Jak nauczyć dziecko dbać o przyrodę?

Dbanie o przyrodę powinno być wpisane w DNA człowieka już od najmłodszych lat, a przykład zwykle idzie od rodziców i nauczycieli. Jak mądrze uwrażliwić dziecko na dobro fauny i flory?

Nowa seria książek z serii "Pomóż mi przetrwać”, czyli “Złamane skrzydło Adrianka”, “Mała Asia w wielkiej Puszczy”, które należą do cyklu Akademia Mądrego Dziecka, mogą okazać się w tym pomocne. Nie tylko odpowiadają jak pomagać zwierzętom, które znalazły się w tarapatach, serwując garść ważnych wskazówek i ciekawostek, o których nikt nie uczy w szkole. W każdej części książek autorstwa Ewy Nowak młodzi czytelnicy dostają solidną (lecz przyswajalną) porcję praktycznych informacji, które są uzupełnieniem głównej historii o zwierzaku, który potrzebuje pomocy i dziecku, które akurat znalazło się w pobliżu. Dzięki temu dziecko może nie tylko poznać cechy i styl życia danego gatunku, ale też zdobyć cenną wiedzę, co zrobić, gdy konkretne zwierzę znajdzie się w opałach.

Złamane skrzydło Adrianka - fragment książki

Poza gniazdem

Niedobrze, że żadnego rodzica nie było w gnieździe. Wypatrzyła to młoda bocianica. Znowu podleciała do ich gniazda. Usiadła, zaklekotała, zamachała skrzydłami i… złapała Adrianka za szyję.

„Co się dzieje? Pomocy!”.

Adrianek poleciał w dół. Jak dobrze, że Ewunia i jej babcia rozpięły siatkę wokół gniazda. Gdyby Adrianek upadł na ziemię, byłoby już po nim.

Bezwładny pisklak ranny w szyję, z podrapanym brzuchem i z uszkodzonym skrzydłem leżał na siatce. Oczy miał zamknięte, a szary dziób rozwarty. Czy żyje? (…)

Rodzice Adrianka przepędzili bocianicę. Rodzeństwo zostało uratowane. Adrianek usłyszał ich klekot.

Ewunia chciała wsadzić Adrianka z powrotem do gniazda. Niestety, jego skrzydełko zostało przetrącone. Jak dobrze, że babcia była weterynarką i znała się na leczeniu zwierząt.

Nie minęło pół godziny, a Adrianek miał już opatrzone skrzydełko. Ewunia znalazła skrzynkę po jabłkach, wymościła ją sianem i położyła w niej przerażonego bocianka.

Babcia zadzwoniła do znajomej ornitolożki. Dowiedziała się, że pisklę bociana trzeba karmić dżdżownicami, rybami, pasikonikami i mielonym mięsem. W żadnym razie nie wolno mu dawać tego, co jedzą ludzie, bo mu to zaszkodzi.

Niestety, Adrianek nie chciał jeść. Siedział nastroszony. Czasem zerkał w stronę gniazda. Ale gdy babcia przyniosła Adriankowi leszcza, od razu się ożywił! Takiemu przysmakowi trudno się oprzeć. Pisklak chwycił rybę w dziób i połknął ją w całości. 

Sztuka latania

Adrianek miał już trzy miesiące. Puch zniknął, a na jego miejscu pojawiły się czarno-białe pióra. Nogi i dziób nie były jeszcze czerwone, ale Adrianek wyglądał już jak dorosły bocian. Chodził za Ewunią krok w krok. Spędzali czas nad stawem, na mokradłach i łąkach. Ewunia chciała, żeby Adrianek sam zaczął polować. W końcu któregoś dnia bocianek schwytał pierwszego w życiu pasikonika. Hurra! Teraz już nie zginie z głodu.

Czas najwyższy, żeby Adrianek nauczył się latać. Tylko jak to zrobić?

Gdyby był w gnieździe, naśladowałby rodziców i rodzeństwo. Przecież Ewunia nie umiała latać, ale jak na zastępczą mamę przystało, robiła co mogła, żeby jak najlepiej wychować swoje dziecko. Skakała, biegała i rozkładała ręce. Czy Adrianek zrozumiał, co powinien robić?

Bocianek podskakiwał, rozkładał skrzydła, ale nie umiał się wznieść.

– Ewuniu, nie ucz go latać – zaśmiała się babcia. – Każdy bocian ma latanie w genach. Sam się nauczy. 

Mała Asia w wielkiej Puszczy - fragment książki

Nocne niebezpieczeństwo

W nocy rodzina Asi zgrupowała się wokół paśnika, gdzie Marcin i jego tata wyrzucali dla żubrów buraki. Najedzone zwierzęta położyły się wśród wrzosów. Skóra żubra jest bardzo gruba, a futro tak gęste, że żubr może leżeć nawet na lodzie. Zimno im nie zagraża, za to czyha na nie inne niebezpieczeństwo. 

Te zwierzęta lubią liście jeżyn. Nawet w nocy kilka młodych samców podjadało je ze smakiem. Ale co to?! Wśród liści zabłyszczały czyjeś ślepia. To wilki otoczyły żubrzą rodzinę. 

Mama Asi zachruszczyła. Wszystkie młode osobniki skupiły sie w środku grupy, a dorosłe ustawiły się w kole, jeden obok drugiego, z rogami skierowanymi w stronę lasu, gotowe do odparcia ataku. Gdyby któryś wilk ośmielił się podejść, natknąłby się na ostre rogi.

Wilki krążyły wokół stada. Były głodne, a w norach miały szczeniaki do wykarmienia. Żubry były silniejsze, ale jeśli teraz się rozzłoszczą i rozproszą, ich cielaki przestaną być bezpieczne.

Nad lasem świtało, ale wilki wciąż krążyły wokół rodziny Asi. Oj, zaczynało się robić bardzo niebezpiecznie. 

Pojedynek

Kto tak hałasował? To młody byk, który nie należał do rodziny. Nazywano go Pojedynkiem. Krążył samotnie po okolicy. Jak udało mu się wyczuć, że żubrza rodzina potrzebuje pomocy? Zwierzęta mają instynkt.

Rozjuszony Pojedynek z impetem wbiegł prosto na polanę. Gałęzie trzaskały spod racic, krzewy szeleściły, słychać było prychanie i warczenie, a Pojedynek szarżował wprost na waderę, czyli samicę wilków dowodzącą watahą. Wilki zaczęły uciekać. Asia i inne cielęta były bezpieczne. 

Pojedynek dostojnie podszedł do paśnika, chwycił odrobinę siana i dumny wrócił w głąb puszczy. Gdy stanie się dorosłym samcem, krowy będą pamiętać, że jest bohaterski i opiekuńczy. Będą chciały mieć z nim cielaki i Pojedynek przekaże geny przyszłym pokoleniom żubrów.