Takie wnioski płyną z badania „Ewolucja polskiego dzieciństwa” przygotowanego przez serwis Prezentmarzeń. Najbardziej niepokojąca liczba jest prosta: 34 proc. rodziców przyznaje, że ich dzieci doświadczają poczucia osamotnienia. W przypadku 28 proc. zdarza się to od czasu do czasu, a 6 proc. mierzy się z tym problemem regularnie. Innymi słowy – samotność dotyka dziś mniej więcej co trzeciego młodego człowieka.
Setki znajomych, a jednak samotność
Wyniki te mogą być dla wielu zaskakujące, bo przecież żyjemy w epoce permanentnej komunikacji. Aż 41 proc. rodziców deklaruje, że dzieci organizują spotkania przede wszystkim za pośrednictwem komunikatorów takich jak Messenger, WhatsApp czy Discord. Z kolei 19 proc. wskazuje, że ważnym miejscem spotkań są wspólne serwery w grach. Dla połowy dzieci internetowi znajomi są pełnoprawnymi przyjaciółmi. Dla współczesnego nastolatka rozmowa na Discordzie podczas wspólnej rozgrywki może być równie naturalna jak dla wcześniejszych pokoleń siedzenie na trzepaku czy boisku pod blokiem. Problem polega jednak na tym, że kontakt nie zawsze oznacza bliskość.
To bardzo smutny paradoks naszych czasów. Możemy rozmawiać z kimś każdego dnia, dzielić się troskami i sekretami, a mimo to nigdy nie widzieliśmy go na żywo. Dzieci nie cierpią dziś z powodu braku możliwości rozmowy. Wręcz przeciwnie. Nigdy wcześniej komunikacja nie była tak łatwa i dostępna. Brakuje raczej relacji, które wykraczają poza wymianę wiadomości, reakcje emoji czy wspólne granie przez internet. Można mieć setki kontaktów na liście znajomych, a jednocześnie nie mieć nikogo, kto spontanicznie zapuka do naszych drzwi albo wyjdzie z nami na spacer albo na wspólny posiłek. Ten problem dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych, choć w przypadku tych pierwszych brak kontaktu „twarzą w twarz” ma ogromny wpływ na rozwój społeczny.

W tym kontekście całkowicie mnie nie dziwi, że większość życia młodych ludzi kręci się wokół ekranu. To trochę błędne koło, bo w ten sposób ogranicza się możliwość nawiązania kontaktów poza siecią. A skoro ich nie mamy, trzymamy się znajomych online. W ten sposób aż 43 proc. badanych dzieci zna zaledwie jedną osobę lub rodzinę mieszkającą w sąsiedztwie. Kolejne 18 proc. nie zna nikogo. Jednocześnie tylko 11 proc. deklaruje, że kojarzy większość sąsiadów ze swojej okolicy. To również pokazuje ogromną zmianę kulturową. Dawniej podwórko było naturalnym przedłużeniem domu. Dziś wiele dzieci funkcjonuje w przestrzeni, którą mijają codziennie, ale której właściwie nie znają.
Zmienił się również sposób radzenia sobie z nudą. Kiedyś oznaczała ona konieczność wymyślenia sobie zajęcia, wyjścia z domu albo znalezienia kogoś do zabawy. Obecnie najczęstszą odpowiedzią na nudę są smartfony, konsole i internet. Wskazuje na nie 44 proc. dzieci. Kolejne 27 proc. wybiera przeglądanie TikToka czy YouTube’a.
Nie chcę tu demonizować technologii, bo nie taki jest sens zarówno mojego artykułu, jak i samego badania. Internet sam w sobie nie jest winowajcą. Dla wielu dzieci, zwłaszcza tych mieszkających w mniejszych miejscowościach albo mających nietypowe zainteresowania, sieć bywa wręcz jedynym miejscem, gdzie po raz pierwszy znajdują osoby podobne do siebie.
Za czym tęsknią rodzice?
Ciekawe są też odpowiedzi rodziców, bo gdy zapytano ich, co ze swojego dzieciństwa najchętniej przekazaliby swoim dzieciom, to odpowiedzi nie dotyczyły nowoczesnych gadżetów. Najczęściej wskazywali oni na coś innego: trwałe podwórkowe przyjaźnie oraz brak elektroniki, który zmuszał do kreatywności i szukania kontaktu z ludźmi w świecie rzeczywistym. Brzmi to trochę jak klasyczne „za moich czasów było lepiej”, ale trudno nie zauważyć, że w tej kwestii naprawdę było lepiej. Brak nowoczesnej elektroniki zmuszał mnie w dzieciństwie do wymyślania sposobów na wolny czas, do szukania i dzielenia się pasjami z koleżankami, czasem nawet zarażając je swoim hobby. Czasem to one wciągały mnie w swoje pasje, a w innych przypadkach po prostu kończyło się na zwykłym pokazaniu „patrz, jakie to fajne”. Jednak w każdym przypadku spędzało się czas razem.
Dziś wygląda to inaczej i chociaż niektórzy uparcie szukają w tym winy rodziców albo właśnie technologii, to musimy się pogodzić z faktem, że tak po prostu wygląda nasz świat. Nie jesteśmy już zamknięci w bańkach jednej miejscowości czy osiedla, dzieci mają szansę na poznawanie kultur z całego świata i rozmowy z kimś, kto kiedyś byłby całkowicie poza ich zasięgiem. I tak, nieograniczone możliwości komunikacji mają swoją cenę – brak bardzo analogowej wspólnej zabawy, rozmowy twarzą w twarz i poczucia, że gdzieś obok są ludzie, do których można po prostu wyjść bez wcześniejszego wysyłania wiadomości.
Samotność wygląda dziś inaczej
To badanie nie daje nam rozwiązania, ale pokazuje nam nowe oblicze samotności i powinno być to bardzo cenną lekcją dla rodziców. Nie chodzi oczywiście o nagłe odcięcie dziecka od sieci, bo jeśli nie ma ono przyjaciół w realnym świecie, to jedynie w ten sposób można zrobić mu krzywdę. W pierwszej kolejności ważniejsze jest zrozumienie, że współczesna samotność nie jest często brakiem kontaktów. Zwykle wygląda jak ich nadmiar, który nie daje poczucia prawdziwej bliskości.

Dlatego zamiast wyciągać wtyczkę od komputera, warto zadbać o coś znacznie ważniejszego – stworzenie przestrzeni do spotkań, wspólnych aktywności i zwykłych rozmów. Czasem więcej może dać zaproszenie kolegi na rower, rodzinny spacer czy wspólna planszówka niż kolejna aplikacja do kontroli rodzicielskiej.
