Po II wojnie światowej, zgodnie z postanowieniami aliantów, część okrętów włoskich miała zostać przejęta w ramach reparacji. Związek Radziecki otrzymał m.in. pancernik „Giulio Cesare”, krążownik oraz trzy niszczyciele (z jednego zrezygnowano ze względu na zły stan techniczny). Przygotowany do przejęcia przez marynarzy radzieckich „Giulio Cesare” został przebazowany z Tarentu do portu w sycylijskiej Auguście, dokąd na początku 1949 r. przybyła delegacja Floty Czarnomorskiej.

Przekazanie pancernika nie obyło się bez problemów. Na nabrzeżu doszło do manifestacji reprezentantów skrajnej prawicy. W demonstracji uczestniczył m.in. Clemente Graziani, syn marszałka Rodolfo Grazianiego, do 1945 roku dowódcy armii proniemieckiej marionetkowej Włoskiej Republiki Socjalnej. Musiała interweniować policja. 6 lutego 1949 r. oficjalnie podniesiono na okręcie banderę radziecką i pod tymczasowym oznaczeniem Z 11 został przyjęty w skład Marynarki Wojennej ZSRR. 24 lutego nadano mu nazwę „Noworossijsk” oraz uczyniono go okrętem flagowym 1. Eskadry Floty Czarnomorskiej. Przez następne lata przechodził kolejne remonty i modernizacje. Kiedy nie przebywał akurat w doku remontowym, najczęściej wypływał w morze na rejsy szkoleniowe. Ostatni taki rejs odbył 28 października 1955 r. Po powrocie do Sewastopola dowódca okrętu dostał rozkaz przycumowania pomiędzy krążownikami „Mołotow” i „Michaił Kutuzow”. Głębokość w miejscu cumowania wynosiła 17 metrów.

Atak i tragedia

Eksplozja nastąpiła w nocy 29 października 1955 r. tuż po godzinie 1.30, w dziobowej części kadłuba. Była tak silna, że przebiła wszystkie siedem kondygnacji okrętu: od dna aż po górny pokład. Szacuje się, że w wyniku wybuchu zginęło 150–200 marynarzy. „Noworossijsk” zaczął się zanurzać. Dowodzący akcją ratunkową uznali, że pancernik jest na tyle wysoki, że jeśli nawet osiądzie na dnie, nadbudówki i górne pokłady nie zostaną zatopione. Nie ogłoszono więc ewakuacji i wszyscy marynarze niezaangażowani w akcję ratunkową dostali rozkaz pozostania na stanowiskach.

Przez półtorej godziny okręt nabierał wody. Zaczął przechylać się na lewą burtę. Próby jego stabilizacji i przywrócenia do pionu okazały się bezskuteczne. O godzinie 4.15 „Noworossijsk” nagle położył się na lewą burtę i odwrócił się do góry stępką, prawie całkowicie pogrążając się pod wodą. Jak ustalono, na dnie zamiast twardego podłoża zalegała trzydziestometrowa warstwa mułu, w którą bez trudu zagłębiły się maszty i nadbudówki okrętu. We wnętrzu stalowego kolosa zostało uwięzionych kilkuset marynarzy. Zanim „Noworossijsk” pogrążył się pod wodą, przez otwór wycięty w dnie zdołano uratować siedmiu z nich; dwóch wydostali nurkowie.

Mimo że odgłosy żyjących marynarzy dochodziły z wnętrza jeszcze 3 dni, nie zdołano nikogo ocalić. Zginęło ponad 600 osób – zarówno członkowie załogi, jak i ekip ratunkowych. Bardzo szybko znaleziono winnego: niemiecką minę magnetyczną z czasów wojny. Ale tu pojawiają się wątpliwości. Podstawowym dowodem zaprzeczającym tej tezie była siła wybuchu. Według ustaleń komisji miała równowartość ok. 1000 kg trotylu. Tymczasem analiza zniszczeń oraz odczyty Krymskiej Stacji Sejsmologicznej wskazały, że eksplozja miała ponad dwukrotnie większą moc. Jednocześnie nurkowie badający dno odnaleźli nie jeden, ale dwa leje po wybuchach. Prawdopodobieństwo, że dwa niewybuchy same eksplodowały w tym samym momencie, jest bliskie zeru. Średnica i głębokość lejów wskazywały, że oba ładunki miały identyczną moc.

Winnymi zaniedbań, które spowodowały tak dużą liczbę ofiar, uznano dowódcę Floty Czarnomorskiej W.A. Parchomienkę, dowódcę eskadry N.I. Nikolskiego i dowódcę okrętu A.P. Kuchta, który został dyscyplinarnie zwolniony. Jednocześnie zdymisjonowano i zdegradowano głównodowodzącego marynarki i wiceministra obrony ZSRR adm. N. Kuzniecowa. Był skonfliktowany z marszałkiem Żukowem i nie cieszył się sympatią Chruszczowa, więc tragiczne wydarzenia okazały się wygodnym pretekstem do usunięcia go ze stanowiska.

Przyczyna wybuchu została ustalona, winni ukarani, dochodzenie można było zakończyć… Formalnie sprawa została zamknięta. Zaczęły się jednak pojawiać hipotezy o zaangażowaniu obcych sił w zatopienie pancernika. Ustalono, że port w Sewastopolu bezpośrednio przed wybuchem był praktycznie bezbronny. Przez kilkanaście godzin zabezpieczenia chroniące przed podwodnym atakiem były nieaktywne i wroga jednostka miałaby wystarczająco dużo czasu, żeby podłożyć ładunek wybuchowy i bezpiecznie opuścić port...