Nad naszymi głowami unosi się wirująca powłoka. Nie widzimy jej gołym okiem, ale nie można jej lekceważyć. Około 500 tysięcy odpadów stworzonych przez człowieka porusza się z bardzo dużą prędkością, na tyle dużą, że te o wadze kilograma potrafią zniszczyć elementy sond, statków kosmicznych, a nawet zagrozić bezpieczeństwu załogi. Już w 2013 roku NASA raportowała, że 200 000 obiektów jest większa od piłki do tenisa i może stanowić zagrożenie dla załogowych i bezzałogowych misji.

- Nawet mały odprysk farby poruszający się z taką prędkością potrafi uszkodzić statek kosmiczny – pisali naukowcy z NASA w oświadczeniu – Zanotowano przypadki zniszczenia okien wahadłowców właśnie takimi malutkimi odpryskami.

Skoro coś tak ulotnego może być niebezpieczne wyobraźcie sobie co może spowodować znacznie większy fragment nieużywanej już satelity lub innego urządzenia.

Chińscy badacze z Uniwersytetu Inżynierii Lotnictwa Wojskowego zaproponowali rozwiązanie – wypalać niebezpieczne obiekty za pomocą lasera. Jego emitery zamontowane by były na satelitach. Opracowane przez nich matematyczne modele pokazują, że za pomocą takich urządzeń będzie można doprowadzić do obniżania lotu przez śmieci, a te na wysokości około 200 kilometrów nad Ziemią spłoną w jej atmosferze z powodu tarcia.

Chińczycy nie są pierwszymi, którzy zaproponowali takie rozwiązanie. W 2015 roku naukowcy z Japonii testowali laser do usuwania śmieci na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Używał on połączonej wiązki kilku mniejszych emiterów i był w stanie przepalać malutkie obiekty, a większe pchać w stronę atmosfery Ziemi.

Chiński zapał do posprzątania kosmosu w sąsiedztwie naszej planety jest uzasadniony, to program kosmiczny tego państwa jest odpowiedzialny za sporą część odpadów (według Universe Today).  

Źródło: Live Science