Ładunki, po które sięgają terroryści, można łatwo skonstruować w warunkach domowych, a potrzebne do nich substancje są ogólnie dostępne.

 

 

Jakim materiałem wybuchowym posłużył sie zamachowiec z Oslo?

Anders Behring Breivik 22 lipca b.r. podłożył ładunek wybuchowy w odległości 10 metrów od norweskiego ministerstwa energetyki. Był to tzw. ANFO (od ang. skrótu ammonium nitrate – fuel oil) rozpowszechniający się ostatnio w zamachach na całym świecie. To takim ładunkiem w 2002 roku przeprowadzono serię ataków na wyspie Bali w Indonezji. Takiej samej mieszaniny użył Timothy McVeigh, atakując budynek federalny Oklahoma City 19 kwietnia 1995 r. Bomba Breivika zawierała 950 kg materiału wybuchowego i zdołała uszkodzić budynki w promieniu ok. kilometra od epicentrum wybuchu. Urządzenie zostało przygotowane w sposób gwarantujący największe możliwe zniszczenia.ANFO należy do grupy materiałów wybuchowych amonowo-saletrzanych. Ich głównym składnikiem jest azotan amonu (NH4NO3), znany bardziej jako saletra amonowa. Jest tani (1 tona azotanu amonu kosztuje w Polsce ok. 1.200 – 1.600 zł), ale jego detonację trudno zainicjować. Sam azotan amonu uzyskuje się poprzez reakcję zobojętniania kwasu azotowego amoniakiem. Pierwszy raz taki proces przeprowadził Glauber w 1859 roku. ANFO prócz wspomnianego azotanu amonu zawiera także rozpuszczalnik organiczny – ropę naftową lub benzynę. Sam proces przemian w mieszaninie nie jest dotąd szczegółowo zbadany.

Wiadomo jednak, że istotna rolę odgrywa czas oddziaływania na siebie obu zwiazków – im dłuższy, tym większa podatność na detonację. Prędkość takiej detonacji to blisko 3 000 – 3 600 m/s, a zatem nieco więcej niż połowa prędkości detonacji np. trotylu. Co ciekawe, przy mniejszych ilościach wyraźnie widać różnicę w wydzielanej energi wybuchu pomiędzy (słabszym) ANFO, a (silniejszym) trotylem, natomiast przy zastosowaniu ładunków o masie zbliżonej do 1000 kg oddziaływanie na budynki jest praktycznie identyczne. Stosunkowo “wolno” przebiegająca reakcja detonacji oddziałuje na ściany wystarczająco długo, by je poważnie uszkodzić. Próby tego rodzaju, na pustyni Negev, prowadziły w latach dziewięćdziesiątych XX w. służby izraelskie na potrzeby analiz niezbędnych w zarządzaniu kryzysowym.

Czy terroryści mogą sięgnąć po broń jądrową?

Zrealizowanie tej apokaliptycznej wizji w przypadku zamachu terrorystycznego napotyka na szczęście na poważną przeszkodę. Zapobieganie i zwalczanie proliferacji (zjawiska przemytu, transferu i rozprzestrzeniania broni masowego rażenia) jest priorytetem dla wszystkich cywilizowanych krajów świata. Służą temu liczne umowy międzynarodowe, w tym Protokół Lizboński z 1992 roku, w którym postsowieckie republiki Białoruś, Kazachstan i Ukraina zadeklarowały przyłączenie się do Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Z drugiej strony niezgodności w ewidencji broni jądrowej byłej ZSRR wskazywane jest jako źródło potencjalnego ryzyka wejścia organizacji terrorystycznych w posiadanie takich urządzeń. Groźny mógłby okazać się także konflikt pomiędzy krajami, które mają broń jądrową, takimi jak Iran i Korea Północna, czy zaognienie sytuacji w konflikcie pakistańsko-indyjskim.

Podobnie „Afrykańska wiosna” pokazała nie tylko dążność ludzi do samostanowienia i walki z reżimem, ale także determinację dyktatorów. W silnie zdestabilizowanym kraju mogłoby dojść do próby zdobycia technologii nuklearnych np. przez Al-Kaidę lub do atomowego szantażu ze strony upadającego tyrana.