„Po co się żenić, skoro niedługo będzie koniec świata?” – odpowiadali w I w. chrześcijanie, gdy zdumieni poganie pytali ich, dlaczego nie wstępują w związki małżeńskie. Pierwsi wyznawcy Chrystusa byli przekonani, że kres czasów jest blisko i niebawem Zbawiciel ponownie pojawi się na ziemi, by sądzić żywych i umarłych. Uznawali w związku z tym, że małżeństwo i płodzenie dzieci nie mają większego sensu. Należało skupić się na oczyszczeniu duszy, w czym życie rodzinne mogło tylko przeszkadzać. A przykład dał sam Jezus, który nigdy nie miał żony.

Asceza i celibat nie były jednak wynalazkami chrześcijaństwa. Już od wielu stuleci rozwijały się w cywilizacji grecko-rzymskiej kierunki filozoficzne propagujące czystość. W VI w. p.n.e. Pitagoras założył związek nieżonatych mężczyzn, twierdząc, że dzięki okiełznaniu cielesnych żądz można osiągnąć wyzwolenie duszy. Żydowska sekta esseńczyków, która oddzieliła się od głównego nurtu judaizmu w połowie II w. p.n.e., zalecała swym wyznawcom ścisły celibat. Poglądy esseńczyków silnie wpłynęły na chrześcijaństwo, a ich pustynne wspólnoty samotnych mężczyzn stały się wzorem dla późniejszych klasztorów.

Jeszcze w III w. teolog Orygenes sam się wykastrował, by uniknąć pokus. Na pewno go rozumiał żyjący w tamtych czasach afrykański biskup Cyprian. „Kiedy pozostajecie czyści i nietknięci, jesteście równi aniołom Boga” – głosił. Zachowanie celibatu pełniło też rolę (jak dziś byśmy powiedzieli)PR-ową. Poskromienie naturalnych popędów, uznawane przez wielu ludzi za niemożliwe do osiągnięcia, miało stanowić dowód duchowej siły chrześcijan, świadczyć o tym, że to oni odnaleźli religijną prawdę.

SYN KSIĘDZA PAPIEŻEM

W miarę upływu lat chrześcijanie tracili jednak nadzieję na szybki koniec czasów. Religia tymczasem rozwijała się, zyskując szerokie rzesze wyznawców. Prostym ludziom obce były rozważania na temat wyzwolenia duszy przez czystość. Stopniowo również podejście teologów do małżeństwa i rodziny zaczęło zmieniać się na bardziej realistyczne. W IV w. św. Augustyn skonstatował, że całkowite wyeliminowanie seksu jest niemożliwe. Skłoniły go do tego m.in. jego własne doświadczenia. Opisywał, jak nocami wciąż nawiedzały go erotyczne sny i jak po przebudzeniu stwierdzał ze zgrozą, że we śnie doznał wytrysku.

Przyszły święty uznał zatem za realne ograniczenie seksu do małżeństwa, w celu płodzenia dzieci. Zalecał, by stosunki odbywać „ze smutkiem”, gdyż żądza jest demoniczna i plugawa.