W połowie lipca policja zatrzymała jednego z szefów camorry CESARE PAgANo, a państwo przejęło część bandyckiej fortuny. Jednak eksperci uważają, że „gomorra” jest za silna i zbyt ustosunkowana w kręgach politycznych,  by można było pokonać ją w wyniku kilku spektakularnych akcji.


Wojna szybko się nie skończy


Cesare Pagano doskonale wiedział, że policja depcze mu po piętach. Mimo to nie obawiał się karabinierów, którzy przecież nie mieli pojęcia, jak wygląda jeden z osławionych szefów camorry. Dlatego zlekceważył fakt, że znalazł się na „elitarnej” liście trzydziestu najbardziej poszukiwanych przestępców, sporządzonej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.


Zaszył się w ustronnej willi w Licoli na neapolitańskim wybrzeżu, skąd kierował swoją grupą przestępczą. Na zewnątrz wychodził jedynie o świcie, by kupić najnowsze wydanie gazety – dowiadywał się z niej, jak bardzo jest poszukiwany. Lubił tę sławę, choć to ona miała go zgubić...


Nie wiedział, że od pewnego czasu policja bacznie przygląda się kioskom i analizuje ich klientelę. Policyjny agent poinformował funkcjonariuszy o obyczajach szefa Secesjonistów ze Secondigliano – jednego z najgroźniejszych klanów neapolitańskiej camorry.


W pierwszej połowie lipca br. policjanci zatrzymali zaskoczonego Pagano (wraz z nim wpadł bratanek – Carmine). Włoska prasa, czuła na punkcie mody, nie omieszkała donieść, że gangster miał wówczas na nogach buty swej ukochanej firmy Cesare Paciotti.


Pagano był tylko jednym z zatrzymanych w tym czasie. W ramach gigantycznej operacji przeciwko włoskiemu podziemiu kryminalnemu w policyjne sieci wpadli bossowie innych odłamów camorry, a także wielu członków kalabryjskiej Ndranghety. Sama camorra straciła majątek wart ponad miliard euro.


Takiego ciosu w splot słoneczny włoska mafia nie dostała już od bardzo dawna.


Inna sprawa, że Pagano czuł zaciskającą się wokół niego pętlę. W maju poprzedniego roku wpadł jego kompan Raffaele Amato – z willi w hiszpańskiej Marbelli policja wywlokła go nad ranem. Amato nie spodziewał się tej akcji – od ponad dziesięcu lat wybrzeże Costa Del Sol stanowiło bezpieczną przystań dla neapolitańskich gangsterów, którzy spędzali tu całe miesiące. W kraju Cervantesa zaczęto ich nawet określać mianem La Costa Nostra (nasze wybrzeże), co miało budzić jednoznaczne skojarzenie z cosa nostrą, synonimem włoskiej przestępczości zorganizowanej. Ale hiszpańska gościnność skończyła się.


Może dlatego Pagano ukrył się pod Neapolem. Wszak pod latarnią najciemniej...


Żaglowce  śmierci


Scampia i Secondigliano to wielkie blokowiska budowane od  lat 60. na północy Neapolu. Miały być dumą miasta – niestety, masywne, mające wytrzymać trzęsienie ziemi bloki dawno utraciły swą elegancję. Punktem orientacyjnym obu dzielnic jest kolonia La Vela, składająca się z wieżowców zbudowanych w kształcie żaglowców. Ich mieszkańcy – świadkowie dramatycznych wydarzeń, jakie wstrząsały tą okolicą – mogliby opowiedzieć wiele mrocznych historii. W cieniu żaglowców stracił życie niejeden gangster, który miał nieszczęście zadrzeć z camorrą. Wystarczyło, że nie rozliczył się na czas ze sprzedaży narkotyków – procederu, z którego od dziesięcioleci utrzymuje się kryminalne podziemie stolicy Kampanii. Strzelaniny, pobicia, policyjne pościgi, pogrzeby zabitych w porachunkach – to codzienność Scampii.


