O ambitnych planach chińskich inżynierów kosmicznych poinformował dziennik „South China Morning Post”. Projekt zakłada budowę stacji kosmicznej wyposażonej w liczne panele słoneczne. Ogniwa miałyby być umieszczone na ruchomych „ramionach” stacji, co pozwoliłoby na pozyskiwanie energii ze słońca przez całą dobę.

Energia zgromadzona przez orbitalną elektrownię miałaby być wysyłana na Ziemię w postaci „potężnej wiązki” odbieranej przez naziemne farmy słoneczne o dużej wydajności.

Chińska agencja kosmiczna liczy, że rewolucyjna technologia może zacząć działać już w 2030 roku. Początkowo elektrownia miałaby niewielką moc – zaledwie 1 megawat – ale do 2050 roku jej przepustowość miałaby wzrosnąć do 1 gigawata. Ostatecznie moc elektrowni ma być porównywalna z elektrowniami jądrowymi.

Pierwszy pomysł pojawił się 60 lat temu

Pomysł orbitalnej elektrowni słonecznej nie jest nowy. Po raz pierwszy pojawił się w latach 60. XX wieku, jednak ograniczenia technologiczne i ogromna skala przedsięwzięcia – w tym nakładów finansowych – skutecznie zniechęcała do jego realizacji.

Główną zaletą orbitalnej elektrowni jest to, że jest wolna od ograniczeń naziemnych farm solarnych. Po pierwsze stacja unoszącą się na orbicie jest w stanie uniknąć cienia Ziemi, na jej efektywność nie wpływa także zachmurzenie, dzięki czemu może mieć dostęp do światła słonecznego 24 godziny na dobę.

Po drugie – dzięki temu, że będzie bliżej Słońca, może pozyskiwać więcej energii niż tradycyjne panele. A to dlatego, że atmosfera naszej planety odbija lub pochłania prawie połowę energii słonecznej, zanim dotrze ona do ogniw znajdujących się na ziemi.

Ośrodek testowy za 15,4 mln dolarów

Największym wyzwaniem, przed jakim stoją chińscy konstruktorzy, jest opracowanie technologii pozwalającej na przesłanie zgromadzonej energii na Ziemię. Wstępne testy z użyciem sterowców pokazały, że możliwe jest bezprzewodowe wysłanie jej w postaci mikrofal o wysokiej częstotliwości. W trakcie transportu dochodzi do minimalnej utraty energii (ok. 2 procent).

Jak na razie z powodzeniem przeprowadzono testy na wysokości 300 metrów. W kolejnym kroku inżynierowie kosmiczni chcą udowodnić, że bezprzewodowy transfer energii działa także na dużych odległościach: następnym punktem ma być granica 20 km.

Naukowcy muszą też udowodnić, że transfer energii jest bezpieczny dla otoczenia i nie doprowadzi do zniszczeń, oraz sprawdzić, czy technologia pozwoli wiązce energii skutecznie przeniknąć przez chmury.

Potencjał nowych rozwiązań naukowcy będą mogli przetestować w nowo powstającym ośrodku badawczym w Chongqing. Obiekt, którego koszt obliczono na 15,4 mln dolarów, ma być gotowy jeszcze w tym roku. Co ciekawe, jego budowa rozpoczęła się już trzy lata temu, ale szybko została wstrzymana w związku z debatą na temat kosztów, wykonalności i bezpieczeństwa całego projektu. Teraz do prac powrócono.

 

Źródło: South China Morning Post.