz za Cezara. Za konsulatu Bibula nie pomnę, by się coś stało”. Zgodnie z rzymską praktyką wszystkie wydarzenia danego roku datowano imionami obu konsulów, ale w 59 r. rzeczy działy się za konsulatu Cezara i Juliusza (oba imiona Cezara).

Zabawna sytuacja miała miejsce w 44 r. p.n.e. Konsul Dolabella wystąpił do senatu o przyznanie namiestnictwa prowincji Syrii, co popierał jego kolega w konsulacie, augur Marek Antoniusz. Przeciwnicy Dolabelli – nic nie wiedząc o zawartym porozumieniu – namówili trybuna Asprenasa, „aby przy głosowaniu powołał się na fałszywe znaki wróżebne, przy czym spodziewali się, że i Antoniusz pójdzie z nimi jako konsul i augur, a ponadto poróżniony jeszcze – jak sądzono – z Dolabellą” (Appian, „Wojny domowe”). Kiedy jednak Asprenas w czasie głosowania oświadczył, że pojawiły się na niebie znaki złowieszcze, Antoniusz odpowiedział, że... dostrzeganie wróżb nie leży w jego kompetencjach i kazał głosować dalej.

Gdy nastąpił koniec wojen domowych i u końca I w. p.n.e. władcą został Oktawian August, przywrócono stare obyczaje. W sztuce okresu Augusta często przedstawiano cesarza z zakrzywioną laską augura w ręku, aby podkreślić, że to pod jego auspicjami na świecie zapanował pokój i pomyślność. Od tego też czasu bogowie rzadziej odzywali się niepytani...