Codzienność, której i mieszkańcy, i władze kraju miały dość. Ale czy uderzenie w silny odłam camorry i aresztowanie jego szefa cokolwiek zmieni? Roberto Saviano na stronach swej bestsellerowej książki „Gomorra” udowadnia, że hydra potrafi się odradzać, a żadna policyjna operacja nie była w stanie zagrozić istnieniu camorry.


Secondigliano słynnie też z więzienia o zaostrzonym rygorze – ciekawe, że krwawa przestępczość wyrosła niemal pod murami tej ponurej placówki.


Krew polała się szerokim strumieniem na przełomie 2004 i 2005 roku. Do tej pory północnym Neapolem rządziła grupa Paolo Di Lauro, zwanego Ciruzzio il Milionario – zyski z narkotyków oraz prostytucji rosły z roku na rok, i wydawało się, że nikt nie będzie próbował podskoczyć rodzinie Di Lauro. Camorra wprawdzie nie jest organizacją zarządzaną centralnie i autokratycznie jak sycylijska cosa nostra, stanowi raczej federację (alians) pomniejszych formacji, ale Paolo przyzwyczaił się do tego, że na swoim terytorium nie ma żadnej konkurencji. Tym bardziej że boss nawiązał kontakty z Sycylijczykami, i wydawało się, że obie organizacje wejdą w alians, który jeszcze bardziej wzmocni pozycję Di Lauro.


Jednak dwóch gangsterów pracujących pod skrzydłami Di Lauro – Cesare Pagano i Raffaele Amato – uznało, że wyjście z tej struktury będzie dla nich korzystniejsze niż pozostawanie na usługach familii. Wprawdzie Misha Glenny w swej słynnej książce „McMafia, zbrodnia nie zna granic” lansował tezę, że współczesna przestępczość zorganizowana coraz bardziej przypomina gigantyczną korporację, ale Pagano i Amato postawili na równie modny regionalizm. Nie chcieli dzielić się zyskami z zarządem klanu. Mieli pod sobą chłopaków z dzielnicy i zamierzali działać wyłącznie z nimi.


Jak pisze Saviano w „Gomorze”: „Raffaele Amato alias ’A Vichiarella (»staruszka«), boss drugiego planu, odpowiedzialny za narkotykowy biznes klanu w Hiszpanii, uciekł do Barcelony z pieniędzmi rodziny Di Lauro.

Tak się mówiło. W rzeczywistości jego wina polegała na tym, że nie oddał swojej kwoty do kasy klanu, pokazując w ten sposób, że nie chce dłużej podlegać hegemonii ludzi, którzy jego usługi chcieli opłacać jedynie pensją. Tym samym ogłosił oficjalny rozłam organizacji”.


W 2004 roku Pagano i Amato stworzyli własną grupę, która rychło zyskała miano Scissionisti di Secondigliano (Secesjoniści z Secondigliano). Szybko udało im się przejąć część narkotykowego tortu Di Lauro oraz stworzyć własne szlaki przerzutowe. Ponieważ członkowie Secesjonistów ciągle podróżowali do portów hiszpańskiej Galicii (po towar z Kolumbii) oraz na wybrzeże Costa del Sol (po rozrywkę), nazwano ich także Hiszpanami.


Następnie narkotyki krążyły po Włoszech w... śmieciarkach.


Jednak secesja ta została okupiona daniną krwi. Ludzie Di Lauro (w tym jego syn Cosimo) nie zamierzali oddać pola bez walki – w październiku 2004 r. rozpoczęli brutalną wojnę, w której nie oszczędzano nawet rodzin czy... sympatii mafiosów. Śmierć poniosło kilkadziesiąt osób.


