Bohaterowie popkultury u psychologa

Posadzeni na kozetce bohaterowie literaccy służą studentom do ćwiczeń diagnostycznych z psychiatrii, a reszcie społeczeństwa mają przybliżać wiedzę o rzadkich chorobach.

Impulsywnie rozbija tabliczkę na głowie kolegi i bez wahania zakłada się, że przespaceruje się po dachu, z roztrzepania do ciasta zamiast wanilii dodaje kropli walerianowych. Przyznajmy: Ani Shirley, bohaterce książek Lucy Maud Montgomery, daleko do „normalności”, ale nikt, może poza powieściową Małgorzatą Linde, nie zaryzykowałby stwierdzenia, że „Ania ma nie po kolei w głowie”. Tym większy szok przeżyli fani Ani, gdy taką tezę postawiła Helen Hoy, profesor literatury z kanadyjskiego University of Guelph. W  opublikowanym w 2010 roku artykule „Zbyt roztrzepana i zbyt impulsywna. Reinterpretacja Ani z Zielonego Wzgórza – podejście klinicysty” Hoy stwierdza, że dziwaczne zachowania Ani to symptomy FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorder), poalkoholowego uszkodzenia płodu, choroby, która rozwija się, gdy matka nadużywa w ciąży alkoholu. Hoy dużo wie o  FASD, ponieważ cierpi na niego jej adoptowana córka. W tekście skrupulatnie wylicza objawy mające świadczyć o chorobie bohaterki: słowotok, charakterystyczne roztrzepanie, problemy z  pamięcią i brak zdolności abstrakcyjnego myślenia (Ania miała problemy z geometrią). 

Zdiagnozowanie choroby opisanej przez lekarzy w latach 70. XX wieku u powieściowego dziecka urodzonego ponad wiek wcześniej nie dziwi dr Anny Waligórskiej, psycholog narracji ze Uniwersytetu Wyższej Psychologii Społecznej.

„Już Freud dopatrywał się przejawów różnych schorzeń na przykład w obrazach znanych świętych. Chorobę odnajdziemy też w  cyklu obrazów XVIII-wiecznego malarza Williama Hoghartha. „Kariera rozpustnika” ukazuje losy młodzieńca, który otrzymuje spadek i korzysta z uroków życia. Na ostatnich obrazach przedstawiono degradację młodzieńca, który kończy w przytułku dla obłąkanych, prawdopodobnie na skutek syfilisu” – wylicza Waligórska. Medykalizacja, jak zauważa, to coraz popularniejsze narzędzie reinterpretacji zarówno postaci historycznych, jak i fikcyjnych. „Jeszcze kilka lat temu badacze wszędzie tropili wątki feministyczne, dziś często tropią choroby” – dodaje.

Zatrudnij ASA! Newton też nim był 

Niebieski plakat przedstawia pięć narysowanych czarną kreską postaci. To, jak głoszą podpisy: Albert Einstein, Alfred Hitchcock, Isaac Newton, Dan Aykroyd i Jane Austen. Obok nich miejsce dla „ASA w  rękawie”. Kampania „Zatrudnij ASA!”, projekt realizowany przez Fundację Synapsis, ma przekonać pracodawców do asów, czyli osób z ASD – zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Szacuje  się, że w Polsce żyje około 30 tys. osób z ASD, ale zaledwie 1,6 proc. pracuje. Twórcy projektu – sięgając po postaci historyczne, w wypadku których współcześni badacze podejrzewają, że cierpieli na autyzm – chcą pokazać, że wielu chorych ma ponadprzeciętny iloraz inteligencji i wykształcenie, których nie warto marnować.

