Jeśli posłanka pragnie, aby policja całowała ją po tyłku, to należałoby przywołać cytat z pewnego filmu: – Nie za szybko, może najpierw buzi? Znaczy, w miejsca bardziej dostępne i bardziej higieniczne?



Piszę z jednodniowym opóźnieniem – media wszak doniosły o sprawie wczoraj – ale chciałem rzecz przetrawić. I doszedłem do wniosku, że akurat w tym wypadku muszę jednoznacznie opowiedzieć się po stronie policji. Przypomnijmy – posłanka PiS Anna Sikora została zatrzymana na warszawskim Żoliborzu przez funkcjonariuszy drogówki. Powód? Posłanka w czasie prowadzenia pojazdu rozmawiała przez telefon trzymając do w ręku (zabrakło zestawu głośnomówiącego) co jest oczywiście zabronione. Jednak wiem, że policja potrafi przymknąć oko na ten występek, jeśli winowajca okaże skruchę i zapewni, że to ostatni raz; że dzwoniła chora babcia czekająca na przeszczep. I tak dalej – człowiek z człowiekim (nawet z tym w mundurze) potrafi się – choć nie w każdym wypadku – dogadać.


Jak wiemy, posłanka zachowała się arogancko, agresywnie i obraźliwie. Jak wielu polityków przed nią, i pewnie wielu po niej. Tym razem funkcjonariusze nie spuścili uszu po sobie, ale sprawie nadali bieg – raport o oburzającym zachowaniu pani Sikory trafił na biurko prokuratora. I bardzo dobrze! Wreszcie.


Nie będę powtarzał banałów, że poseł jest posłem z wyboru i reprezentuje określony elektorat. Który niekoniecznie pranie być całowanym po d... przez służby mundurowe. Nie będę wchodził w buty politologa i wylewał łez nad partią, która stara się odbudować swój nadszarpnięty wizerunek i takie zachowania jak pani Sikory tylko jej szkodzą. Bo co mnie to obchodzi? Chodzi mi raczej o wizerunek policji – jeśli dziś pani posłanka nie zostanie przykładnie ukarana (pytanie – czy również na forum partii?), wówczas policja utrwali swój image chłopców do bicia, a prokuratura – służby dyspozycyjnej politycznie. Bo przecież to nieprawda, prawda?