Wielkim wstrząsem dla Włochów okazało się zabójstwo młodziutkiej Gelsominy Verde – czarnowłosa piękność została skatowana i zastrzelona za to, że była kochanką jednego z Secesjonistów. Opinia publiczna i media zaczęły naciskać na policję, aby położyła kres jatce – funkcjonariuszom udało się wówczas zatrzymać jednego z „cyngli” klanu Di Lauro, który był związany z zabójstwem Verde. Przyciśnięty przez prokuraturę zaczął sypać – dzięki jego zeznaniom zatrzymano wielu szefów skłóconej wewnętrznie camorry. W 2005 roku ucichły strzały, a sam Di Lauro trafił za kraty na 30 lat, aresztowany w jednym z mieszkań blokowiska Secondigliano.


Italia odetchnęła – wydawało się, że czas apokalipsy się skończył, a camorra została ostatecznie pokonana. Niekoniecznie.


W imieniu  króla


Pagano triumfował. Teraz to on rządził w Secondigliano, przejął także wpływy w Arzano, Casavatore i Melito Mugnano. Stał się jedną z najpotężniejszych figur camorry obok szefów takich klanów jak Russo, Mallardo czy Casalesi. Sprowadzane z Ameryki Środkowej i Południowej narkotyki zalały włoski rynek, a zyski popłynęły do tandemu Pagano–Amato.


Idylla nie trwała długo. W 2005 roku w Barcelonie wpadł Amato (miesiąc wcześniej zatrzymano jego śmiertelnego wroga – Cosimo Di Lauro). Jednak prokuratura nie potrafiła zgromadzić przekonujących dowodów jego zbrodni i współszef Secesjonistów wyszedł na wolność. Jednak nie na długo – w 2009 roku trafił ponownie za kratki. Jeśli nie wykaże się dobrym sprawowaniem, spędzi za nimi 20 lat.


Przerażony Pagano kontynuował gangsterską działalność, ale miał świadomość, że policja może wkrótce trafić i na jego trop. Co za wyczucie sytuacji...


Aresztowanie obu szefów klanu to silny cios nie tylko w Secesjonistów, ale także w całą camorrę. Trudno sobie jednak wyobrazić, by ta potężna i zamożna organizacja rozpadła się jak domek z kart – przetrwała już niejedną burzę. Poza tym zawsze udawało się jej wkręcić w środowiska polityczne: tuż po powstaniu owego spisku przestępców w 1820 r., był on wykorzystywany przez władze Królestwa Neapolu jako narzędzie politycznych mordów. W zamian za drobne usługi na rzecz tronu, ludzie camorry mogli spokojnie rozwijać biznes, oparty na ulicznych grach hazardowych. Potem zorientowali się, że źródeł zysku jest o wiele więcej...


Ponieważ camorra w odróżnieniu od cosa nostry nigdy nie miała jednego kierownictwa – ani ojca chrzestnego, ani cupoli (rady bossów) – wpadka szefa jednego z kilkudziesięciu klanów nie stanowiła zagrożenia dla camorry jako całości.


Niedawno wielkim wydarzeniem we Włoszech stały się reportaże Simone Di Meo – dziennikarza specjalizującego się w camorze. Oba – „Faida Di Camorra” (Zemsta camorry) oraz „L’ Impero Della Camorra” (Imperium camorry) – ujawniały kulisy działalności klanu Di Lauro. Z osobą Di Meo związany jest też pewien skandal towarzyski. Otóż media zarzuciły autorowi „Gomorry”, R. Saviano, że w swej książce obficie korzystał z artykułów Di Meo (publikowanych od lat), nie podając źródła. Saviano ripostował, że wszelkie źrodła są dobrem publicznym i mógł z nich korzystać bez ograniczeń.


W rozmowie z magazynem „Śledczy” Simone Di Meo twierdzi, że policyjne akcje, choć coraz skuteczniejsze, nie osiągną zamierzonego celu. Camorra ma zdolność odradzania się, a poza tym służby wywiadowcze nie są w stanie tak naprawdę określić wroga.


– Ile osób pracuje dla camorry? – zastanawia się dziennikarz. – Tego nie sposób policzyć. Wiemy tylko o tych, którzy wpadają. Jednak na wolności pozostają ludzie, których nawet nie podejrzewalibyśmy o związki ze światem przestępczym.