Naukowcy odkryli już ponad 200 kraterów po uderzeniach ciał niebieskich w naszą planetę – niektóre są tak duże, że wydaje się niemożliwe, aby taka kolizja nie wywołała globalnej katastrofy. Jednak tylko nieliczne z tych śladów udało się powiązać ze znanymi paleontologom epizodami wymierań. Być może więc niektóre zderzenia kończą się dla ziemskiej biosfery całkiem bezboleśnie. Inne jednak są w stanie odmienić ją bezpowrotnie.

CIOS W SKORUPĘ


Efekt zderzenia zależy od wielkości kosmicznej skały. Dzielimy je na meteoroidy (do 50 metrów średnicy) i asteroidy (większe niż 50 m). W przypadku kilkukilometrowego głazu siła zderzenia może być tak wielka, że dosłownie wywraca skorupę ziemską na lewą stronę. Do atmosfery dostaje się mnóstwo pyłu oraz uwolnione wskutek reakcji chemicznych gazy, w tym dwutlenek węgla. Skutki mogą więc wahać się od globalnej zimy do globalnego upału, zależnie od proporcji zanieczyszczeń. Tak czy inaczej – zwierzęta i rośliny wymierają w szybkim tempie.

Najbardziej znanym i najmniej dyskusyjnym przykładem kosmicznej zagłady było wydarzenie sprzed 65 mln lat. Asteroida o średnicy 10 km spadła na obszar, który dziś nazywamy półwyspem Jukatan i wyrzeźbiła krater Chicxulub (ponad 180 km średnicy). Wymarły wówczas nie tylko dinozaury, ale także liczne morskie bezkręgowce i rośliny. Te ostatnie na kilka lat niemal całkowicie ustąpiły miejsca grzybom, którym nie przeszkadzał brak światła słonecznego.

LODOWA BOMBA


Kometa to ciało niebieskie o mniejszej gęstości niż asteroida – składa się głównie z brudnego lodu. Po wejściu w atmosferę i szybkim podgrzaniu po prostu eksploduje. Fala uderzeniowa jest w stanie wywołać pożary na dużych obszarach, a uwolnione gazy i pyły odcinają dostęp światła słonecznego do Ziemi, dając efekt zimy nuklearnej. Kometa może do nas dolecieć w całości lub w postaci kilku fragmentów, eksplodujących w różnych rejonach atmosfery. Wówczas zamiast jednego globalnego kataklizmu mamy kilka mniejszych, regionalnych, ale efekt końcowy wygląda podobnie.

Ślady takich katastrof są bardziej dyskretne niż w przypadku asteroid – po eksplozji nie zostaje żaden krater. Można jednak odnaleźć warstwy sadzy po pożarach lub mikroskopijne kuleczki zawierające „nieziemski” hel-3. Na podstawie takich danych uczeni podejrzewają np., że 12, 9 tys. lat temu kometa o średnicy 4–5 km eksplodowała 50–100 km nad Ziemią. Skutek – zagłada megafauny takiej jak mamuty czy tygrysy szablastozębne i poważne uszczuplenie ludzkiej populacji.

UDERZENIE OD ŚRODKA

Efekty podobne do skutków bliskiego spotkania z asteroidą czy kometą mogą dać także jak najbardziej ziemskie zjawiska. Chodzi o gigantyczne erupcje wulkanów, wyrzucających do atmosfery pyły i toksyczne gazy w ilościach liczonych w tysiącach kilometrów sześciennych, pokrywające lawą całe krainy, a popiołem – całe kontynenty. Do takich zdarzeń dochodzi częściej, niż kiedyś sądzono – ryzyko jest 10 razy większe niż w przypadku zderzenia z asteroidą.Naukowcy odkryli pozostałości działalności superwulkanów w wielu rejonach Ziemi – przykłady to chociażby wyspy, takie jak Islandia, Hawaje, Wyspy Wielkanocne czy wyspa Reunion na Oceanie Indyjskim, które zostały w całości utworzone przez takie erupcje. Pod amerykańskim Yellowstone znajduje się zbiornik lawy, który wybucha dość regularnie co ok. 600 tys. lat. Zdaniem części badaczy niedługo może znów się uaktywnić.Nawet stosunkowo niewielki superwulkan może doprowadzić do głębokich zaburzeń klimatycznych, które dotkną całą planetę. Ale jest jeszcze jedna „tajna broń” natury: tzw. wystrzały Verne’a, czyli wielkie kawały skorupy ziemskiej odrywane i wyrzucane wysoko w atmosferę przez gwałtowne erupcje. Takie masy skalne mogą odlecieć w kosmos, ale mogą również powrócić na Ziemię, imitując uderzenie asteroidy ze wszystkimi negatywnymi tego skutkami. Przy czymś takim Pompeje to drobiazg...

O MAŁY WŁOS

W ciągu ostatnich 30 lat uczeni zarejestrowali kilka tzw. bliskich przejść obiektów kosmicznych obok Ziemi. W 1972 roku meteoroid wielkości 10 m przeleciał 1500 km w atmosferze ziemskiej. Wszedł w nią nad Salt Lake City w stanie Utah (USA), a wyszedł dopiero nad Calgary w Kanadzie. Bolid był widoczny na niebie przez niemal dwie minuty. Minimalna odległość od powierzchni Ziemi wynosiła tylko 58 km. W 1989 roku orbitę naszej planety przecięła trzystumetrowa (większa niż Pałac Kultury i Nauki w Warszawie) asteroida 4581 Asclepius. Gdyby pojawiła się tylko sześć godzin wcześniej, mogłaby uderzyć w Ziemię. W 2002 roku w odległości równej 120 tys. km (to jedna trzecia dystansu do Księżyca) minęła nas asteroida wielkości ok. 100 metrów. Odkryto ją zaledwie trzy dni wcześniej – gdyby była na kursie kolizyjnym z Ziemią, praktycznie nic nie dałoby się zrobić.