Niedawno Sean Parker, jeden z twórców Napsetera i pierwszy dyrektor Facebooka publicznie przyznał się, że żałuje, że przyłożył rękę do dzisiejszego kształtu mediów społecznościowych.

- Nie wiem, czy w pełni rozumiałem wtedy konsekwencje tego co mówiłem (w trakcie doradzania Facebookowi – przyp. red.), z powodu niezamierzonych konsekwencji sieci rozrośniętej do 2 miliardów użytkowników, która realnie wpływa na społeczeństwo – powiedział Parker i dodał – Tylko Bóg wie, co to robi z mózgami naszych dzieci.

Kolejnym głosem stał się Chamath Palihapitiya, były dyrektor do spraw wzrostu bazy użytkowników. Podczas niedawnego spotkania z nim w Stanford Graduate School of Business powiedział: “Wydaje mi się, że stworzyliśmy narzędzia, które niszczą tkankę społeczną i to jak ona działa.”

Część z jego przemyśleń pokrywa się z wypowiedziami Parkera, który zwrócił uwagę między innymi na znaczenie zapętlonego pędu użytkowników mediów społecznościowych do ciągłego potwierdzania swojej wartości. Każda czynność, część życia, wydarzenie powinno zyskać aprobatę innych wyrażoną “lajkami”, komentarzami czy odpowiednimi emotikonami. To taki szybki wyrzut dopaminy, który potrafi realnie uzależnić.

Kilka dni po stwierdzeniu Parkera Palihapitiya powiedział publiczności Stanford: “Ten krótkotrwały efekt niszczy społeczeństwo takie jakie znamy. Nie jest to problem amerykański, nie chodzi o rosyjskich hakerów. To problem globalny.”

- Czuję ogromną winę – dodaje Palihapitiya pytany o swoją pracę nad Facebookiem – Wydaje mi się, że wszyscy mieliśmy w tyle głowy myśl, że przyniesie to negatywne, choć niezamierzone konsekwencje. Nie przewidzielismy jednak takich, jakie nastąpiły.

Pytany o rozwiązanie Palihapitiya odpowiedział, że nie widzi żadnego konkretnego. Jedyne, co sam by polecił to po prostu przestać z tego korzystać.

- Sam nie robię tego od lat – przyznał i dodał, że jego dzieciom nie wolno używać “tego gówna”.

Źródło: Gizmondo