„Powstające wokół cierpiących m.in. na zaburzenia ze spektrum autyzmu ruchy wsparcia coraz częściej szukają celebrytów, którzy mogliby się stać pozytywnymi symbolami ich choroby. Ruch Aspiech, cierpiących na zespół Aspergera, lżejszą formę zaburzeń ze spektrum autyzmu, przypisuje ten syndrom na przykład Newtonowi, ale i twórcy Facebooka. Mark Zuckerberg, choć miał trudności w funkcjonowaniu w społeczeństwie, odniósł sukces, o jakim marzą inni Aspie” – zauważa dr Waligórska, która zajmuje się leczeniem właśnie tych chorych w  Centrum Terapii Autyzmu SOTIS. 

Skoro na potrzeby terapii powstają bajki o dzieciach z ADHD czy autyzmem, niektórzy idą dalej i reinterpretują pod tezę dzieła i bohaterów już istniejących. Tak jest w przypadku Helen Hoy, która nie przejmuje sie krytyką, choć po zamachu na narodową świętość, jaką jest dla Kanadyjczyków Ania Shirley, spadły na nią gromy. Jako działaczka grupy wsparcia dla rodziców dzieci z FASD tłumaczy, że wykorzystała Anię jako pozytywny przykład, który pozwoliłby społeczeństwu oswoić się z tą chorobą, a cierpiącym na nią dzieciom dać pozytywny wzorzec do naśladowania. Podobnie tłumaczy się Phyllis Ferguson Bottomer, autorka wydanej w 2007 roku książki „So Odd a Mixture. Along the Autistic Spectrum in „Pride and Prejudice”, która w celu popularyzacji autyzmu przypisuje jego objawy m.in. pięciorgu postaci z rodziny Bennetów oraz panu Darcy’emu.

„Pomysł na pierwszy rzut oka wydaje się wart pochwalenia, ale należy zauważyć, że autorki w imię wyższych wartości dopuszczają się nadużyć na bohaterach literackich, którzy nie mają jak się bronić” – zauważa dr Waligórska. „Nie można diagnozować choroby tylko na postawie jednego objawu, a pomijać całą resztę niepasujących okoliczności. W przypadku bohaterów Austen autorka nie bierze pod uwagę, że wycofanie i trudności w nawiązywaniu relacji to skutek wiktoriańskiej etykiety, a  nie autyzmu. Także teza o FASD wydaje się grubymi nićmi szyta, choćby dlatego, że uszkodzenia alkoholowe w  mózgu i spowodowane nimi symptomy choroby są nieodwracalne, a Ania, choć roztrzepana, była jednak bardzo zdolna i z większości swych przypadłości wyrosła, zdobywając po drodze liczne medale i stypendia” – wylicza dr Waligórska. 

Obsesje Lorda Vadera 

Pacjent nr 1: Edward. Wiek: 100 lat. Objawy: nagłe zmiany nastroju, charakterystyczne dla okresu dojrzewania, ale nie dla pacjenta stuletniego. Diagnoza: zatrzymanie w rozwoju. Pacjentka nr 2: Bella Swan. Wiek: 17 lat. Objawy: przewrażliwienie, skłonność do samoudręczenia. Skutek: angażowanie się w ryzykowne związki z mężczyznami (wampir, wilkołak). Zalecana terapia kognitywno-behawioralna. 

 

Diagnozowanie bohaterów sagi „Zmierzch”  to nie żarty, ale element 12-tygodniowego kursu psychiatrycznego dla studentów w School of Medicine University of South Carolina. „Studenci mogą się nauczyć równie wiele z analizy filmów i książek, jak z interakcji z prawdziwym pacjentem” – przekonuje Glen Gabbard, profesor psychiatrii w Baylor College of Medicine w Houston, który sam para się literacką psychiatrią, jest m.in. autorem „Psychologii rodziny Soprano”. 

