Choć wieczna zmarzlina kojarzy nam się z połaciami lodu, skojarzenie to nie jest do końca traf ne. Permafrost to niekoniecznie lód – tak określa się po prostu-- część skorupy ziemskiej, która przez cały rok znajduje się w ujemnej temperaturze. W przypadku tzw. jedomy, czyli zmarzliny z okresu plejstocenu rozciągającej się od północnowschodniej Syberii przez Kanadę do Alaski, lód stanowi 50–90 proc. jej objętości. Aż 2 proc. zaś to węgiel, którego mnóstwo jest w każdym rodzaju permafrostu. W 2011 r. naukowcy oszacowali, że w wiecznej zmarzlinie znajduje się cztery razy tyle węgla, ile ludzie wyemitowali do atmosfery w czasach nowożytnych. I choć nie jest pewne, jaka część tego organicznego węgla trafiłaby do atmosfery jako CO2, to skutą lodem ziemię na północnej półkuli uważa się za tykającą bombę ekologiczną. Która – jeśli zostanie zdetonowana – jeszcze bardziej przyspieszy galopujący kryzys klimatyczny.

Węgiel i najgroźniejszy gaz cieplarniany – metan – to jednak nie wszystko, co zgromadziło się w glebie trzymanej w ziemskiej zamrażarce od epoki lodowcowej (czyli od 2,5 mln lat). Stanowi ona również rezerwuar żyjących dawniej na Ziemi organizmów. Według różnych wyliczeń w zaledwie jednym gramie wiecznej zmarzliny może znajdować się od jednego do tysiąca milionów bakterii. Są tam również wirusy, w tym nieznane nauce, o których istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero niedawno, a także znacznie bardziej zaawansowane od nich formy życia.

Badając je, w ostatnich latach naukowcy odnieśli kilka spektakularnych sukcesów. Tylko czy nie jest to osiągnięcie o dużym stopniu ryzyka? W serialu „Fortitude” roztapianie się wiecznej zmarzliny prowadzi nie tylko do odkrycia truchła mamuta, ale i wylęgnięcia się prehistorycznych morderczych os. Jak daleko temu horrorowi do rzeczywistości? Czy w wiecznej zmarzlinie naprawdę może znajdować się coś, co okaże się dla nas niebezpieczne? A może wręcz przeciwnie – jej badanie da nam nową nadzieję?

BAKTERIE MATUZALEMY

W roku 1980 ogłoszono jeden z największych sukcesów, jakie może odnieść nauka. Światowa Organizacja Zdrowia oznajmiła, że ospa prawdziwa, jedna ze zmór nękających ludzkość od czasów wynalezienia rolnictwa 10 tys. lat p.n.e., została eradykowana. Termin eradykacja oznacza, że patogen wywołujący chorobę nie występuje w organizmach ludzi, zwierząt ani w środowisku. Tym samym ostra wirusowa choroba zakaźna, opisywana już przez Galena, zawleczona przez Corteza do Ameryki Południowej, regularnie zbierająca śmiertelne żniwo w Afryce, Azji i Europie, została uznana za ostatecznie zwalczoną. Tylko czy na pewno? Jean-Michel Claverie jest wirusologiem z francuskiego Uniwersytetu Aix-Marseille.

Pięć lat temu w wywiadzie dla BBC zwrócił uwagę na pewien istotny szczegół. – Ospa prawdziwa nie została eradykowana z naszej planety – stwierdził. – Ale jedynie z jej
powierzchni. Claverie wiedział, co mówi. Świat obiegła właśnie elektryzująca wiadomość, że wraz z zespołem ożywił znaleziony w wiecznej zmarzlinie wirus, który liczy sobie 30 tys. lat. Co prawda Pithovirus sibericum zabija tylko ameby, ale co by było, gdyby naukowcy natrafili na patogen atakujący ludzi? – Schodząc niżej, ryzykujemy, że ospa znów stanie się chorobą nękającą ludzkość – komentował Claverie pytany o szanse na to, że w permafroście mogą się znajdować zagrażające nam mikroby.

Na potwierdzenie tej tezy nie trzeba było długo czekać. W wyjątkowo ciepłe lato 2016 r. na Półwyspie Jamalskim niespodziewanie pojawił się wąglik. Zarażonych zostało 2 tys. reniferów, a także niewielka grupa ludzi. Kilkanaście osób trafiło do szpitali, a jedna, 12-letni chłopiec, zmarła. Przypuszcza się, że wywołujący chorobę patogen, bakteria Bacillus anthracis, pochodził z trucheł reniferów zdziesiątkowanych przez wąglika 75 lat wcześniej. W początkach XX w. na Jamale miała miejsce wielka epidemia, która zabiła
nawet milion zwierząt. Część z nich czekała w wiecznej zmarzlinie, aż sięgające 35 st. C upały doprowadziły do rozmrożenia gruntu, odsłonięcia szczątków i przedostania się
patogenu do wody i gleby. A stamtąd – do łańcucha pokarmowego. Patogenu, który – jeśli ta teoria jest prawdziwa – pod ponad siedmiu dekadach hibernacji powrócił do życia i okazał się zdolny do infekowania.