Spaliny samochodowe - zanie­czyszczenie. Wyciek ropy - zanie­czyszczenie. Ścieki - zanieczysz­czenie. Ale hałas? Naukowcy od trzech dekad intensywnie badają ten element środowiska. Liczba dowodów na jego szkodliwość szybko rośnie, a wraz z nią potrzeba ograniczania źródeł nadmiernych i niechcianych dźwięków. Hałas to dziś jedna z najbardziej złożonych i najmniej poznanych form zanieczyszczeń.

To plaga, do której powstania sami się przy­czyniliśmy i przed którą nie jesteśmy w stanie uciec. Nie ma znaczenia, gdzie się znajdujemy. We własnym domu, na ulicy, w samochodzie, restauracji, parku. Hałas jest jak bierne palenie, na które ktoś nas naraża. Wbrew naszej woli, w każdym miejscu i o każdej porze, w natęże­niu, którego nie jesteśmy w stanie kontrolować. Towarzyszy rozrastającym się autostradom, liniom kolejowym, lotniskom i miastom, któ­rych mieszkańcy nie potrafią się już obyć bez głośnych urządzeń, na co dzień oszczędzających im pracy albo służących rozrywce. Pralki, zmy­warki, lodówki, suszarki, telewizory, wentylato­ry, klimatyzatory, radia, kosiarki, piły, telefony komórkowe, dziecięce zabawki. Na równi z nimi przeszkadza szczekanie psów, odgłosy imprez miejskich, wydarzeń sportowych i koncertów.

Podnosi się ciśnienie krwi

W starożytnym Rzymie obowiązywał zakaz jazdy rydwanami nocą, gdyż ich koła turkotały na brukowanych ulicach i nie dawały miesz­kańcom spać. Kilkaset lat później w niektórych miastach średniowiecznej Europy przykrywano ulice słomą, by ograniczyć odgłosy powodowa­ne przez jeźdźców i wozy, albo wprost zakazy­wano ruchu konnego. To, czego doświadczali dawni mieszkańcy miast, blednie w zderzeniu z problemami współczesności. W krajach Unii Europejskiej jedna na pięć osób doświadcza hałasu w nocy, który w dłuższym okresie może prowadzić do nadciśnienia i zawału serca. Głośny dźwięk, oddziałujący przez długi czas, powoduje kłopoty z koncentracją, stałe zmęcze­nie, ogranicza wydajność w pracy. Nawet jeśli nie przerywa snu!


Czytaj więcej:


Badania prowadzone przez dr. Larsa Jarupa z Imperial College London dowiodły, że hałas przekraczający 35 decybeli może zwiększać ciś­nienie krwi. Uwaga! W tej kategorii szkodliwo­ści mieści się przelatujący nad głową samolot, przejeżdżający pod oknem samochód i chrapiący partner. Źródło hałasu nie ma znaczenia, nigdy do niego nie przywykamy. Zamykając oczy, mo­żemy się odciąć od niechcianych bodźców wzro­kowych. Uszu niestety zamknąć się nie da, więc chłoniemy dźwięki przez 24 godziny na dobę.

Nie oznacza to, że wszystkie akustyczne bodźce przeszkadzają nam lub wręcz szkodzą. Komórki nerwowe, dzięki którym nasz słuch działa i dostarcza sygnałów pobudzających mózg, pozwalają na regulowanie czujności tak, byśmy mogli funkcjonować jak najlepiej. Źle, gdy towarzyszy nam zbyt mało dźwięków; źle, gdy jest ich zbyt wiele. Tyle że we współczesnym mieście coraz trudniej o naprawdę cichy zakątek.

Rośnie liczba zawałów serca

Intensywny dźwięk był od zawsze sygnałem zagrożenia. Toteż naszą mimowolną reakcję na głośny hałas dyktuje odwieczna zasada: „uciekaj lub walcz”!

A to oznacza stres, zmiany hormonalne i zmiany w układzie krwionośnym. „Jeśli hałas dzia­ła długo na organizm, staje się głównym czynnikiem ryzyka rozwoju chorób kardiologicz­nych” - wyjaśnia dr Jarup.