Tymczasem znany autorytet w świecie ogrodnictwa i gwiazda kultowych programów BBC, Monty Don, studzi ten zapał. W podcaście „Gardeners’ World Magazine”, w rozmowie dziennikarzami „Country Living” przypomina o fundamentalnej prawdzie, o której w pędzie codziennej pielęgnacji często zapominamy: rośliny nie powinny być całkowicie uzależnione od sztucznego, codziennego nawadniania.
Zdrowa gleba działa jak naturalna gąbka
Klucz do stworzenia odpornego, bujnego ogrodu, który bez szwanku przetrwa nawet kilkutygodniowe fale upałów, nie leży na powierzchni, ale głęboko pod naszymi stopami. To jakość gleby – jej struktura, porowatość oraz wysoka zawartość próchnicy – decyduje o tym, czy nasza zielona przestrzeń poradzi sobie w ekstremalnych warunkach pogodowych.
Jak wyjaśnia Monty Don, to właśnie zdolność gleby do magazynowania wilgoci jest absolutnym fundamentem sukcesu podczas letnich susz. Ziemia uboga, zbita lub pozbawiona materii organicznej działa jak spękana glina – woda spływa po jej powierzchni, natychmiast wyparowuje i nie dociera tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
Z kolei podłoże bogate w substancje próchniczne zachowuje się dokładnie tak, jak wielka, chłonna gąbka. Podczas opadów lub podlewania absorbuję potężne ilości wody, a następnie powoli, sukcesywnie oddaje ją systemom korzeniowym roślin, gdy na zewnątrz panuje skwar. Inwestycja w dokarmianie gleby kompostem, obornikiem czy ściółkowaniem to długofalowy zabieg, który procentuje w najtrudniejszych momentach sezonu, dając nam bezcenny spokój ducha i pozwalając ograniczyć zużycie wody.
Podlewaj rzadziej, ale obficie. Porzuć nawyk powierzchownego zraszania
Żeby było jasne, słynny ogrodnik nie neguje całkowicie potrzeby podlewania, jednak ostro przestrzega przed najczęstszym błędem popełnianym przez amatorów. Jest nim codzienne, ale krótkie i powierzchowne chlapaniem wodą po wierzchniej warstwie ziemi.
Gdy podlewamy często i po trochę, zwilżamy jedynie pierwsze kilka centymetrów gleby. Rośliny dostają sygnał, że wilgoć znajduje się bardzo wysoko, przez co wykształcają płytki, leniwy system korzeniowy tuż pod powierzchnią. W efekcie, gdy tylko przyjdzie upalny dzień i wierzchnia warstwa podłoża wyschnie na wiór, taka roślina błyskawicznie więdnie i doznaje szoku.

Złota zasada Monty’ego Dona brzmi więc: podlewaj rzadziej, ale znacznie intensywniej. Lepiej sięgnąć po konewkę raz na kilka dni, ale wlać pod roślinę tyle wody, by wsiąkła naprawdę głęboko. Poszukując wilgoci w niższych partiach podłoża, korzenie zaczną rozrastać się w dół, tworząc silny, rozbudowany system podziemny. Tak ukorzeniona roślina staje się samowystarczalna i bez problemu sięga po zapasy wody zgromadzone w głębszych warstwach ziemi nawet wtedy, gdy zapomnimy o jej podlaniu lub chociażby pojedziemy na urlop.
Poranna rosa zamiast południowego żaru
Równie ważny co ilość wody jest sam moment, w którym decydujemy się na pracę w ogrodzie. Ekspert bezwzględnie odradza sięganie po wąż w pełnym słońcu. Podlewanie w południe, przy najwyższych temperaturach, to nie tylko marnotrawstwo wody (większość z niej wyparuje w powietrze, zanim zdoła wsiąknąć), ale też ogromny stres dla rośliny, a nawet ryzyko poparzenia liści, na których krople wody działają jak małe soczewki. Chyba każdy wie, co się wówczas dzieje, gdy słońce mocno praży z nieba.
Dlatego najlepszą strategią jest podlewanie wcześnie rano lub późnym wieczorem. Wtedy temperatura powietrza i podłoża jest odczuwalnie niższa, a parowanie spada do minimum. Woda ma czas, by spokojnie przesączyć się w głąb struktury gleby i dotrzeć prosto do korzeni. Zadbanie o zdrową, próchniczną ziemię w połączeniu z mądrym, rzadkim i głębokim podlewaniem to najlepszy prezent, jaki możemy sprawić swojemu ogrodowi na lato – gwarancja bujnej zieleni bez konieczności spędzania każdego wieczoru z wężem w dłoni.