Krytycy tego rodzaju zajęć argumentują, że takie diagnozy są z założenia niepełne, ponieważ o bohaterach wiemy tylko tyle, ile autor nam o nich powiedział. Wykładowcy sięgają jednak po „książkowych pacjentów” coraz częściej, bo nie trzeba od nich uzyskiwać zgody na dostęp do danych na temat choroby, a praca z ulubionymi literackimi postaciami pobudza wyobraźnię studentów. Potwierdza to dr Eric Bui, psychiatra ze Szpitala Uniwersyteckiego we francuskiej Tuluzie, który przy omawianiu ze studentami zaburzenia osobowości borderline używa przypadku Dartha Vadera. Zdaniem badacza główny bohater „Gwiezdnych wojen” Anakin Skywalker wykazuje aż sześć z dziewięciu wskazywanych w podręcznikach psychiatrii symptomów tego zaburzenia, m.in. jest impulsywny, ma problemy z kontrolowaniem gniewu, wahania nastroju, targa nim ciągły lęk przed odrzuceniem (np. obsesyjnie boi się utraty żony Padme Amidali).

Przejście na ciemną stronę mocy to dowód rozpadu osobowości i zaburzeń tożsamości: Anakin ma niestabilny obraz samego siebie, dlatego zmienia się w Dartha Vadera. Bui, który wyniki swych analiz już w 2007 roku zaprezentował na corocznej konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrów, uważa, że nagłośnienie przypadku Vadera może pomóc w zwiększeniu społecznej świadomości tej choroby. Ale  dr Waligórska nie jest tego taka pewna: „Chorzy chętnie zaakceptują pozytywne postaci, takie jak Ania Shirley. 

Nie będą jednak chcieli, by ich schorzenie kojarzono z postaciami tak ewidentnie złymi jak Darth Vader czy Hannibal Lecter”. 

Wszędzie widzę gołe baby 

Dr Anna Waligórska zauważa, że do niesamowitych diagnoz literackich może się przyczyniać prosty mechanizm psychologiczny. „Ludzie porządkują obserwowany świat, wychwytując w nim znajome wzorce. Osoby, które długo zajmują się pewnym specjalistycznym zagadnieniem, po pewnym czasie zaczynają wszędzie dostrzegać jego przejawy: Ania Shirley ma FASD, bo córka badaczki cierpi na tę przypadłość” – wyjaśnia psycholog. I przyznaje, że sama wielokrotnie łapała się na wyszukiwaniu u bohaterów oglądanych filmów cech autyzmu. „Ostatnio »zdiagnozowałam« tak bohatera »Pachnidła«. Przecież Grenouille, który cały świat dostrzega wyłącznie przez zapachy, nie rozumie bólu i krzywdy, jaką czyni swoim ofiarom. Autyzm? Jednak nikt z moich znajomych nie doszedł do podobnych wniosków. Być może gdyby tego samego bohatera postawić przed lekarzami różnych specjalizacji, każdy znalazłby w nim »swoją chorobę«?” – dodaje.

Na własnej skórze doświadczył tego Harry Potter, który wpadł kolejno w łapy neurologów i psychiatrów. Fred Sheftell i Timothy Steiner opisali ataki, podczas których Pottera nawiedza Lord Voldemort, jako przypadki migreny. Dowody? Ból trwa od godziny do trzech dni, a młody czarodziej często w jego trakcie wymiotuje. Do sporu dołączyli już psychiatrzy – według nich – wspomniane ataki nie są żadnymi migrenami, ale atakami halucynacji, które świadczą o rozwijającej się chorobie psychicznej. 

W tej sytuacji nawet Kubuś Puchatek zaczyna mi się wydawać podejrzany. Nie mylę się. Sielankowość życia w Stumilowym Lesie to tylko pozory. „Dla nas jest jasne, że to w rzeczywistości historie opowiadające o mocno zaburzonych osobnikach, którzy cierpią na konkretne medyczne przypadłości” – pisze Sarah E. Shea w „Canadian Medical Association Journal”. Prosiaczek ma zaburzenia lękowe, Tygrysek – ADHD, a Kłapouchy – lekką depresję. Prozac z pewnością by mu pomógł.