"Otrzymaliśmy smutną wiadomość, że odszedł od nas nasz Uczeń i Kolega, Michał. Jego najbliższym składamy wyrazy głębokiego współczucia. Społeczność Szkolna Zespołu Szkół nr 30" – mówi komunikat opublikowany na stronie internetowej szkoły.

W piątek 2 października 20-latek przyszedł do szkoły jak każdego dnia, rano została mu zmierzona temperatura, Gdy po jakimś czasie Michał źle się poczuł, od razu podjęto decyzję o zawiadomieniu rodziny. 

W środę 7 października karetka pogotowia zabrała go do szpitala z ostrą niewydolnością oddechową, a dzień później testy wykryły jego organizmie koronawirusa. W niedzielę rano  Michał zmarł, a szkoła nie została poddana kwarantannie.

“Sanepid uznał, że kwarantanna dla uczniów i nauczycieli nie jest konieczna, ale dziś i tak szkoła świeciła pustkami. Jesteśmy zestresowani z powodu napływających z kraju wiadomości o nauczycielach, którzy odeszli po zarażeniu COVID-19 – powiedział jeden ze szkolnych pedagogów w rozmowie z "Wyborczą".

Informację o śmierci 20-letniego mężczyzny podał na swoim Facebooku również prezydent Bydgoszczy Jacek Burski. "Dziś przyszła bardzo smutna wiadomość z jednej z bydgoskich szkół. Naprawdę proszę byśmy byli odpowiedzialni. Nie myślmy tylko o sobie. Nawet jak czujemy się świetnie. Stosujmy się do zasad dla bliskich, dla wszystkich wokół nas"(pisownia oryginalna) – napisał, apelując o ostrożność. 

"Niestety nie mogę ujawnić za dużo szczegółów, bo to sprawy bardzo osobiste. Niestety zmarł młody chłopak, uczeń jednej z bydgoskich szkół. Miał stwierdzony COVID" – dodał później w komentarzu pod swoim postem.

Prezydent skrytykował też koronasceptyczne podejście jednego z internatutów, który stwierdził, że nie ma żadnych dowodów na to, że Michał zmarł z powodu koronawirusa, a także, że "żeby była afera trzeba rozgłasniać ze z powodu Covid" (pisownia oryginalna). W odpowiedzi na podejrzenia tego internauty prezydent nazwał go egoistą:  "Jak widać ciągle żyjemy w świecie egoistów, których jak samych nie dotknie to nie uwierzą. Nie życzę nikomu i jeszcze raz proszę żeby uwzględnić, że nie każdy przeżywa to bezproblemowo i mógł jeszcze długo żyć nawet mając inne choroby"(pisownia oryginalna) – napisał.

Sprawa Michała budzi wiele nowych wątpliwości odnośnie tego, czy podczas drugiej fali pandemii szkoły powinny postawić na nauczanie zdalne. Decyzją rządu placówki pozostają otwarte, jednak wbrew tym postanowieniom dyrektorzy niektórych z nich podejmują decyzję o zamknięciu ich podwojów na własną rękę. Nie tylko nauczyciele czują się zagrożeni – uczniowie coraz częściej przyznają, że boją się, że zarażą koronawirusem swoich rodziców lub dziadków. W ubiegły poniedziałek wielu polskich uczniów strajkowało przeciwko konieczności nauki stacjonarnej poprzez czarny ubiór. Na razie jednak nie zapowiada się na zamknięcie placówek oświatowych.