AI świetnie radzi sobie z tym, czego wielu z nas nie lubi
Sztuczna inteligencja jest dostępna przez całą dobę, nie wymaga umawiania wizyt i potrafi błyskawicznie przygotować listę zakupów, przepisy czy plan posiłków dopasowany do naszych preferencji. Brzmi idealnie i cóż, pomijając już etyczny aspekt korzystania z AI, to często tak jest. ALE.
No właśnie, zawsze jest pewien haczyk. Jedną z największych zalet chatbotów nie jest wcale wiedza żywieniowa, ale odciążenie użytkownika z codziennego planowania. Dla wielu osób, w tym dla mnie, największym wyzwaniem nie jest samo gotowanie, lecz ciągłe zastanawianie się, co kupić, co ugotować i jak pogodzić zdrowe odżywianie z pracą oraz innymi obowiązkami. Tego chyba powinni uczyć w szkole, bo te zadania, powtarzane kilka razy w tygodniu, potrafią nieźle człowieka wymęczyć.
Dlatego AI może być tutaj świetnym rozwiązaniem. Potrafi szybko przygotować tygodniowy jadłospis, zaproponować zamienniki składników czy policzyć orientacyjną zawartość białka, błonnika lub kalorii. Niektórzy użytkownicy traktują chatboty również jako rodzaj cyfrowego motywatora, który przypomina o założeniach diety i pomaga utrzymać konsekwencję. Wszystko to można na bieżąco modyfikować, bo jeśli jakiś składnik nam jednak nie zasmakuje, w każdej chwili można poprosić o kolejną podmiankę.
Problem w tym, że chatbot nie zadaje tylu pytań co specjalista
Wydaje mi się, że w przypadku wykorzystywania AI do czegokolwiek, zawsze sprowadza się to do jednego – na sztucznej inteligencji nie można całkowicie polegać. Czy to przy pisaniu tekstu, szukaniu informacji czy właśnie układaniu diety. Kiedy chcemy ogólnie poprawić planowanie posiłków i jeść zdrowiej, to może się udać. Jednak kiedy w grę wchodzą kwestie zdrowotne, wtedy zaczynają się problemy. AI nie jest i nigdy nie będzie pełnoprawnym dietetykiem lub lekarzem. Może mi pomóc liczyć kalorie, ułożyć ciekawe śniadania czy listę zakupów, jednak nie powinien wchodzić w głębiej i próbować zastępować specjalisty. A raczej, my nie powinniśmy tego wymagać.
Człowiek podczas konsultacji zwykle dopyta o historię chorób, przyjmowane leki, wyniki badań czy wcześniejsze problemy zdrowotne. Chatbot najczęściej odpowiada wyłącznie na podstawie informacji, które samodzielnie mu przekazaliśmy, a wiele osób nadal nie chce dzielić się takimi szczegółami ze sztuczną inteligencją (i słusznie). W dodatku, jesteśmy tylko ludźmi i nawet wchodząc już głębiej w stan zdrowia, możemy zapomnieć wspomnieć o jakimś schorzeniu lub nawet nie zdawać sobie sprawy, że jakieś informacje są istotne. System z kolei nie dopyta i będzie bazował na niekompletnym obrazie naszego organizmu i pod takowy ułoży dietę. Najczęściej niezbyt dobraną.

W sieci można znaleźć już sporo historii osób, które w ten sposób pogorszyły swoje zdrowie. Jeśli teraz poprosiłabym o przygotowanie diety ChatGPT, ale nie wspomniałabym, że mam tendencję do kamieni nerkowych, istnieje duże prawdopodobieństwo, że mój jadłospis obfitowałby w produkty ze szczawianami. Tak, szpinak, buraki, nasiona chia czy fasola są zdrowe, jednak nie dla mnie.
Z AI jest jeszcze jeden problem – sztuczna inteligencja zawsze jest pewna swego. Najnowsze modele od OpenAI zeszły już poniżej 50% halucynacji. Imponujące? Tak, tylko że wiele osób zapomina o tych pozostałych procentach, a to wciąż prawie połowa odpowiedzi. AI nie wie, że zmyśla, dopóki tego nie wytkniemy. Z drugiej strony, kiedy to wszystko jest napisane tak pewnie, wiele ludzi traci czujność i nie sprawdza. W przypadku diety może mieć to kiepskie skutki.
To właśnie dlatego eksperci zalecają ostrożność. Badania przywoływane w raporcie pokazują, że część porad żywieniowych generowanych przez sztuczną inteligencję może być nie tylko nieskuteczna, ale w niektórych przypadkach wręcz szkodliwa przy długotrwałym stosowaniu. Szczególnie dotyczy to dzieci, nastolatków oraz osób cierpiących na choroby przewlekłe.
Jak korzystać z AI rozsądnie?
Nie chodzi mi tutaj, by odradzać korzystanie z ChatGPT do planowania posiłków czy liczenia składników odżywczych. To może być dobry sposób na zbudowanie nawyków. Chodzi mi o to, by nie traktować AI jako nieomylnego eksperta. Chatbot świetnie sprawdzi się przy planowaniu zakupów, szukaniu inspiracji kulinarnych czy układaniu przykładowych jadłospisów. Potrafi też szybko wyjaśnić podstawowe zagadnienia związane z odżywianiem albo pomóc dostosować przepisy do określonych preferencji żywieniowych.
Co innego, gdy w grę wchodzą choroby przewlekłe, poważne ograniczenia dietetyczne lub radykalne zmiany sposobu odżywiania. W takich sytuacjach sztuczna inteligencja nadal nie zastąpi specjalisty, który potrafi spojrzeć na pacjenta całościowo, zadać dodatkowe pytania i uwzględnić kontekst, którego algorytm zwyczajnie może nie znać. Bo ostatecznie problem nie polega na tym, że AI układa diety, tylko na tym, że bezgranicznie ufamy w to, co nam podsyła.
