Wybuchy wulkanów, jeśli są odpowiednio silne, wyrzucają od atmosfery tyle pyłów i gazów, że blokuje to światło Słońca. Sprowadza to na Ziemię ochłodzenie trwające od rok do dwóch lat.

Wybuch wulkanu Pinatubo na Filipinach w 1991 roku wyrzucił w powietrze około 20 milionów ton dwutlenku siarki. Całą Ziemię przykrył jej cienki welon, który sprawił, że przez kolejne dwa lata średnie temperatury były o pół stopnia Celsjusza niższe.

Teraz w pracy opublikowanej w czasopiśmie naukowym „Nature Communictations” badacze donoszą, że na przestrzeni ostatnich 2 tysięcy lat wulkany przyczyniały się do upadków chińskich dynastii. W Azji większość deszczu przynoszą bowiem monsuny. Powstają dzięki różnicom temperatur między oceanami a lądem. Gdy lądy się słabiej nagrzewają, także monsunowe deszcze stają się słabsze. A to przynosi susze, nieurodzaj i głód.

– Po raz pierwszy udało się potwierdzić, że upadki chińskich dynastii na przestrzeni ostatnich dwóch tysiącleci były bardziej prawdopodobne po wybuchu wulkanu – mówi prof. Alan Robock z Rutgers University, współautor pracy. Dodaje jednak, że jest to jednak wpływ złożony. Wybuchy wulkanów nie były, rzecz jasna, jedynym powodem upadków chińskich cesarzy.

Wulkany ułatwiały upadki cesarzy. Czasem prowadziły do nich bezpośrednio

Naukowcy przeanalizowali skutki 156 wybuchów wulkanów od 1 do 1915 roku naszej ery. Zbadali zawartość pochodzących z tlenków siarki siarczanów w rdzeniach lodowych pochodzących z Antarktydy i Grenlandii. Przeanalizowali też dokumenty historyczne dotyczące 68 dynastii w poszukiwaniu doniesień o wojnach w latach 850–1911.

Uczeni stwierdzili, że mniejsze wybuchy wulkanów mogły przyczyniać się do upadków chińskich władców, gdy w poprzedzającym wybuch okresie istniały już oznaki konfliktów. Większe eksplozje zaś potrafiły doprowadzić do upadku dynastii nawet wtedy, gdy miała się całkiem dobrze. Innymi czynnikami, które wpływały na upadek cesarskiej władzy, były złe zarządzanie, korupcja w administracji oraz presja demograficzna. Wpływ wulkanicznych erupcji był jednak niezwykle wyraźny – jedna lub więcej erupcji poprzedziły upadek aż 62 z 68 dynastii.

Z badań wynika też, że po upadku poprzedniej dynastii nowym władcom pomagała koncepcja „namaszczenia przez niebiosa”. Zarówno elity, jak ich poddani byli bardziej skłonni zaakceptować nowych cesarzy, gdy wskazywali, że poprzednia dynastia straciła przychylność bogów. A nieoczekiwane zimno, susze, nieurodzaj i głód były jednym z takich dowodów.

Ubiegły wiek oszczędził nam „wulkanicznej zimy”. Ale musimy być przygotowani, ostrzegają naukowcy

Badacze dodają, że w XX i XXI wieku nie nastąpiła jeszcze żadna duża erupcja wulkanu. Podkreślają jednak, że na powinniśmy być na nie przygotowani. Przyszłe erupcje, ostrzegają naukowcy, zwłaszcza w coraz cieplejszym świecie, najpewniej wpłyną na rolnictwo w najbiedniejszych i najbardziej zaludnionych obszarach globu.

Klimatyczne skutki erupcji dotkną szczególnie społeczeństwa w trudnej sytuacji ekonomicznej. Jak wskazują badacze, nawet erupcje w XX wieku (choć słabsze niż w ubiegłych stuleciach) mogły przyczynić się do suszy w afrykańskim Sahelu, która trwała od lat 70. do 90. ubiegłego wieku. Bezpośrednio doprowadziło to do śmierci 250 tysięcy ludzi, a 10 milionów zmusiło do migracji.

Podatne na upadek będą też te społeczności, gdzie władza i zasoby trafiają w ręce mniejszości, ostrzegają naukowcy. Ta ostatnia sytuacja miała na przykład miejsce przed wybuchem wojny w Syrii, gdzie przez ponad 40 lat większość sunnitów rządzona była przez mniejszość alawitów. Trwająca kilkanaście lat susza doprowadziła w końcu w 2011 roku do powstania, wybuchu wojny domowej i całkowicie zrujnowała kraj.

„Rok bez lata”, czyli klimatyczne skutki wybuchu w 1815 roku

Ostrzeżeniem powinien być dla nas rok 1816. Rok wcześniej wybuchł wulkan Tambora znajdujący się na obszarze dzisiejszej Indonezji, ówcześnie zaś Indochin. Był na tyle silny, że wyrzucone przez niego pyły obserwowano na całym globie. Następny rok przyniósł ochłodzenie aż o 3–4 stopnie. Europie przyniósł malownicze zachody słońca uwiecznione przez ówczesnych artystów i historię „Frankensteina”.

Niestety przyniósł też nieurodzaj i głód. To właśnie te wspomnienia skłoniły Justusa von Liebiga do zajęcia się chemią i poszukiwania sposobów na sztuczne nawożenie roślin. Jego badania stały się podstawą produkcji nawozów sztucznych.

Prawdopodobnie wulkanicznej klęsce nieurodzaju zawdzięczamy też wynalezienie roweru. Zabrakło bowiem i owsa, stąd poszukiwano innych pomysłów na transport niż konny. Welocyped zaproponowany przez Karla Draisa miał ułatwić podróże bez koni.

Źródła: Rutgers University, Nature Communictations.